Niegrzeczne dziewczynki robią karierę
Dzisiejszy wpis sponsoruje literka „O” jak „Onepress” oraz L, P i F jak Lois P. Frankel. Zależność między nimi jest prosta: Onepress wydał książkę napisaną przez panią Frankel, książka nosi tytuł „Grzeczne dziewczynki nie awansują” i ujmuje za serce samą okładką.
Jak tytuł wskazuje, w książce tej mamy omówione podstawowe błędy radośnie popełniane przez przedstawicielki płci pięknej, które chcą dobrze a wychodzi im jak naszym politykom czy selekcjonerom reprezentacji w kopaną.
Pani Frankel przytacza całe 101 przykładów niewłaściwego zachowania, każdy z nich skomentowany jest wnikliwie i do każdego dołączone są wskazówki jak sobie z błędnym postępowaniem radzić.
Podstawową naszą wadą, jeśli wierzyć autorce książki w ciemno, jest zachowanie się zgodnie ze standartami przyjętymi wieki temu jako jedynie słuszne dla białogłowy. A więc siedzenie cicho, nie ujawnianie się z własnym zdaniem, troska o dobre samopoczucie otoczenia, matkowanie temuż otoczeniu, czy to poprzez dokarmianie czy w sposób bardziej duchowy. Tyle że to co sprawdzało się w chacie Piasta Kołodzieja niekoniecznie przyniesie pozytywne efekty w XXI wieku.
Tak sobie urlopowo książeczkę czytałam i nie da się ukryć, coś jest na rzeczy. Obserwacje własne plus relacje znajomych zatrudnionych w większych firmach potwierdzają tezę, że panie pogrążają się na własne życzenie.
Przykład pierwszy z brzegu: poszukiwania pracy. Znajome dziewczyny, lekko licząc w 90% nie wyślą swego CV jeśli nie spełniają wszystkich istotnych warunków pożądanych przez potencjalnego pracodawcę. Panowie się tym nie przejmują wychodząc ze słusznego skądinąd założenia „bystry jestem, szybko się nauczę”. Zresztą, co tu mówić o poszukiwaniach pracy, jeśli w swoich aktualnych firmach panie mają kłopot ze- jak to zgrabnie p. Frankel ujęła- zbudowaniem własnej marki.
Chwalą nas za osiągnięcia? odpowiadamy jak małe dziewczynki że to nic takiego przecież. No to następnym razem nas nie pochwalą, bo po co.
To mniej więcej podobna sprawa z tym o czym niedawno pisała mi:) czyli o chorowaniu w wydaniu męskim i żeńskim. Jak zachoruje on to cały świat wie że nasz misiu jest przeziębiony najpoważniej na świecie, a ona najlepiej aby na drugi dzień po urodzeniu dziecka była do dyspozycji firmy.
Że przeginam, przerysowuję i upraszczam? wiem
Wracając do adremu- kolejnym często popełnianym błędem jest nieupominanie się o swoje. Panie wychodzą widać z założenia, że wszyscy z szefem na czele będą pamiętali o obiecanych bonusach, przywilejach należnych z racji wieku i urzędu oraz innych drobiazgach ułatwiających pracę. Otóż nie. Co sobie same pazurami wydrapiemy to nasze. Podobnie jak nie egzekwowanie (kiepskie słowo, ale nic stosowniejszego chwilowo nie przychodzi mi na myśl) przysług, które ktoś, kiedyś był i jest nam za coś tam winien. Zrobimy czasami za kogoś projekt, pomożemy przy cudzej robocie, zostaniemy po godzinach żeby ktoś nie musiał siedzieć w pracy do rana, czy wręcz udzielimy komuś banalnego wsparcia w dyskusji na jakiś ważny firmowy temat. Mamy z tego garść wirtualnych „żetonów” do wydania przy najbliższej okazji. No właśnie. O okazję trzeba się niekiedy upomnieć.
Kolejna „wtopa” to brak zdrowo pojmowanej asertywności oraz niewielka dbałość o pozory. Troska o dobre samopoczucie bliźnich jest chwalebna, ale jak już chyba kiedyś wspominałam, najbardziej przemawia do mnie altruizm w wydaniu pewnego sympatycznego krasnoluda (kłania się Yarpen Zigrin z pierwszego tomu sagi o wiedźminie). Przekonanie że li i jedynie ciężką pracą dojdzie się do wysokich stanowisk jest nie do końca słuszne, bowiem według p. Frankel równie istotne jest zadbanie o własny piar.
A ponieważ w public relations „robi” sporo pań, więc można domniemywać że nasza płeć jakieś (może i wrodzone) zdolności w tym kierunku posiada. I tym optymistycznym akcentem…
A, jeszcze jedno- omawiana książka wspaniale nadaje się na prezent.
komentarz: by aniol 25.07.2006 18:55
cze!! bardzo podoba mi się TwOoY blog… zapraszam do siebie:):)
komentarz: by Kasiulek 26.07.2006 14:16
byłam taką grzeczną dziewczynką, dla której problemu nie ma, by coś zrobić, która o swoje się nie upominała, wychodząc z założenia, że jak ktoś obiecał, to obietnicy dotrzyma. Ale szybko mi przeszło. Nadal miła, bez problemowa, ale stanowcza i zdrowo asertywna przekonałam się, że o wiele więcej mogę osiągnąć.
komentarz: by Asia 26.07.2006 18:46
Kasiulek – w trzech zdaniach ujęłaś to co Frankel zajęło kilkadziesiąt stron
komentarz: by karina 27.07.2006 12:17
Ups… No to kariery to ja nie zrobię… Muszę się nad sobą zastanowić bo jak na razie, to bardziej pasuję do opisu „grzecznej dziewczynki” ;-(
komentarz: by Asia 27.07.2006 21:52
ale co by nie mówić, asertywność życie ułatwia bardzo. I nie chodzi mi o pokazywanie całemu światu i za wszelką cenę jak to się potrafi walczyć o swoje, ale o zdrowy egoizm. Miło zrobić bliźnim coś dobrego od czasu do czasu, ale należy też zadbać o siebie. Czyz nie?