12 Lutego 2006

skrępowani figowym zaroślami

autor: gagatka, dział: Obrazki, godz. 11:04

Czytam Wasze miłosne przesłania i serce roście, że tyle uczuć w nas bucha. Ale zaraz potem dostaję pałką w łeb, bo w realu wszędzie wstyd, zahamowania, skrupuły…

Niedziela jest moim dniem rekreacji – zabieram mamę co tydzień na długi spacer (latem zahaczamy o naszą lokalną lodziarnię, gdzie dają miętowe z kawałkami czarnej czekolady i obłędne bakaliowe…) Po południu zaś jeżdżę rowerkiem na basen, chyba że aura nie sprzyja, to wtedy truchtam z buta. I tam właśnie, w damskiej szatni, raz po raz odkrywam, że chyba to musi być jakiś straszny fakt – posiadać piersi…

Większość przemyślnych pań przychodzi od razu w strojach, ale reszta zakłada ręcznik na spodnie i niczym Jaś Fasola (mój ulubiony odcinek, gdy zmienia spodnie na plaży!) wyjmują spod spodu elementy garderoby. Hmm… Jeszcze lepiej jest po basenie. To, że część się nie myje traktuję jako niezrozumiałą afekcję dla chlorowej aury. Ich skóra, nie moja. Te, które się myją robią coś po prostu obłędnego. Namydloną gąbkę wkładają różnymi dziurami pod strój kąpielowy i się pucują. Potem zaś znowu robią ekwilibrystykę z ręcznikiem. Czy one mają, przepraszam, coś innego niż ja? Trzy piersi albo pośladki w poprzek? Czy boja się, że obudzą w sąsiadce seksualną żądzę? No bo chyba nie chodzi o cellulitis ? to naprawdę już nic oryginalnego mieć taki skarb.
Czy my jesteśmy wstydliwe? Mój Boże, a czemu się nie wstydzimy nieumytych tłustych włosów, fluidowych masek na twarzy czy zgarbionych pleców?
Druga sprawa, jest bardziej męska, acz nie mniej frustrująca. Że faceci są macho, że nie boją się „zaje..ać gostkowi”, że opowieści o kobitach, co im wpełzają stadami do łóżka mają na pęczki – to wszyscy wiemy. Twardziele znaczy. Ale jak patrzę na tych supermenów w obliczu pewnego słodko-gorzkiego uczucia to mi ręce opadają. Mówię: idą walentynki, kup jej kwiatki, zadzwoń i powiedz, że przypadkiem zarezerwowałeś stolik w jej ulubionej restauracji (kobiety wierzą w cudowne zbiegi okoliczności), pocałuj ją znienacka… A gdzie tam! „no, ja nie wiem, zobaczę, eee, może jej wyślę SMS-a: happy valentine day..”

Powiedzcie mi gdzie te Jagny, co dumnie pierś wypinały i gdzie te rycerze, co dziewkom do stóp się rzucali, a jak było trzeba to i siłą żelazne stringi forsowali….?

8 komentarzy »

  1. komentarz: by nbw 12.02.2006 13:47  

    A czy mości autorko nie zauważasz zjawiska, które mnie osobiście mrozi?

    Że Jagny zaczęły traktować rycerzy, co to im się do stóp rzucają, jako łby zakute?

    Dewaluacja pojęć nastąpiła. Ludzie mylą seks z miłością a okazywanie uczuć uważane jest za oznakę słabości. Że niby jeśli powiem „kocham cię” to znaczy, że dana niewiasta mnie „już ma”.

    Oczywiście, dotyczy to pewnego wieku, wszak początkowo trzeba przejść przez okres „zdobywania i bycia zdobywaną”, przez to całe „zabieganie o względy”. W tym momencie wiele kobiet myli facetów z mężczyznami – ich chamstwo i arogancję (facetów) z siłą charakteru i dojrzałością (mężczyzn). Tylko, no właśnie – obie strony przez to przechodzą. Z wiekiem, kobieta zaczyna zauważać, że już nie bawią ją przelotne znajomości, wyjścia do dusznego klubu – chciałaby czegoś więcej. Romansu, róż, romantycznych kolacji przy świecach. Ale przecież, skoro traktowała mężczyzn, którzy oferowali jej to x czasu temu, jak naiwniaków, gdy oni zauważyli, że (to co sam powtarzam) – będąc, nie przymierzając, skurwielami, mają większe powodzenie u kobiet, nie będą teraz tego robić. Pozostaną skurwielami. Bo nikt nie lubi obrywać po łapkach przez cały czas.

    Z pozdrowieniem,
    don kichot.

  2. komentarz: by opi 12.02.2006 13:56  

    Święta, takie jak walentynki, są mi zbyteczne by okazywać uczucie. Uczucie najlepiej okazywać w normalnych, życiowych sytuacjach. Zakup umierających badyli i rezerwacja stolika nie są czymś wybitnie wyszukanym. Każdy to może zrobić. Dużo trudniej wstać dwie godziny przed ukochaną osobą, iść po zakupy czy też pielęgnować ją w chorobie przez kilka dni.

    No, ale takie sytuacje nie prowokują zakupów czy spacerów po mallach.

    Co do wstydliwości. U kobiecej przebieralni nie byłem (nic zresztą dziwnego) natomiast trenując sport jako młody chłopak nawykłem, że faceci raczej nie postępują tak, jak to opisałaś wyżej. Zresztą nie widzę nic niezwykłego w facecie pod prysznicem.

