Kolejna rewolucja się szykuje
… się wzięliśmy i przymierzamy do własnego mieszkania. To znaczy jeszcze nie mam pewności, czy skończy się to kredytem czy wynajęciem czegoś większego, ale jedno jest pewne- w obecnym M2 już się nie mieścimy.
Prawdę mówiąc nazwanie naszej obecnej „nory” M2 jest pewnym nadużyciem, bo lokal ma jakieś 27m2, na co składa się pokój z aneksem kuchennym, plus pokoik do którego wchodzą dokładnie dwa komputery, dwa krzesła, regał z książkami oraz stolik z telewizorem. Póki na tych 27 metrach mieszkaliśmy sobie w trójkę (TŻ, wyżej podpisana i kota) było ok. Bezproblemowo było także wcześniej, kiedy to mieszkaliśmy w czwórkę, bez kota, za to z dwoma przyjaciółmi ze studiów. Ale od czasu jak pojawiła się Żaba robi się ciasno. Mniejsza o łóżeczko do spania, fotelik do karmienia i wysypujące się z szafek ciuszki (czy ja już mówiłam, że babcie kochają kupować wnuczce nowe kreacje?), ale zabawki żyją własnym życiem i zaczynają dominować w mieszkaniu. A ponieważ my naszych gości lubimy i to bardzo, a oni chyba lubią nas bo często do nas przyjeżdżają, i ponieważ goszczenie naraz więcej niż 3 osób zaczęło być pewnym problemem, więc podjęliśmy kolejną męską decyzję: rozglądamy się za czymś większym.
Rozejrzałam się po ofertach i letko mnie przytkało. Ceny mieszkań na rynku wtórnym, we Wrocławiu Anno Domini 2006 najwyraźniej oszalały. Rozmowa zaczyna się od 3 tys za metr kwadratowy. Muszę powiedzieć, że świetnie się czyta ogłoszenia z województwa dolnośląskiego. Wrocław M3 230 000 PLN, Wrocław M2 190 000 PLN , Trzebnica M3 45 000 PLN. Takie mniej więcej są proporcje. No nic to, jak się ma fanaberię mieszkać w centrum Wrocka to za taką przyjemność trzeba zapłacić. Wybór generalnie jest trudny. Przeważają mieszkania dwu- i trzypokojowe, w starym budownictwie. Stare budownictwo ja uwielbiam, ale chwilowo nas nie stać na kupno zrujnowanego lokalu i odpicowanie go na wysoki połysk. A jak zasadniczo wyglądają przedwojenne kamienice to mniej więcej wiadomo. Alternatywą jest mieszkanie albo w „plombie” z lat 90, albo w blokach z połowy XX wieku, i powiem szczerze, że niektóre lokale wyglądają całkiem, całkiem…
Oczywiście jest jeszcze jedna możliwość. Mianowicie odpuścić sobie kredyt, wynająć jakieś 60 metrów kwadratowych, pomieszkać w nich przez najbliższe 8 lat, a jak sytuacja na rynku się unormuje to wtedy rozglądać się za własnym mieszkaniem. Plusem takiego rozwiązania jest nie ładowanie sobie na kark kredytu na 200 tys zł. Minusem: to co zapłacimy za wynajęcie będzie mniej więcej odpowiadało miesięcznej racie (pod warunkiem, że kredyt uda się wziąć we frankach szwajcarskich, a nie w naszej kochanej złotówce).
Ogólna idea jest taka, żeby jednak kredyt wziąć, kupić mieszkanie, pomieszkać w nim jakieś 8-10 lat, w międzyczasie kredyt spłacić (nie tracę nadziei, że w końcu zaczniemy lepiej zarabiać), w mieszkanie wpuścić studentów, a samemu wynieść się do jakiegoś wymarzonego lokalu. Na który to lokal będzie kasa od studentów. Chyba jesteśmy kapitalistyczne krwiopijce.
Trochę się boję. Szkoda mi wyprowadzać się z mieszkania w którym spędziliśmy 7 lat, boję się tego ogromu formalności, widzimisię pana/pani w banku, papierkologii stosowanej, najzwyczajniej w świecie boję się, że mieszkanie na jakie się zdecydujemy będzie miało jakiś feler. Wiem, jest to dorabianie sobie zmartwień na zapas, ale my już tak mamy
No nic to, zobaczymy. Jakoś to będzie.
komentarz: by FuFu 24.02.2006 13:01
Zazdroszczę samych planów. Póki co nas nie stac na kredyt, chyba, że mielibyśmy kupić namiot na raty… Już zacznij wyobrażać sobie kolor na ścianach i szafeczki w kuchni – to naprawdę działa
komentarz: by RAFi 24.02.2006 13:12
Namioty to niezła rzecz, takie nowoczesne wózki drzymały
komentarz: by Asia 24.02.2006 13:48
FuFu- no właśnie… trochę nieswojo się czuję z tą myślą, bo jak kredyt weźmiemy to z wypłaty starczy na spłatę kredytu i na życie od 1 do 1 bez szaleństw.
