Raport obiecany
Veni, vidi, vici
Poznań bardzo mi się spodobał, ale zamiast zakochać się w jakmiś Pyrze zapadłam na afekto italiano…
Najpierw jednak miasto – jako urodzona w Gdańsku żywię subiektywny zachwyt dla naszej Długiej i golaska Neptuna, ale muszę uczciwie przyznać że Poznański Stary Rynek mnie zauuuuuroczył. Knajpeczka za knajpeczką, dwa tygodnie można się nie nudzić! Ze nie wspomnę o turystyce komercyjnej i tych sklepach… Powiem szczerze że w 3-mieście po prostu wieje biedą w tym zakresie…
Browar imponujący i jak nie lubicie Pani K. to eksportujcie ją Poznaniacy do nas!
Ale clue programu to konferencja, na której byłam (z cyklu Unia – miasta – dyskusje…) Czterech, quatro Włochów przywiozło wiosnę! Ach te czekladowe spojrzenia, gorąca krew, śpiewne preparazione di plano del partizipazzione (coś mniej więcej). Co ja tu robię w tym kraju? Już ostrzę zęby na konfrenecję w Mediolanie – nie obiecuję, że wrócę:)
A poza tym, cudowna sprawa: tyle nacji, tyle charakterów, tyle różnych problemów – a wszyscy z pasją i zapałem, żeby coś zmienić w tych naszych szarych miastach wielkich blokowisk, anonimowych ludzi, butelek wódki przekazywanych w spadku z tatusia na synka. I tylko nie mówcie mi, że to paplanie i że się nie da. Nie przyjmuję do wiadomości.
Każdy kto trochę podróżował widział te miasta, gdzie jest czysto i uśmiechnięte sąsiadki sprzątają kupki po swoich pieskach; gdzie płoty mogą nie starszyć, a ludzie interesują się tym, co jest „niemoje”; gdzie działają razem, pomagają sobie, są dumni ze swoich ulic. I nie mówcie, że oni więcej zarabiają i częściej im słońcw świeci nad głową…
Straszniem dziś pełna zapału i nikt mi nie zepsuje pogodnego czoła narzekaniem, że w Polsce zawsze będzie syf. A może, mam taki mały promyk nadziei, ktoś się pochwali, że u niego w mieście jest chociaż OK?
komentarz: by Jarek 26.03.2006 12:29
A piwo jakie tanie w tych knajpkach. Nie to co Warszawa.
komentarz: by make-up 27.03.2006 13:57
ooo piwo to jest po prostu cudownie tanie
ciesze sie, ze sie podobalo
komentarz: by gagatka 27.03.2006 14:13
Piwa akurat organicznie nie znoszę (alkohol+bąbelki to nie jest to co gagatki lubią najbardziej) ale tak samo poraziły mnie ceny herbatki czy kawki… Zycie w Sopocie rujnuje kieszenie…:(
komentarz: by Kasiulek 27.03.2006 18:15
nastroju psuć nie zamierzam, bo też uważam, że się da
komentarz: by mi:) 28.03.2006 10:25
Miastem się nie pochwalę, ale osiedlem owszem. Czysto, spokojnie, miło, pasaże knajpek w okilicy, zero mętów, doskonala ochrona czuwająca cała dobę nad bezpieczenstwem tak i ludzi jak i ich mienia. Osiedlowe sklepiki na przekór hipermarketowi po drugiej stronie osiedla, kameralne restauracyjki ukryte przed reszta swiata, centra urody dla kobiet, las pachnący w poblizu itd itp – nowa część kabat:) [niestety cenowo tragedia, widac nie mozna miec wszystkiego]
komentarz: by gagatka 28.03.2006 13:59
Mi: – czyli że w Warszawie da się żyć?????? No proszę – ostatnie miasto jakie bym podejrzewała…
To się pochwalę że u mnie w Sopocie też miło, choć malkontentów tłumy – że psie kupy, że za dużo turystów, że za drogo, że….. słuchać się nie da!
komentarz: by mi:) 28.03.2006 14:27
Gagatko, mam przyjaciółke uzależnioną od Sopotu bez względu na porę roku! Sama również zawsze chetnie go odwiedzam:) [A post u mnie nie był broń Boże do nikogo znajomego, ale nie mogę Ci o tym napisać u siebie, bo tam bawią się teraz dzieci w łapanie komentarzy... Nie chce mi się tam nawet wchodzić. ] A wracając do tematu, u mnie psich kup nie ma, choc Warszawa jest nimi zalana. Na tamtych osiedlach na każdym trawniku jest tabliczka z zakazem wyprowadzania psów. Wszyscy chodzą z pieskami do lasu tuz obok, a tam jakoś te kupy w sciólce giną:)))