Nałogi
Odcięło mnie na dni cztery od sieci. Bogowie… kiedyś marzyło mi się żyć w wiekach średnich (i pewne zasługi miał tu kultowy serial o Robin Hoodzie z Michaelem Praedem w roli głównej), teraz wołami mnie tam nie zaciągniecie. Nie dość że wygodna się zrobiłam, to jeszcze w wiekach średnich nie mieli przecież komputerów.
Nie mieli też internetu, a wspomniane dni bez kompa podłączonego do netu uświadomiły mi skalę nałogu. Człowiek łazi z kąta w kąt, coś by zrobił, czegoś mu brakuje, łapa odruchowo wędruje w kierunku włącznika, ale w trakcie tego ruchu uświadamiam sobie że przecież pasjansów to układać nie będę, bo ileż można
A poczty nie sprawdzę, na fora nie wejdę, nie włączę GG bo zwyczajnie nie ma internetu. Brrrr. Dobrze że nie mam lat nastu, bo takie przerażające doświadczenie ani chybi odbiłoby się na moim późniejszym życiu.
Dobra, to nałóg numer jeden mamy z głowy. W sumie powinien to być nałóg numer dwa, ale od słowa drukowanego na szczęście nikt mnie jeszcze odciąć nie próbował. Ja z tych co w toalecie czytują napisy na kartonach od proszku do prania…
Więc proszę pana doktora na piwo w ramach poprawy samopoczucia pierwszy raz umówiłam się w czasach… cholera, nie pamiętam, dość odległych. Na pewno w ogólniaku, wcześniej piwka nie pijałam, dzięki czemu taka duża urosłam.
Nie ukrywam że mam już serdecznie dość zimy, która jest bardzo fajna i potrzebna różnym roślinkom i innym skowyrkom, ale czemu ona ma trwać większą część roku, ja się pytam? No dobra, wiem że ten czwarty miesiąc ze śniegiem za oknem to w sumie nic takiego, ale żeby to jeszcze było optymistyczne. To znaczy żeby było biało, zimno i słonecznie. A nie, za dobrze by nam było. Jest szaro, pluchliwie i w ogóle najlepiej się do trumny kłaść. Wzorem wampirków przeczekując czas stanowczo niesprzyjający. W każdym razie z kumpelą zamiast do trumny się położyć udałyśmy się na piwo, połączone z dobrym żarciem. Niestety knajpka meksykańska, na którą sobie zęby od dawna ostrzymy, miała obłożenie takie, że daj nam Boże tylu klientów. Poszłyśmy do pizzeri Oregano, zjadłyśmy bardzo dobrą pizzę, wypiłyśmy nieco gorsze piwo i świat znów był piękniejszy. Tyle że tym sposobem to mnie niedługo na odwyk będą brali.
A propos piwa, w bardzo sympatyczny sposób reklamuje Wrocław miejscowy Klub Śląskiego Okręgu Wojskowego. Mianowicie wyprodukowali zestawy podkładek pod piwo (takich ciut solidniejszych, na korkowej podeszwie) z wrocławskimi motywami. Pani Anna Gawlikowska stosując własną technikę namalowała Halę Ludową, Panoramę Racławicką, Dworzec Świebodzki, Dworzec Główny, gmach Ossolineum oraz pomnik papieża Jana XXIII. Jako napływowa wrocławianka nie rozpoznałam dworca Świebodzkiego i Ossolineum
Podkładki opatrzone są hasłem „Wrocław- the meeting place”, zapakowane w gustowne pudełko, sześć sztuk podkładek w zestawie, myślę że wojskowym się przydadzą. A przy tej okazji zakonotuje im się, że do Wrocławia zaglądać warto.
Najświeższy, trzeci nałóg, ściśle związany z przyzywaniem wiosny to melony. To są genialne owoce, kupujemy je z TŻ namiętnie, po jednym do pracy, po jednym na wieczór, pani ze sklepu już nas wypytuje, czy to jakaś nowa dieta…
PS. Z opisów na GG: Pokarm bogów? Whiskas.
komentarz: by atnar 13.03.2006 03:01
wszystko w normie
nałogi powiem wręcz klasyczne, tylko ten 3-ci odstaje … troche …
komentarz: by mi:) 13.03.2006 11:59
Trzeciego nałogu zdecydowanie zazdroszcze! Ja niestety zamiast soczystych ananasów wybieram… papierosy.. Gorąco NIE polecam.
komentarz: by gagatka 13.03.2006 14:57
nałóg pierwszy to już pandemia – nie jesteś sama; wątroba mi wysiadła w sobotę z internetem:)
A nałogi konsumpcyjne – jeśli masz tylko te dwa to jesteś Asieńko szczęśliwa – melon z piwkiem raz dziennie i żyjesz! A pomyśl o tych uzalenionych od tortów Sachera (2 godz. roboty), kawioru ($$$$) albo kurczaka (wiadomo, ptasia…).
Ja mam czekoladę gorzką, ananasy, tahinę (taka pasta z sezamu) i jogurty. Jakoś żyję:)
komentarz: by Asia 13.03.2006 16:01
aaa, żeby nie było wątpliwości, ten melon i piwko absolutnie nie idą w parze
Nałogów konsumpcyjnych znalazłoby się więcej, ale z pozostałymi jestem w stanie walczyć. Z owocowym natomiast- w żadnym razie. Już nie mogę się doczekać sezonu truskawkowego…
komentarz: by mi:) 13.03.2006 16:07
i ja! i ja! i ja! truskawki kocham, uwielbiam, pochalaniam kilogramami! a na balkonie zamierzam zamiast smiecacych pelargonii hodowac w doniczkach poziomki. podobno owocuja do pozniej jesieni!:)
komentarz: by Asia 13.03.2006 16:23
siostro!!
komentarz: by mi:) 13.03.2006 16:49
jak juz mi zaowocuja to zapraszam na piwko balkonowe wsrod poziomek pachnacych!:)
komentarz: by Asia 14.03.2006 13:18
ojj, bo przyjadę…
komentarz: by mi:) 15.03.2006 09:16
koniecznie. z mojego balkonu widać las, wiec poziomki powinny sie czuc tam calkiem dobrze. my rowniez:)