mieszkać z mamą…
?Miłość na zamówienie? obejrzałam właśnie z tematem przewodnim 30-latkowie żyjący u mamusiów i tatusiów wciąż…
Sam film polecam na letnie upały ? zabawny, romantyczny nieco, miły dla oka obojga płci, a nawet miłośników programu Discovery (zwierzątka sliczne). Można iść z połówką, samotnie, obejrzeć zamiast meczu ćwierćfinałowego z udziałem Polaków albo telewizyjnych wiadomości o dymisji Romana Wielkiego. Ponoć śmiech leczy…także rozczarowania.
Poza tym, film nie jest wcale w 100% banalny, jak to bywa z komediami, bo porusza temat dość trendy, tzn. „od 30-stu lat mamusia robi mi śniadanka i jest całkiem fajnie”.
Zjawisko, już dość powszechnie uznane za rosnący trend, budzi kontrowersje, i całkiem słusznie. Bo sytuacja na rynku pracy-mieszkań-kredytów oczywiście coś tam tłumaczy. Już nie ma przydziałowego M2 ani gwarantowanego etatu w przedsiębiorstwie elektryfikacji autobusów, trzeba o wszystko walczyć, a nie zawsze jest czas i możliwości.
Ale jest też wątek społeczny ? po co mi rodzina, po co zobowiązania, dlaczego nie przedłużyć młodości skoro mam fajnych starych? W zasadzie OK. Też mieszkam wciąż w gniazdku mamusi i faktycznie daje mi to poczucie wspaniałej beztroski pt. ?już nie nastoletnia córka, co ma wrócić przed 1.00 ? jeszcze nie połowica, co ma ugotować obiad?. Tylko kiedyś musi nadejść czas, gdy okazuje się, że coś mnie minęło, że gdzieś utknęłam i może jest na coś za późno? Skąd mam to wiedzieć?
Czy rodzice powinni odstawiać na siłę od cycka, żeby ich młode nauczyło się samo poszukiwać pokarmu? Pewnie to bardziej racjonalne z punktu widzenia realiów codzienności. Ale tyle jest rodzin, które zostały założone bo już był najwyższy czas wyjść z domu, a dziś są smutnymi parami grillującymi z sąsiadami na trawniku i wygadującymi na moją starą/mojego starego.
Większa część moich rówieśniczek, nazwijmy to >25, właśnie się obrączkuje, gimnastykuje w dni płodne, poszerza spodnie albo już nawet kaszki gotuje. Ponoć to najlepszy bioLOGICZNIE okres na te sprawy…
Ale jest też inna logika – czy chcę mieć 35 lat i dwoje dzieci w przedszkolu z biegunkami, ospami, podartymi portkami… Hmmm, LOGICZNIE rzecz biorąc to nie….
komentarz: by karina 26.06.2006 15:10
A moim zdaniem to głupota. Znam parę osób, którzy w wieku 30 lat mieszkają z rodzicami. Co gorsze, rodzice traktują ich nadal jak dzieci: robią śniadania, pakują torby do pracy… jedna koleżanka to nawet nie wychodzi na piwo, bo jej się nie opłaca… my zaczynamy życie o 21 a ona o 22 musi być w domu bo inaczej mama się martwi… mam wrażenie, że nic dobrego z takiego zasiedzenia się w domu nie wyniknie… co innego, gdy nie ma funduszy na to, aby gdzieś się wynieść. Ale przecież wciąż jest różnica pomiędzy mieszkaniem u rodziców płacąc za rachunki i mając pełną swobodę a mieszkaniem z rodzicami i bycie totalnie od nich zależnym.
komentarz: by losamorales 26.06.2006 15:42
ja mam 21 lat i nie mieszkam juz, praktycznie, od 2 lat z rodzicami. i tak mi dobrze. jestem samodzielny, samowystarczalny i to mi odpowiada. mysle ze rodzice powinni „odstawiac od cyca” bo „cyc” rozleniwia. od 20-30 czlowiek ma sporo sil i moze zrobic chyba najwiecej rzeczy w calym zyciu, po co wiec marnowac ten czas na ogladanie telewizji.
to czy chcesz sie rozmnażać czy nie to Twoja sprawa. dzieci pewnie maja biegunki, ospy, wrzeszczą i duzo kosztują ale moga sie przydac w przyszlosci
komentarz: by Asia 26.06.2006 15:53
powiem tyle- najpiękniejsze lata mojego życia datują się od momentu, gdy totalnie i nieodwracalnie „poszłam na swoje”. Komfort psychiczny wynikający z robienia tego na co się ma ochotę, bez opowiadania się innym, radocha z tego że jestem w stanie się sama utrzymać jest warta absolutnie każdej kromki chleba z topionym serem (bo taniej. Tak też na początku bywało).
