Amerykański szef
Diabli mnie zaraz wezmą.
Ale po kolei. Jak niektórym wiadomo, pracuję w małej agencji reklamowej. Firma jak najbardziej rodzinna, między trzema szefami zachodzi ścisły stosunek pokrewieństwa, i ok. Ale jeden z szefów od kilku lat pomieszkuje w Stanach Zjednoczonych. W związku z czym prezentuje sobą ciekawe oderwanie od polskiej rzeczywistości.
Prezes zza Wielkiej Wody zasadniczo żywot swój pędzi w USA, ma tam rodzinę, ma tam firmę, ale 2-3 razy do roku zaszczyca nas swoją obecnością. I za każdym razem jego pobyt wiąże się z pewną rewolucją. Tzn. każdorazowo prezes wpada na pomysł absolutnie genialny, za pomoca którego podbije świat i z którego zyski będą tak ogromne, iz procenty od zgromadzonego kapitału pozwolą mu miesiącami sączyć drinki pod karaibskimi palmami. I git, tylko jest jeden feler. Za każdym razem na ten pomysł ktoś już w naszym pięknym kraju wpadł. Prezes sie nie poddaje, dowodząc słusznie, iż zdrowa konkurencja to jest to. Tylko z wprowadzaniem pomysłów w życie jest już nieco gorzej.
Czym przejawia się wspomniane oderwanie od polskiej rzeczywistości? primo- przekonaniem, że wystarczy stworzyć serwis społecznościowy, a internauci sami zajmą się jego rozwojem. Kiedyś, za króla Ćwieczka, czyli przy początkach polskiego netu, ten system się może i sprawdzał. Niestety, było, minęło, teraz aby mieć odwiedzalność na poziomie marnych nastu tysięcy odsłon dziennie trochę trzeba nad serwisem przysiąść. A w tej Ameryce to się ponoć ludzie garną do społecznej działalności. Być może.
Secundo. Możliwościami finansowymi polskich internautów oraz ich podejściem do płacenia za materiały dostępne w sieci. O ile to drugie powoli zaczyna się zmieniać (tzn. za konkretne treści statystyczny internauta jest skłonny zapłacić parę złotych, pod warunkiem że nie za często i że nie da się tego samego dorwać za free), o tyle przekonanie, że gość zapłaci kilka dych za coś, co konkurencja oferuje bezpłatnie, jest podejściem bardzo optymistycznym.
Tertio. Jak internautę najlepiej poinformować o produkcie i zachęcić do jego używania? ano, należy zaspamować wybraną grupę użytkowników. Spam jest wredny, kojarzący się z natrętnym przedstawicielem handlowym (znam trochę fajnych ludzi robiących w tej branży, ale tu mam na myśli typa, który po zrzuceniu go na pysk ze schodów włazi z powrotem oknem). Ogólnie błeeee. Teraz dostałam polecenie od szefa, że tym spamem mam się zająć ja. No i przez wrodzoną delikatność nie powiem co mnie trzepie od paru godzin. I kombinuję jak koń pod górkę, jak się od tego wykręcić. Oczywiście o swoich zastrzeżeniach szefowi powiedziałam. Że to nie jest dobry pomysł, że mam dla niego kilka innych propozycji, troche humoru, marketing szeptany, te klimaty.
Oczywiście usłyszałam że ok, ale później. Kocham to magiczne słowo. „Później”. Teraz mam się zająć… no, zgadnijcie czym? Ehhh.
Tylko że ja już to przerabiałam. I mniej więcej domyślam się czym to się skończy. Mianowicie dostanę na końcu wolną rękę, jakiś tam budżet, plus błogosławieństwo „rób jak uważasz”.
Szef z Ameryki ma też swoje zalety, żeby nie było. Działa z rozmachem większym niz naczalstwo miejscowe, nie robi problemów z podwyżkami, zakupem sprzętu do biura (a z tym bywa różnie w małych firmach) czy zatrudnianiem kolejnych osób. I sympatyczny jest z niego koleś. Jego sposób rozmowy z ludkami namolnie zachęcającymi do wykupienia reklamy w panoramie firm czy innym cholerstwie godzien jest mistrzostwa świata. Tzn. rozmawia na tyle konkretnie, że wspomniane ludki unikają go jak diabeł wody święconej, nie wiedzieć czemu zawsze chcą rozmawiać z kimkolwiek, byle nie z prezesem. Zasadniczo jest otwarty na propozycje i nie jest przekonany o własnej nieomylności, a to też rzadka cecha u szefostwa.
Tylko że czasami włącza mu się takie dziwne coś. No nic. Pomarudziłam
komentarz: by kwdowicz 13.06.2006 13:29
Błagam zdradź mi sposób rozmowy szefa z ludkami z Panoramy firm! jestem gotów zapłacić! o ile nie znajde tego gdzieś za free
komentarz: by mi:) 14.06.2006 13:50
moj szef jest 100% polski i zdecydowanie zamkniety na propozycje. i choc tez niepoprawny optymista to racje miec musi w dziedzinie KAZDEJ (lacznie z leczeniem u ginekologa np) takze zazdroszcze tego amerykanskiego. mimo wszystko:))
komentarz: by Asia 15.06.2006 12:40
kwdowicz sama usiłuję się tego nauczyć, ale to chyba wrodzona umiejętność… On po prostu mówi z nimi konkretnie, z pozycji człowieka wyświadczającego im nie wiadomo jaką przysługę i grzeczność. Bez oporów stwierdzi, że chyba mają fatalną dystrybucję swojej książki telefonicznej, bo z ogłoszenia przychodzi za mało klientów żeby opłacało się nam ponawiać to ogłoszenie… no, chyba że dadzą nam bonus. Czyli np. gratisowe dodatkowe ogłoszenie. Zazwyczaj dają.
Płaci pan czypindziesiąt
komentarz: by Asia 15.06.2006 12:46
mi:) no jak szef zna się na wszystkim, z ginekologią włącznie, to faktycznie jest bardzo polski
Nie zazdroszczę typa, ale pomyśl, każdy następny będzie lepszy. Innej opcji nie ma
komentarz: by nestla 16.06.2006 12:28
Budżet i błogosławieństwo ” rób jak uważasz, tylko uważaj jak robisz” to najlepsza rzecz jaka cie moze spotkać w pracy.
komentarz: by Asia 20.06.2006 00:53
Nestla no ba… tylko ile się trzeba nawalczyć o to błogosławieństwo. Już nie mówię o wielkich nakładach finansowych na różne projekty, ale jak ja nie cierpię robić czegoś wbrew sobie. I potem świecić oczami za „genialne” pomysły bossa. No, ale szef już jest z powrotem za wielką wodą więc odetchnęliśmy