  3. komentarz: by gagatka 13.02.2006 10:26  

    drogi don kichocie; nie do końca się z Tobą zgodzę – myślę, że seks jest dość jednoznacznie odróżniany od miłości… i przychodzi nam coraz łatwiej, w odróżnieniu od uczucia. Jest coś w tym co piszesz, że babki (niektóre) lubią chamów i brutali, bo nadmiar słodyczy zdecydowanie mdli. Ja osobiście nieznoszę „skurwieli” bo szanuję siebie i chcę być z człowiekiem ciepłym, błyskotliwym i grzecznie zawadiackim, a nie męską kanalią. Mam nadzieję, że pocieszy cię fakt, że wiele wspaniałych kobiet, których znam właśnie tego szuka u facetów – dojrzałości, radości życia i zaangażowania :)

  4. komentarz: by mi:) 13.02.2006 15:02  

    Ja kiedyś odwiedziłam basen kryty w miescie Warka gdzie czas jakis mieszkalam… Po plywaniu prysznic, pod ktorym pozbylam sie kostiumu. Znaczy zdjelam, nie zebym go wywalila w ogole:) Panie zamraly. Przez moment az mi sie glupio zrobilo, bo zapadla cisza i wszystkie sie na mnie gapily wiec balam sie, ze cos moze mi zrobia. Ale potem pomyslalam, a niech widza i umyłam się W TEN SPOSOB, z TYMI RUCHAMI, BAWIĄC SIĘ PIANA:)) umylam sie zmyslowo. Potem wytykaly mnie palcami na ulicach a w sklepach szeptaly mi za plecami. I tak sobie myslalam, ech wy gupie kury, gadajcie, gadajcie, ze to ta bezwstydnica co ma super zgrabny tylek:)) [nie da sie ukryc ze to bylo jakies 6 kg temu:)))]

  5. komentarz: by gagatka 13.02.2006 16:28  

    Madame Mi! Chylę czoła i ślę bezwstydne buziaczki!

  6. komentarz: by Karol Błażewicz 13.02.2006 17:33  

    Gagatko, rozbawiłaś mnie tym postem tak, że gdyby nie uszy, to miałbym uśmiech naokoło głowy :) :) :) Może temat bardziej do płaczu niż do śmiechu, ale co tam ;-) J mam podobne wspomnienia z basenu. Jak się zaczniesz pod prysznicami rozbierać, to co niektórzy współtowarzysze/ki mokrej przygody się obleją rumieńcem, ale – mimo całej mojej wrodzonej delikatności – to już ich problem. Chlor na skórze to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej.
    Co do walentynek, miłości & Co.: niektóre kobiety lubią facetów/mężczyzn ostrych, co to je rzucą na ścianę, przyprą do muru i wpiją się w usta na pierwszej randce. Inne marzą o delikatnych, subtelnych pocałunkach, muśnięciach dłoni o policzek czy włosy. I nie ma w tym nic złego (faceci potrafią być elastyczni w tych sprawach), ale niestety żadna pani nie ma na czole napisane co lubi, jak lubi i czy ma na to ochotę z Tobą. I raz jak zaczniesz za ostro, to Cię dziewczyna spoliczkuje, a z inną taktyka „powoli i spokojnie” nie wypali, bo Cię nie potraktuje na serio – „Co to za facet, który [wstaw dowolny "zarzut"]!?”.

  7. komentarz: by gagatka 14.02.2006 13:45  

    Och, Karolu:) No ja się zgadzam, że nie ma sztampy – każdą panią trzeba indywidualnie podchodzić, bo znam takie co lubią i taboretem czasem dostać… (chyba lubią bo nie wiem, czemu trwają w takich związkach).
    Mnie zaś chodzi o to, że przynajmniej w promieniu 10 km od miejsc w których się przemieszczam nie widuję już facetów zaangażowanych, z pasją zdobywania serc (metody dowolne), ograniętych Uczuciem. Raczej takie nieboraki, leniwe – żeby się nie przemęczyć, bez wyobraźni („chcesz kwiatka czy co?)… Co nie znaczy naturalnie że takich nie ma w ogóle… Mam nadzieję :)

  8. komentarz: by Karol Błażewicz 14.02.2006 15:48  

    Odnośnie taboretów: też znam kilka kobiet, które chyba są masochistkami, ponieważ ja na ich miejscu już dawno bym trzasnął drzwiami i nie wrócił. Najlepiej, gdyby w tych drzwiach akurat stał „ukochany”, to by chociaż raz poczuł, jak to fajnie jest czymś ciężkim i kanciastym oberwać. Ciekawe, jak taki milutki tatusiek będzie dzieci traktował … No cóż, mimo że nie jestem Misiem o Małym Rozumku nie kapuję związków w stylu „Ja cię kocham, a ty mnie tłuczkiem BACH!” …

    Jeżeli zaglądasz czasem na blog „Narzeczona programisty” to już wiesz, jak wygląda „emocjonujący” związek między niektórymi dwudziestoparolatkami w moim otoczeniu – nie tylko „programista potrafi”: księgowi, architekci i ekonomiści też bywają dość apatyczni i jedyne Uczucie, które ich czasem ogarnia to Głód :)

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>