16 Czerwca 2006

R.A.M.O.N.E.S

autor: Asia, dział: Obrazki, godz. 05:23

Jak miło raz na czas jakiś wyrwać się z biurkowego kieratu, wyłączyć komputer, pozwolić by klawiatura pokryła się kurzem i dać się ogłuszyć porywającej muzyce. Na przykład spod znaku Motorhead.

Chyba nas ktoś, gdzieś, w zaświatach lubi. Od jakiegoś czasu zaczynają nam się ziszczać koncertowe marzenia. Mówimy sobie: fajnie byłoby się wybrać na Nightwisha. I był Nightwish, jeszcze z Tarją, rozgrzewający publikę przed Ironami (BTW na Iron Maiden też mieliśmy kiedyś plan się wybrać, tym sposobem złapaliśmy dwa zespoły za jeden bilet). Potem zachciało się takim jednym zaliczyć klasyków. I mówimy sobie, że fajnie byłoby zobaczyć Ozzy’ego albo Lemmy’ego z ekipami na scenie, i że jeśli będą grali gdzieś w okolicy to się przejedziemy do Czech albo do Niemiec, bo oni już starzy są, a rockandrollowy tryb życia to nie to, co lekarze przypisują swoim pacjentom. I włala, Motorhead we własnych osobach przyjechał do Polski.

O tym że koncercik był miodny pisać chyba nie muszę, noblesse oblige, panowie weszli na scenę i objęli „Stodołę” w niepodzielne władanie. Zagrali kawałki nowsze, ale nie odmówili nam klasyków, zresztą jak było do przewidzenia publika najgoręcej przyjęła hity pokroju „Ramones” czy „Ace of Spades”. Ale dla mnie koncert to nie tylko okazja do posłuchania dobrej muzyki. Lubię obserwować ludzi. Siąść w jakimś kąciku i połypać. OK, Motorhead to nie Castle Party w Bolkowie czy koncert kolorowych Credek, ale i tak było na kim oko zawiesić.

Panowie generalnie wyglądali tak samo. Ot, drobne różnice w wyglądzie się trafiały, ale na tle kilkuset gości w czarnych koszulkach wyróżniały się li i jedynie sobowtóry Lemmy’ego. Było kilkunastu panów w kowbojskich kapeluszach, długich włosach z charakterystycznie wyhodowanym zarostem, nieobecnym nieco wyrazem twarzy, którzy przechadzali się dostojnie wśród zgromadzonych tłumów. Nie byli tró, bo sobie nie podoczepiali brodawek, normalnie duch w narodzie ginie.
Panie na tego typu imprezach wyróżniają się nieco bardziej. Raz, że jest ich mniej, dwa, że przecież trzeba się jakoś z tłumu wydobyć. Metody sa dwie, albo robimy się na wampirelle w powłóczystych sukniach, albo na ostre laski w skórach. Jest jeszcze trzecia grupa, ubrana normalnie (dżinsy, koszulki), którą odnotujemy z kronikarskiego obowiązku. Sama nie wiem, które dziewczyny wykazują większe poświęcenie. Na ten raz obstawiam laseczki paradujące w skórzanych spodniach, bo przy plus 30 stopniach za oknem trzeba mieć zacięcie. Ale panie w sukienkach z firanek, biegające po mroźnym spodkowym korytarzu podczas Metalmanii też dają radę.

Zasadniczo o kreację dba młodzież. Młodzież, która podczas koncertu Motorhead rozwalała nas swoim entuzjazmem. Oczywiście jak tylko otwarte zostało wejście do sali ruszyli tłumnie, żeby tylko dostać się pod scenę. Mniejsza, że pod rzeczoną scenę przebić się można było bez większego problemu przez następne 40 minut. Ludki ten czas wykorzystały na przedkoncertowe ćwiczenie gardeł (Mo-tor-head! Mo-tor-head! Lem-my! Lem-my! i tak przez godzinę, hyhy) oraz entuzjastyczne reagowanie na działalność technicznych. Tzn. ci ostatni robili na przykład „brzdęk” na gitarze, a młodzież mówiła na to „YEEEEE”. Super zabawa.