Z meblowaniem mieszkania w wyobraźni świetna sprawa, ja już teraz muszę się powstrzymywać żeby o tym na okrągło nie gadać
RAFi: brrr, przy -10 do namiotów wchodzą masochiści i szaleńcy
komentarz: by AniaN 24.02.2006 13:59
Sama jeszcze 2 lata temu mieszkałam w M2 [Ja, czasem mąż, trójka dzieci]. Uparłam się i w ciągu 2 lat wybudowałam dom [no wraz z mężem]. Co prawda kominek nie jest jeszcze obudowany, ale da się mieszkać. W końcu dla chcącego i potrzebującego – nic trudnego. Kredyt mam we frankach szwajcarskich, ale nie dalej jak w tym tygodniu słyszałam o planach „wstrzymania udzielania kredytów w walutach obcych”. Więc trzeba się śpieszyć. Formalności w bankach nie takie straszne są, da się wytrzymać. Ale do jakiejkolwiek hurtowni budowlanej, to za nic, wołami mnie nie zaciągną.
komentarz: by Paweł Tkaczyk 24.02.2006 13:59
W centrum Wrocławia nie opłaca się mieszkać, miasto zmienia się tak szybko, że nigdy nie wiadomo, co Ci za ścianą postawią. Szukaj w południowym Wrocławiu i wioseczkach tuż za — ceny niższe, a czteropasmowa droga do samego centrum Cię dowiezie. Plus największe chyba w Europie skupisko marketów, więc nie musisz nigdzie jeździć z zakupami
komentarz: by Asia 24.02.2006 14:36
Wiem że Ołbin to jest specyficzna dzielnica, ale mnie się tu podoba
Zastanawiałam się nad Leśnicą, żeby dojazd był odrobinę lepszy to nie wahałabym się ani chwili. A południowy Wrocław ponoć idzie w górę, kumpel z pracy chciał dom kupić i mówi że w tej chwili jednak północ jest najtańsza. Za to centrum handlowe to jest argument
Swoją drogą ciekawe, ile jeszcze galerii w mieście wybudują zanim dojdą do wniosku że to nieopłacalne
Aniu – super że udało Wam się wybudować własny dom
I dzięki za słowa otuchy co do banków
komentarz: by gagatka 25.02.2006 10:18
Ehh, to ja mam podobny orzeszek. Mieszkam w Sopocie i umieram na samą myśl wyprowadzki stąd (silne uzależnienie), ale żywot pod okiem rodziców… No i teraz owszem, mieszkań tu u nas budują całkiem sporo, całkiem ślicznych! 10 tys. za m2. Myślicie, że zmieściałbym się na jakiś 3 m2????
komentarz: by mi:) 25.02.2006 11:32
Wystarczy zrobic pierwszy krok, a potem to juz samo idze. wiem co mowie. Przeprowadzlam sie juz 8 razy, raz do mieskzania wlasnego, ktore kupilam.. spontanicznie.. Nie bylo planu, nie bylo decyzji, byl impuls. Z racji tego, ze w gre wchodzila transakcja laczona, sprawa wygladala nieco trudniej. Wszystko, sprzedaz kawalerki w malym miescie, zakup 3pokojowego mieszkania w wiekszym miescie, remont i przeprowadzke, plus pozyczke i formalnosci z sadami, spoldzielniami i biurami nieruchomosci zalatwilam w miesiac czasu. Ludziom z agencji w warszawie szczeki opadly, bo od poczatku mowili mi, ze sparwa truudna i trzeba duzo czasu.. Do dzis pamietam jak przy ogromnym mrozie, od 19-21 latalam po Warce rozwieszajac ogloszenia, ze sprzedam kawalerkę 32 m… ech:)) Wiec trzymam kciuki i wierzę, ze decyzje podejmiesz choc moze pochopna to na pewno sluszna:)) i ze na pewno sobie ze wszytskim doskonale poradzisz:)
komentarz: by Asia 26.02.2006 14:39
mi:) , żeby mi dobry Bóg dał jedną setną Twojej energii, to z Wrocławia kamień na kamieniu by nie pozostał
komentarz: by Karol Błażewicz 26.02.2006 16:04
@ gagatka:
Ja jestem szeroki w barach, ale żeby kobieta się nie mieściła na 3m2 … Bez komentarza
@ mi
Chcę tego, co Ty pijesz/bierzesz. Interesują mnie hurtowe ilości.
komentarz: by Asia 26.02.2006 22:01
Karol, a poprawkę na Absolutnie Niezbędne każdej dziewczynie kosmetyki, ubrania i inne cudeńka wziąłeś? a widzisz…
komentarz: by mi:) 27.02.2006 15:21
no i siedze teraz i myślę co ja takiego piję? i wyszło mi, że modelką na stowe nie zostane, bo za Chiny ludowe nie wypilabym 3L wody dziennie oraz to, ze w ogole piję za malo i zrobi mi się kamien na nerkach czy jakis inny piasek. Zatem pedzie zrobic sobie herbatke zeby się nie zasuszyc:)