Wielkanoc bez jaj…
No nie żartuję. Nie zjadłam ani jednego. Czy czuję brak? Na pewno nie jajeczny…
Nie lubię tych świąt. Och, wcale nie jestem zgryźliwym Scroogem z Opowieści wielkanocnej! Po prostu, odkąd pamiętam coś było z nimi nie tak.
Jako dziecko oczywiście rajcował mnie zając i lanie wiadrami kolegów z podwórka. Było – minęło. Tym bardziej, że zając u nas był zawsze na słodko, więc po wielkim śniadaniu otwierałam paczkę i rabałam jak leci – czekoladowe kurczaki, baryłki z adwokatem, galaretki w czekoladzie….Do dziś pamiętam to okropne uczucie, że mi żołądek się zaraz skręci, wybuchnie i wypadnie buzią…
Dziś jako w miarę dojrzały smakosz z całą stanowczością stwierdzam, że nie lubię jaj za bardzo, biała kiełbacha mi brzydko pachnie, mdlą mnie majonezowe salatersy (rodzinna tradycja – mus), a od przesłodzonych kruchych mazurków skrzypią mi zęby.
No więc postanowiłam nie cierpieć – lekkie śniadanko, na obiad bigosik z cykorii z pomidorkami koktajlowymi i czosnkiem, sałatka z serc karczochów, serniczek mało słodki- lekki jak mgiełka, koktajl ananasowy, pesto z rzeżuchy do chleba… Pysznie mi. A na dodatek poszłam się wykapać w zimnym morzu! Naprawdę jest zimne – aż mi serducho zamarło na chwilę. Ale potem – czysta rozkosz: humorek cudowny, rześkość umysłu, rumieńce jak u wiejskiej panny…
No i proszę, czuję się najlepiej spośród wszystkich osób, które jest mi dane w te święta oglądać. Tradycji zadośćuczyniłam, nikomu nie brzęczę nad głową, że mi źle i nawet nikomu nie zjadam jego ulubionego ulepka… A mimo to, wszystkich irytuje moja postawa – czemu nie usiądę porządnie do stołu, czemu się pakuję do takiej zimnej wody, czemu nie jestem typowym polskim kapciem świątecznym….
Ja stąd wyemigruję… na wyspy wielkanocne?
komentarz: by Kasiulek 17.04.2006 20:37
ja zjadłam jedno
komentarz: by Paweł Tkaczyk 17.04.2006 21:00
A gdzie tradycja?
komentarz: by gagatka 18.04.2006 15:13
No jak to – lany poniedziałek…:)!
A tak poza tym to tradycyjnie dziś wszystkich mi znajomych mdli na myśl jedzenia. Super!
komentarz: by mi:) 19.04.2006 13:49
mnie nie mdli co prawda, ale jaj zjdalam rozniez hmm.. kawalek jednego. tyle co ze swieconki przy zyczeniach:) niech kazdy sobie spedza tak jak lubi. przeciez chodzi o to, zeby byl milo:) [kapalam sie kiedys w morzu zima, wiec znam ten rumieniec:)))]
komentarz: by Aimee 20.04.2006 14:13
można i tak, oczywiście
na temat rodzinnych posiadów to ja się wypowiadałam wielokrotnie, jestem przeciw a nawet przeciw, ale z drugiej strony nie odmówię tego babci jednej czy drugiej – dużo radości z życia im nie pozostało … mi teoretycznie więcej. a jeśli chodzi o jedzonko, to w związku z tym,że ulubionym ciastem mojego taty jest schabowy, a ulubionymi lodami piwo, ciast Ci u mnie w domu wybitny niedostatek, więc jak już jest ta szansa na przesłodzonego mazurka, to rzucam się na niego jak …. wygłodzony zając wielkanocny 
a do morza jeszcze nie idę, bo się doziębię :>
komentarz: by gagatka 20.04.2006 14:53
No właśnie Aimee poruszyla istotną kwestię robienia komuś przyjemności… Z jednej strony cholernie mnie to wkurza, że mam jeść albo iść do kościoła, albo coś tam, żeby komuś nie było przykro. Osobiście w życiu bym nie chciała aby ktoś się katował moim rzeżuchowym pesto, żeby mi sprawić przyjemność..
