Organizator życia codziennego…
… na gwałt potrzebny. Co tu dużo pisać, od paru dni jestem jak ten ludzik z emotikonek w gadu-gadu, co to rozwija przed sobą transparent z napisem „help”.
Raz na jakiś czas włącza mi się coś, co najprościej można nazwać próbą złapania wielu srok za jeden ogon. 8 godzin w pracy, potem zabawa z dzieckiem, bo póki Mała szaleje to i tak nic innego się nie da zrobić, potem znów do komputera, sprawdzić pocztę, sprawdzić co się dzieje na forach (to w ramach relaksu), odpalić komunikator, zasiąść do roboty.
Teoretycznie z pensji zasadniczej jesteśmy w stanie się utrzymać. Praktycznie, jak się chce mieć parę złotych na lepszą szminkę i bluzkę to trzeba się rozejrzeć za dodatkową fuchą. Chwalić Pana, na ich brak z TŻ nie narzekamy, jak dobrze pójdzie to wpadnie mi sympatyczne zleconko rozreklamowania w necie sklepu internetowego. Miodzio. Tylko że w okolicach godziny pierwszej padam na dziób. A na biurku leży jeszcze nowy „Brief” do przeczytania, „Press” zaliczony po łebkach, do doczytania, książki z gatunku „zawodowych” są czytane w tempie iście żółwim, tyle dobrego że przy Małej można sobie poczytać/ pooglądać coś lżejszego.
A chciało by się jeszcze wyskoczyć z dziewczynami na kawę (coś się zebrać nie możemy, swoją drogą), popracować nad angielskim i ewentualnie niemieckim, zadbać o kondycję, odpisać na zaległe listy/ maile. Pomysłów na zagospodarowanie czasu mam jeszcze trochę, że o prozaicznym sprzątaniu, gotowaniu i innych domowych przyjemnościach nie wspomnę
Żeby nie było nieporozumień, TŻ w tzw. domowych obowiązkach udział bierze, w sumie sztywnego podziału co kto robi nie ma, więc wychodzi mniej więcej po połowie.
Zamotałam się na amen. Pewnie za jakiś czas tradycyjnie mi przejdzie, dojdę do wniosku że chrzanić to, nie rozdwoję się, niemiecki poczeka, angielski- pójdzie się na jakiś kurs utrwalający, książki poczekają, prasę poczyta się do drugiego śniadania, kondycja… hmmm, no tu pomysłu nie mam, ale coś się wymyśli. W ostateczności: wrocławska wiosna przychodzi szybko, więc będzie można na rowerek wyskoczyć.
A, i jeszcze mysz w kompie się na mnie obraziła i żyje własnym życiem. Co mnie dodatkowo wpienia, bo w ramach odreagowania nie pogram w nic, bo mnie zabiją/zeżrą na pierwszym levelu.
Pomarudziłam i mi lepiej. Blog to jednak niezły wynalazek jest
komentarz: by nbw 12.02.2006 23:34
Jest takie powiedzenie, że jeśli sądzisz i na okrągło twierdzisz, że nie masz czasu: musisz znaleźć sobie dodatkowe zajęcie.
komentarz: by Asia 12.02.2006 23:46
Dodatkowe zajęcie będzie od wiosny, bo z tą firmą to my na poważnie
Tylko że TŻ jest do maja związany kontraktem z jednym gościem i zakładanie DG teraz byłoby ładowaniem kasy w błoto. Tzn w ZUS. W sumie na jedno wychodzi
komentarz: by Karol Błażewicz 13.02.2006 17:05
Biorę się za 2 specjalności na studiach, do tego mam kilka pomysłów na hobby + języczki zagraniczne (może nawet jeden komputerowy) … Czy ktoś wie, jakie jest prawdopodobieństwo dostania zawału przed trzydziestką?
Asiu, dasz radę! Nie wiem, jak to u Ciebie, ale ja lepiej funkcjonuję, jak się trochę poruszam, więc i kondychę utrzymuję w normie i z prasą nadążam. Jak sobie machanie łapkami i nóżkami odpuszczę, to się taki oklapły czuję …
nbw, co do tego powiedzenia, to masz sporo racji
Od dziecka chciałem się nauczyć żonglować piłeczkami – nic wielkiego, ale jakoś nigdy nie było czasu, a początki nauki nie wyglądały zachęcająco, więc się zapał kończył po kilku dniach. Ale kilka miesięcy temu się zawziąłem i po kilkanaście minut dziennie katowałem rodzinkę odgłosami piłek od tenisa obijających się o meble i podłogę. Efekt: jak się chce wyłączyć na chwilę i dać oczom odpocząć od ekranu, a akurat nie mogę się przejść, to łapię za piłeczki. Odprężam się, mimo że żonglerka wymaga skupienia, ale innego niż np. czytanie. A wiecie, jaka jest z tego wszystkiego dodatkowa korzyść? Po klawiaturze zacząłem śmigać jak nigdy dotąd! Tak mi się paluszki i dłonie wyćwiczyły, że 250 znaków/min. nie jest już niczym nieosiągalnym
Powodzenia z firmą, Asiu
komentarz: by Asia 13.02.2006 19:58
Karol: weź nie strasz zawałem, bo mi już dużo nie brakuje
Ale jak o kondycję dbasz to nie powinno być źle.
Ja na stare lata (czyli tej wiosny) chcę się wybrać do Pragi i kupić sobie miecz. Półtoraka. I oczywiście nauczyć się nim machać. Kiedyś już ściany ozdabiał nam jeden „płaskownik budowlany o nietypowym kształcie” ale ciężki był jak nieszczęście…
komentarz: by Karol Błażewicz 13.02.2006 23:16
Asiu, a gdzie nim będziesz machać? Bo w moim mieszkanku mógłbym wywijać jedynie wakizashi (taka miniaturka japońskiej katany, dł. ok. 40 cm, służy gównie do rytualnego samobójstwa – seppuku). Nauka szermierki na parkingu przed supermarketem albo na przystanku mogłaby sprawić za dużo zamieszania …
(zaznaczam, że to żart, żeby mnie ten cały TŻ nie znalazł i w ramach nieszczęśliwego wypadku ze schodów nie zrzucił. Cztery razy
)
Ale ogólnie pomysł z mieczem oryginalny i ciekawy. Jak już sobie oręż sprawisz, to wrzuć jego fotkę na bloga (o ile jest taka techniczna możliwość). Hmm … Naga broń na blogu e-sklepu z bielizną? To już lepiej Twoje zdjęcie z mieczem. Możesz być w dessous
komentarz: by Asia 13.02.2006 23:43
A machać zamierzam na nadodrzańskich wałach. Na szczęście mam blisko
Wywijanie żelastwem w mieszkaniu skończyło się już jedną dziurą w suficie, na szczęście jest niewielka i nie rzuca się w oczy.
Oczywiście że jak już zabawkę sobie kupię to się nią pochwalę.
A TŻ-ta się nie bój, on spokojny człowiek jest