18 Sierpnia 2006

Wątek kombatancki

autor: Asia, dział: Obrazki, godz. 22:10

W ramach uroczystego obchodzenia różnych komputerowych rocznic (PeCety przeżywające kryzys ćwierćwiecza, lokalnie świętujemy 15 lat polskiego internetu) także eLady swoje trzy grosze wtrącą. Prawdę mówiąc 15 lat temu to się grało w Prince of Persia ew. uczyło się wspaniałego edytora tekstów TAG na lekcjach umownie nazwanych informatyką, ale okazja jest okazją.

Po Prince of Persia przyszedł czas na wspaniałego Prehistoryka2 i o tej wspaniałości piszę bez sarkazmu- gra zabijała grafiką, a rozpracowanie poszczególnych poziomów dostarczało zajęcia na długie godziny. Przy okazji- Preh2 do teraz mam na swoim kompie, czasem z sentymentu sobie zapuszczę, jak ktoś chce podzielę się tips&tricks na pierwsze 4 levele.

Lata kolejne płynęły sobie spokojnie, urozmaicane przeglądanymi wspólnie z bratem „Top Secretami”, kolejnymi numerami „Secret Service” oraz najważniejszym dla mnie osobiście „Gamblerem”. Potem przyszedł rok 1997 i rozkwit kafejek internetowych w mojej rodzinnej miejscowości.

I Asia przepadła była i pogrążyła się w szponach nałogu który mocnymi pazurami trzyma ją po dziś dzień.

Konta pocztowe na polboxie i w domenie box43.gnet.pl
Zamiast Googla szukało się poprzez Altavistę.
Nieśmiało przebijały się różne czaty.
Rządził mIRC zwany pieszczotliwie mirkiem. Ile godzin przegadałam na różnych kanałach (od #chatzone począwszy na swojskim #rpg-pl skończywszy) nie zliczę. Poznałam stado fajnych ludzi, z niektórymi z nich nadal utrzymuję całkiem bliskie kontakty. Jak ostatnio podliczyliśmy to przez IRCa poznało się kilka par pozostających od lat w związkach formalnych i nieformalnych. Obecne spotkania ludzi „z kanału” przypominają spotkania rodzinne, jakieś stada dzieci, jacyś podtatusiali faceci pod trzydziestkę popijający piwo i wspominający sesje prowadzone przez Nataniela…

Zaklepywanie sobie miejsc w kafejkach internetowych z wyprzedzeniem. Po pewnym czasie znali się już wszyscy ze wszystkimi, z obsługą włącznie, łączyły się z tym gratisowe godziny buszowania w sieci oraz przynoszenie własnych prywatnych płyt w ramach urozmaicania muzycznego repertuaru kafejki („Vovin” Theriona w pewnym momencie znałam na pamięć).
Gracze umawiający się we wspomnianych kafejkach na maratony. Przychodziła banda w liczbie sztuk kilku(nastu) z termosami, karimatami i śpiworami i grali, grali, grali. Niektórzy z kafejkowych gości robili bardzo fajne miny.
Atmosferę nieźle ujęła Nina Liedtke w opowiadaniu „CyberJoly Drim” – opowiadanie ma błędy logiczne, ale za klimat pokochało je tysiące. I nic to, że poważni krytycy zarzucali mu kiczowatość. Motto przyświecające całości „you can logoff, but you can never leave” dobrze oddawało istotę rzeczy.

W tak zwanym międzyczasie pojawiły się kolejne prywatnie ważne gry (oczywiście Diablo i oczywiście MK3 ewentualnie MK Trilogy), potem miodność i grywalność spadała wprost proporcjonalnie do rosnących wymagań sprzętowych.

To były czasy…

8 komentarzy »

  1. komentarz: by gagatka 19.08.2006 15:05  

    Boże, kobito, łzy mi w oczach stanęły… Bo ja też z bratem i prince of persia (te kościotrupy do dziś mi się śnią po nocach) i prehistoryka, że nie wspomnę o blues brothers albo pierwszej cywilizacji… A top secreta jednego do dziś chowam pod łóżkiem :)

  2. komentarz: by mi:) 21.08.2006 12:14  

    ech Diablo! przechodzilam 4 plansze, a potem juz grac nie moglam. ze starchu…:)

  3. komentarz: by Kubik 21.08.2006 16:54  

    jak już wlazłem to sobie posiedzę ;) 15 lat temu Taga uczyli? Ja bym sobie dał łapy uciąć, że to było jeszcze w 2001 roku! Czy do tej pory jeszcze tego uczą to nie wiem ale jest duże prawdopodobieństwo :) A co do tamtych czasów… Mama mi Amigi nie chciała kupić! A Peceta wywalczyłem dopiero jak się MOH:AA ukazywał. Nakłamałem, że się komp do matury przyda ;) I Uwierzyli

  4. komentarz: by Asia 21.08.2006 16:55  

    mi:) ależ w Diablo wszystko co dobre zaczyna się od 9 poziomu…
    Choć przyznać muszę że kiedyś o mało na zawał nie zeszłam, jak pewnej nocy kot znienacka wskoczył mi na ramiona. Oczywiście że grałam wtedy w Diablo ze słuchawkami na uszach :D

  5. komentarz: by Asia 21.08.2006 17:02  

    Kubik no i nie zapominajmy o Wolfensteinie ;)
    Z głupich rzeczy których w szkole uczyli- nie pamiętam jak się to nazywało, ale łaził taki „żółwik” któremu się wydawało komendy i on według tych komend rysował różne proste wzorki (podnieś pisak/ opuść pisak, hehe). Cały semestr się tym cholerstwem zajmowaliśmy…

  6. komentarz: by Kubik 23.08.2006 17:34  

    Wolfenstein? Tak!! Tak!! Kuzyn miał 3D na swoim wymiatającym sprzecie (386?) a ja, pełen zapału kilkuletni młokos ;], grałem u niego 2 razy w roku… a Return To Castle Wolfenstein to już inna bajka, nie musiałem czekać 6 miesięcy żeby dać się zabić podłym szwabom. Mieli szczęscie, że MOH i RTCW wyszło jednoczesnie:)

    A wiecie dziatki, że jak mnie uczono „zółwika” w podstawówce to płaciłem za tą przyjemność 2zł od lekcji? Na szczęscie po pewnym czasie pan informatyk zrezygnował z takich cudów na rzecz Acrossa (takie coś jak Elastomania chyba) :D

  7. komentarz: by Administrator 25.08.2006 11:36  

    Cały semestr się tym cholerstwem zajmowaliśmy? -> LOGO :) ech :)

  8. komentarz: by Asia 25.08.2006 21:59  

    o, dzięki Administratorze. Faktycznie, tak się to dziadostwo nazywało :D

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>