Sam koncercik jak już mówiłam był fajny (Monż mój stwierdził, że jeden z lepszych na jakie się załapał), w uszach nam szumiało przez półtora dnia, „r.a.m.o.n.e.s , r.a.m.o.n.e.s, Ramones!!” chodzi za mną czwarty dzień, zobaczyliśmy się znów z przyjaciółmi, w Warszawie tym razem omal nie wpakowaliśmy się pod tramwaj, z wrażenia wielkiego najpewniej, bo przecież nie przez przejeżdżanie na pomarańczowym świetle. Po za tym sądząc po formie jaką wykazali Lemmy i spółka, z tym zdrowym trybem życia to nie do końca jest prawda. Energii mają chyba więcej od nas, zakonserwowani też są nieźle, gitarką machali bezproblemowo m.in. imitując karabin maszynowy (a to ciężkie cholerstwo jest), a przy obecnym poprawnym stylu życia fajnie wyglądał Lemmy z papierosem na scenie. Było miło. Minus mały dla niektórych fanów za agresję (przepychanie się przez tłum na chama jest wkur… wkurzające) oraz za zrobienie koncertu w klubie. Tak sobie tęsknie za stadionem albo innym otwartym powietrzem wzdychałam, ale miejsza. Następną razą przyodzieję się w jakieś bikini i jak się zrobi za gorąco to wzorem panów ściągnę koszulkę ;)

Z innej beczki. Mundial mimo porażki biało- czerwonych kręci się dalej (piłka jest okrągła, a bramki są dwie) i bardzo dobrze. Coraz bardziej podoba mi się A. Boruc, raz że ma chłopaka talent (i za mecz z Niemcami drużyna powinna mu pomnik z czekolady postawić), dwa, że ma zdrowe podejście do piłkarskiej rzeczywistości. Wreszcie ktoś, kto nie bredzi o moralnym zwycięstwie polskich kopaczy, tylko uczciwie przyznaje, że w polskim zespole nie ma gwiazd, że totalnie dali ciała, a on spieprzył mundialowy występ wraz z innymi. Duże brawa ode mnie. (Wywiad z Borucem do przeczytania w Gazecie Wyborczej).

A propos wygranych, ostatnia okazja, by się u nas na kostium kąpielowy załapać ;) Ostatnie dni pokazują, że jest szansa na lato w tym roku.

6 komentarzy »

  1. komentarz: by keira 16.06.2006 09:35  

    Na temat muzyki i koncertów się nie wypowiadam – bo nie słucham takiego rodzaju :) Ale Boruc: jest naprawde super gostkiem :) Normalny, prosty a jednocześnie bardzo przystojny (i żonaty…:/). Pozdrawiam i pozwoliłam sobie dodać Cię (Was) do linków żeby potem mieć łatwy dostęp.

  2. komentarz: by Asia 16.06.2006 09:51  

    bo niemal wszyscy sensowni faceci są żonaci… albo, jak w tym starym kawale, mają swoich chłopaków ;)
    Dzięki za dodanie nas w linkach ;)

  3. komentarz: by RAFi 16.06.2006 11:53  

    Już dawno mówiłem, żeby z Boruca zrobić takiego „naszego Beckhama”. Gość ma prezencję, twarz, głos, a i nieźle broni. Zrobić zatem z niego medialną gwiazdę na polską skalę (reklamy, reklamy, dużo reklam). ;)

    Co do Nightwisha, niestety przestają trzymać poziom, trafiają na jakieś pop-listy, a ostatnia składanka z najlepszymi ich kawałkami, to próba wyciągnięcia kolejnej kasy, za brak pomysłu na nowy album.

  4. komentarz: by Asia 16.06.2006 12:51  

    RAFi: masz rację z tym wykorzystaniem (medialnym ofkorsss) Boruca. Fajny chłopak jest. A nie taki dmuchany gwiazdor jak jego poprzednik w bramce ;)
    Co do Nightwisha, imho od „Oceanborn” nie nagrali za wiele rzeczy godnych uwagi, ale zawsze podobał mi się show jaki Tarja robiła. Ciekawe co dalej z nimi będzie…

    A teraz znikam celem wykorzystania długiego weekendu ;)

  5. komentarz: by Siobhan 24.06.2006 06:49  

    Pewnie gdyby grali w Krakowie, to byśmy się pofatygowali ;)
    A tak, to niestety, niestety…
    Natomiast koncert w Kraku i okolicach to jak najbardziej ofkors ;)
    A ludzi na koncertach również uwielbiam obserwować – czasem się można napatrzeć, to fakt.

  6. komentarz: by Asia 24.06.2006 11:11  

    w Kraq jakoś w roku 2007 ma się pojawić Therion. Więc może i my się zjawimy?
    We Wrocławiu ostatnio koncertowo dominują różne groźne i głosne kapele. Ale zdrowie już nie te, żeby się na koncert Impaled Nazarene wybierać :)

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>