Plażowe stories…
Łykend jak przystało na Sopociankę spędziłam na plaży, bez której życie moje marne i szare by było niechybnie… A że na plaży spędza się godzinki dłuuugie przerywane ożywczymi tylko kąpielami to zjawisko obserwacji kwitnie we mnie jak słoneczniki w sierpniu…
Polski zwyczaj plażowania jest dość ciężkostrawny. Taki wniosek nasuwa mi się niezmiennie….
1. primo to stadne okupowanie działki piachu – złażą sie całe rodziny z samotnymi psiapsiółkami i innymi pociotkami, rozkładają biwak cały (fotele, leżaki, parasole, parawany) osaczając biednych ręcznikowców i rozpoczynając nieprzerwane bzyczenie….
2. żarło; mało kto nie przynosi wałówki, choć akurat na miejscu niektórych wcisnąwszy się opalacz/slipki straciłabym totalnie apetyt… „Heniek, cesz kanapkę???” „Co to za kiełbasa, gdzie kupiłaś?” „Są jakieś ciastka? Pieguski? A bez orzechów?” Mlaszczą, ciamkają… nie widzę, nie słyszę
3. pifko; najlepiej się rozkładać pod barkiem plażowym i najlepiej o tym wiedzą panowie z baaardzo rozwiniętymi mięśniami piwnymi, którzy w ramach treningu ciągną brzuchole po piachu po browca raz na pół godziny… wiem, czepiam się, co mnie to obchodzi… Jezuuu, wyobrażasz sobie jakby taki się na tobie położył??? pyta moja przyjaciółka. Próbuję szybko zdławić moją mózgową kreatywność.
4. zaczepki; A koleżanki to skąd? A gdzie się dziś bawicie dziewczyny? A możecie nam zrobić zdjęcie? Z trąbek małych, kopiemy kartfle na działce i nie umiemy aparatu obsługiwać. Naprawdę wyjście na plażę nie oznacza: hej, rozebrałam się i czekam aż mnie poderwiesz…
5. lanserzy; spacerują zwykle wzdłuż brzegu – panienki w żarówiastych stringach z młodszej siostry i kolesie co to łatwiej przeskoczyć niż obejść; dumnie prężą swoje ciała, tatuaże eksponują, wzrokiem zadziornym zamiatają… a ja tak lubię się gapić w w piękny morski horyzont
6. śmieci; nie społeczne tylko najzwyczajniesze – plastikowe, workowe, papierowe; wszędzie, bo właściwie czemu by do wody nie wrzucić? Naśmiecimy trochę Szwedom, co by się tak z tą ekologią nie pchali. Zastanawiam się czy ci ludzi mają w domach taki mały sprytny wynalazek pod zlewem w kuchni; czy tak sobie rzucają pod nogi ogryzkami i kapslami; w sumie fajna zabawa…
7. dzieci; uwielbiam – żeby nie było wątpliwości; ale nie sypiące piachem po oczach, wrzeszczące Ja chcę…!!!! i biegające po głowach. A już dzieci w koloniach są jak bakterie – mnożą się i atakują, a człowiek staje się bezsilny…
No dobra, już sobie ponarzekałam. Jak ktoś ma jakieś ciekawe obserwacje to zapraszam do dodania.
Oczywiście, można inaczej. Dowód? w ostatni piątek odbył się w Sopocie wyścig dookoła molo i 124 ludków podjęło wyzwanie!!! w tym oczywiście pisząca te słowa
Było sportowo, zdrowo i bardzo wesoło – szersza relacja do obejrzenia.
komentarz: by kwdowicz 24.07.2006 11:22
Niegratuluje podejścia, jak się wczułem to bym sobie tak pomyślał i dodał 8 punkt:
Ręcznikowcy: przyjdą, leżą całą dobę, gapią się na wszytskich i ani do nich zagadać, ani przejść obok bo już coś nie pasuje…
Ale nad morzem nigdy nie byłem, więc co ja tam wiem…
komentarz: by gagatka 24.07.2006 11:36
kwdowicz ej, tylko się proszę nie zniechęcać do morza
ręcznikowcy też bywają przyjaźni jaki im się na głowę nie włazi i nie osacza, stosując się do zasad „live & let live”…
komentarz: by primavera 24.07.2006 11:45
Kochana czy ja dobrze zgaduje,że na tych zdjęciach jedna z dwóch blond lasek to Ty?? Hmmm??
komentarz: by losamorales 24.07.2006 12:24
ale przymarudziłas… no… morze jest super, sopot jest ekstra.
komentarz: by gagatka 24.07.2006 13:35
Primavera dobrze zgaduje
losmorales OK. niech będzie że marudzę ale jest upał więc chyba dostanę dyspensę? a o sopocie to mamy takie same opinie
komentarz: by Kasiulek 24.07.2006 13:46
to ja dodaję kolejny punkt: nadgorliwi wychowawcy kolonijni (czyt.: Kasiulek), którzy są bardziej denerwujacy niż ich podopieczni: chodzą koło ludzi i non stop przepraszają za dzieci: że głośne, że pan dostał piłkę w plecy a pani piachem w oczy
komentarz: by primavera 24.07.2006 14:41
Powiem tylko tyle: Fiu, Fiuuu