Z drugiej strony, jako totalna buntowniczka-wobec-wszystkiego-co-wypada, chylę czoła przed ludźmi, którzy myślą w kategoriach – mnie to dużo nie kosztuje, a babcia będzie miała tyle radości… To dzięki Wam świat bywa taki serdecznie piękny:)
komentarz: by mi:) 20.04.2006 15:51
ale ja bardzo lubie takie spedy rodzinne. mam super fajna, super wesola i super DUZA rodzine:)) i wszelkiego rodzaju swieta sa jedyna okazja do tego abysmy mogli sie razem spotkac. na codzien trudno utrzymywac ze wszystkimi kontakt. ot zycie i kupa obowiazkow.. nie krytykuje tez tych, ktorzy spotykaja sie z rodzina, zeby kogos zadowolic (ne pweno maja swoje powody), ani tych co swieta spedzaja lamiac wszelkie tradycje, badz nie spedzaja ich wcale. Niech kazdy robi to co chce, lubi i mu pasuje. poki nie wadzi tym innym sadze, ze nie ma zadnego problemu:) moja druga Polowka (nowa Polowka) pierwszy raz spedzala Wilkanoc z moja rodzina i byla pod duzym wrazeniem, ze mozna tak normalnie, spotkac sie by pobyc razem, posmiac, porozmwiac. i choc dotad moj Romeo spotkan swietecznych chorobliwie nie znosil (w jego rodzinie swieta to ajkas starszna pokazowa, kto ma drozsze auto i wiecej bizuterii), z tego musialam go sila wyciagac:) fakt, ze po swietach padalam na pysk ze zmeczenia, ale juz sie nie moge doczekac nastepnych i modle sie by wszystkim zdrowie dopisalo i nikogo nie zabraklo za rok:)
komentarz: by gagatka 21.04.2006 09:51
Och, mi:! Bo to jest chyba clue programu – wielka, wesoła, swojska rodzina… Nie dziwię się zdziwieniu twojej drugiej połówki, bo niestety nie wszędzie tak ziomków dają… U mnie jest sztywno, narzekalsko i dręcząco – stąd pewnie moje bunty.. Ale sama mam zamiar na czwórkę dzieci + wszystkie dzieci sąsiadów i wszystkie dobre dusze… To są święta:)
komentarz: by Aimee 21.04.2006 10:26
Hmm. Ja mogę pojechać na Cudowne Rodzinne Imprezy i …. przez połowę czasu ich trwania czytać POLITYKĘ w pokoju obok. Więc ta kwestia poświęcenia jest bardzo niejasna, oh, ja też nie lubię tego słowa. Ale faktycznie myślę, że nie ma po co robić burdy stulecia jeśli babcia „zaprasza” (hehehe) na mszę z okazji 10lecia śmierci dziadka, to pomimo że w kościele nie bywam od lat ładnych kilku – pójdę. Ją, jako członkinię Rydzyk-fanclubu wiadomość, że wnuczka jest niezbyt wierząca i w ogóle jakaś taka niechętna i nawet z połówkIEM (to już jest sukces
) się świętym węzłem połączyć nie zamierza, mogłaby przyprawić o zawał. Albo nawet kilka sztuk zawałów.
Mnie właśnie dużość rodzin przeraża. Konieczna powierzchowność rozmów. Co ja wiem o mojej kuzynce?? Kiedyś – całkiem sporo. Teraz rozmawiamy o cieście, które właśnie jemy. MMMMM, jakie dobre. Paranoja. Spróbuj poruszyć któryś z poważniejszych tematów – gromy i gromnice nad głową, temat umilknie, szybciej niż bym przypuszczała. A potem i tak się dowiem, że jestem jakaś dziwna (eufemizm) bo nie oglądam Tańcząc z rozgwiazdami czy jak to się tam, a to przecież najlepszy program na świecie.
Mój Połówek nie posiada dziadków. Jego święta spędzane są w osób 4 + 2 koty, i ewentualnie plus ciotka z Krakowa. On nawet nie myśli o uczestniczeniu w imprezach rodzinnych, bynajmniej nie jest to jego marzeniem
I co z tego, że babcia by była bardzo szczęśliwa. Cudze szczęście nie kosztem innego nieszczęścia. Jak sobie wyobrażę mojego Połówka, któremu każą się zachwycać nad moim 3.5 miesięcznym krewnym, to aż mi ich żal 
pozdrawiam
komentarz: by Paulineczka Woźniak 13.03.2008 13:09
yyyyyyyyyyyyyyyyyy wiecej jaj by sie zdało