Mój brat nadal mieszka z rodzicami. I ok, skoro to obu stronom odpowiada… Mnie kiedyś, dawno temu przekonał Jackowski, że w życiu trzeba zawsze wolnym być
komentarz: by gagatka 26.06.2006 16:00
karina: faktycznie to co opisujesz zakrawa na paranoję i na pewno nie służy dojrzałości społeczeństwa… na szczęście nie zawsze to tak wygląda:)
Asiu: Jak zwykle twoje mądre oczko dojrzało aspekt który pominęłam… uczucie swobody bycia on your own… Masz rację, że tego jednak brakuje gdy sie mieszka ze starymi. Coś by się przydało między pokojem u rodziców a sypialnią faceta, który chce się tobą żenić…
komentarz: by Asia 26.06.2006 21:53
Gagatko zatem do dzieła!
BTW, znam takie, które wędrują z domu rodziców do domu teściów. Bo ich wybranek nie potrafi się zdobyć na to, żeby wynająć jakiś ciasny ale własny kącik. I wtedy dopiero jest przechlapane na całej linii…
komentarz: by FuFu 26.06.2006 22:09
Gdybym miała za co :/ , to już dawno byłabym na swoim. Na razie zbieramy, bo wynajmowanie nie ma większego sensu
komentarz: by karina 27.06.2006 14:56
A ja jeszcze tylko z informacją… Bo ja już nie jestem na „brand new blog”… zapraszam na: http://facelesswoman.blog.onet.pl
komentarz: by mi:) 28.06.2006 09:26
wyrwalam sie z domu dosc wczesnie. mialam lat jakie 21. i nie dlatego, ze bylo mi zle, biednie czy ciasno. warunki mialam niemalze cieplarniane . ale chcialam juz sama, na swoim i dla siebie, wiec ot tak spakowalam sie i zamieszkalam na probe z facetem (oczywiscie jak wszytskow moim zyciu bylo to niezaplanowane, bo plan byl zostania u niego na jakies 3 noce). proba trwa do dzis tylko facet sie zmienił;) W domu u mamy mieszkalam od tamtej pory tylko raz – prze trzy miesiace, podaczas tzw. kryzysu malzenskiego. I choc we dwie w trzech pokojach moglysmy czuc sie calkiem swobodnie i mama wciaz podkreslala, ze przeciez to jest moj jedyny dom, to nie potrafilam sie czuc tam juz jak u siebie. Mama bardzo sie starala, ZA BARDZO, bez przerwy mi cos gotowala, prasowala i za nic w swiecie nie mogla pojac, ze naparwde jestem jej niesamowicie wdzieczna, ale nie chce sie nia wyreczac. Kolejna sprawa swoboda. Niestety skonczyla sie mimo iz bylam osoba dorosla i niezalezna. Owszem wracala kiedy chcialam i jak chcialam, ale ona wciaz sie martwila czy mi sie cos nie stanie i zebym tak nie latala po nocach bo to niebezpieczne i czy poznałam kogos skoro nie bylo mnie dwie noce z rzedu w domu i ze jem za malo, ze tak nie mozna, ze zrobie sobie krzywde itp itd. Dusialam sie.
Jestem pewna, ze gdybym od zawsze do teraz mieszkala w domu rodzinnym bylabym zupelnie inna osoba, a wspominajac tamte 3 miesiace to chyba lekko skrzywiona i raczej malo zaradna. dzieki temu, ze sama sie rzucialam na gleboka wode musialam nauczyc sie pelnej samodzielnosci, a bedac pod skrzydlami mamy nie jestem pewna czy przyszloby mi to tak szybko:) ale na pewno wiele zalezy rowniez od mamy:))))
komentarz: by Kasiulek 28.06.2006 11:16
zbliżam się do 25 roku życia i chcę się wyprowadzić. Nie do dylematów czy mąż będzie wolał dziś na obiad grzybową czy krupnik, nie do pieluch. Ale od rodziców. Mieszkanie, w którym było nam tak dobrze razem staje się za małe na ich oczekiwania i moją wizję świata. Boli mnie to, że widzę, że Ich boli odcięcie pępowiny
komentarz: by gagatka 28.06.2006 13:30
Rozumiem Cię mi:) bardzo dobrze bo ja niestety czuję to brzemię przekarmienia słodkim matczynym mlekiem. W zasadzie nie mam żadnych ograniczeń jeśli chodzi o wychodzenie itd. ale wyraźnie trochę brakuje mi emocjonalnej niezależności…Czekam aż rycerz wyrwie mnie z tej złotej klatki:)
Kasiulku to chyba nieuniknione że doroślejąc sprawiamy rodzicom ból bo stajemy się nie „ich” ale „swoje”. Ale myślę że mądrzy rodzice zawsze w końcu zrozumieją że tak jest lepiej:)
komentarz: by Asia 28.06.2006 22:36
hyhy, ja Cię Gagatko nie chcę martwić, ale mi:) już jakiś czas temu zauważyła, że rycerze wyginęli. Względnie smoki paskudne ich wytępiły. Więc ja bym na tego rycerza liczyła w głębi duszy…. a sama rozejrzała się za jakimś sympatycznym kącikiem. Może być z grupą znajomych ewentualnie przyjaciół, może być w cywilizowanej komunie post-studenckiej, możliwości jest wiele