Myśli kontrolowane
Trzeba się kontrolować, kobieto! Samokontrola drogą do sukcesu. Kontrola sanepidu zamknęła uroczą knajpkę. Controlling w skutecznym zarządzaniu. Obywatelu, poddaj się kontroli celnej…
Piękne słowo. Dodam jeszcze arcy-uprzejmych kontrolerów biletów (tzw. kanary) i kontrolę urzędu skarbowego. Włos się jeży, choć patrząc na elementy społeczne (różne) można zrozumieć po co to jest.
Teraz jednak czytam wywiad z oświeconym joginem z Hiszpanii, który jest ponoć pogodny, uśmiechnięty i w pełni szczęśliwy, choć go codzień dializują. Lubię jogę, bo pozwala odpocząć, oderwać się od śmiesznych, z punktu widzenia stania na głowie, problemików. No więc czytam, że guru jogińskie zachwala ideę równowagi wewnętrznej, namawia do medytacji, do uczynienia ze swego umysłu „tafli jeziora”… Piękne.
„Jogini potrafią kontrolować zmysły i swoje doznania. Dlatego właśnie o nich możemy powiedzieć, że żyją szczęśliwie. ” Hmmm. Tu już do mojego niezmąconego wiatrem wodnistego mózgu zakrada się wątpliwość.
Dalej okazuje się, że miłość nie jest dobrym stanem, bo ulegamy rozchwianiu, tracimy, cholera, kontrolę. „Pamiętaj, że seks i pieniądze to nie więcej niż 10 procent twojego życia. Lepiej skup się na reszcie.” – mówi guru.
O rany! To ja już grzecznie mogę do skarbówki i bilecik pokazać, i nawet niech mnie kontroluje ochrona czy nic nie gwizdnęłam w rossmanie. Ale serce, zmysły, pożądanie???? Związać, zakneblować, gasić???Czyli, że niby się unieszczęśliwiam jak kocham do obłędu, jak latam ponad ziemią, jak zwiedzam dzikie niedostępne malinowe chruśniaki???
Masochistka jestem, ale rezygnuję w takim razie ze szczęścia. Będę się dalej umartwiać niekontrolowanymi porywami.
komentarz: by Karol Błażewicz 26.02.2006 16:29
„(…) zwiedzam dzikie niedostępne malinowe chruśniaki???”
Przepraszam, że trochę nie wyraźnie mówię, ale moja szczęka właśnie zwiedza dolne partie budynku (piwnice, fundamenty ..). Gagatko, czy Ci mówiłem, że umiesz bardzo ładnie pisać? Nie? No to już się poprawiam: umiesz bardzo ładnie pisać. IHMO oczywiście, ale kto się nie zgodzi, temu przyłożę
Panu guru pewnie chodziło o to, że każdy wzlot nad ziemię skutkuje nieuchronnie zawodami (np. miłosnymi), bólem, cierpieniem i rozczarowaniem, że nie wszystko zawsze jest różowe, że świat nie składa się wyłącznie z kochanych pluszowych króliczków.
Jeżeli zaczynam kochać, wiem, że kiedyś może mnie to boleć (kłótnie, zdrady, szare życie). Ok, niech będzie. Mogę tego dnia nie dożyć, może po jednej miłości od razu znajdę kolejną i boleć będzie tylko chwilkę, może znajdę szczęście na całe życie w ramionach kobiety-anioła, która spóźniła się na ostatni pociąg do nieba. A może okazać się, że każda kolejna osoba, która z początku wydaje się być moją drugą połówką jabłka jest jeszcze większą świnią niż poprzednia. C’est la vie, jak mówią Rosjanie
I witam w Klubie Masochistów, Gagatko
komentarz: by gagatka 27.02.2006 10:43
Dziękuję za komplement – jak to mówią dzień bez wazeliny to dzień stracony
Cieszę się że dostrzegasz w miłości cos więcej niż tylko utratę kontroli nad sobą i cieerpienie i życzę żeby słodyczy było coraz więcej a kobiety nie okazywały się świniami:)
komentarz: by mi:) 28.02.2006 11:01
hm.. szczerze mowiac nie wiem czy jest choc jedna rzecz w moim zyciu, nad ktora mialabym pelna kontrolę i jakoś wbrew wsyztskiem czuję się bardzo szczesliwa. A z zakochiwania się tez za nic w swiecie nie zrezygnuję! Ze sie potem trochę poplacze? No to co? Przynajmniej oczy się przepluczą, a te motylko w brzuchu sa niezastapione!
komentarz: by gagatka 28.02.2006 13:19
Tak mi:)! zgadzam się absolutnie że motyle w brzuchu są lepsze niż włoskie espresso, ciepła rosa o poranku i nawet gorąca karaibska plaża. Powołuję Ligę Ochrony Motyli – precz z kontrolą uczuć!!!
komentarz: by mi:) 28.02.2006 15:40
kompletna emocjonalna anarchia! orgia dusz!