Polscy murzyni…
Wróciłam właśnie z Duisburga i po godzinie pobytu w Polsce mam ochotę wracać na piechotę do Helmutów i Helg…
Wyszłam dziś rano z hotelu i pojechałam szybkim, czystym i eleganckim, odchodzącym co 10 minut, pociągiem do Dusseldorfu, skąd wygodny, darmowy, odchodzący co 5 minut, busik zabrał mnie szybko na lotnisko. Tam szarmancki pan w Lufthansie z błyskiem w oku przebookował mi bilet, zaś niemiecka linia poniosła mnie w przestworza z punktualnością co do minuty i uśmiechem na ustach. Mimo że jestem blondynką, co wszyscy powszechnie zauważają, nie zdołałam sie zgubić na wielgaśnym lotnisku w Monachium, które jest oznakowane kobietoodpornie i w cudownym nastroju, po 5 godzinach podróży wylądowałam w Gdańsku.
I poczułam, że jesteśmy tysiąc lat świetlnych za murzynami. Dwa autobusy pod lotniskiem, nie wiem, do którego wsiąść bo rozkład zamazany, głupkowaty kierowca nie chce mi sprzedać biletu i wali jakimiś kawałami o blondynkach (”blondynki chyba nie muszą płacić… mają inne atuty, hahaha..) Potem jadę pół godziny rozklekotanym, śmierdzącym gratem do Wrzeszcza, co jest rekordem chyba tej trasy, po drodze kanary robią awanturę kobicie, która jechała na bilecie przeterminowanym o … 3 minuty. Potem gnam z walizą na kolejkę, bo autobus nie może podjechać pod sam dworzec, a gdzie tam! W SKM śmierdzi jeszcze gorzej, wszystko się klei i w końcu po 1,5 godziny docieram do domu. Taksówka jedzie na lotnisko 20 minut, tak na marginesie…
I jeszcze dodam, że szkopy mają czyste, równe ulice, i wszędzie stojaki na rowery i torebki na psie kupy, a w rewitalizowanej tureckiej dzielnicy biedoty i zbuntowanych imigrantów, którą zwiedzałam jako case study problemów społecznych, jest miło, czysto i bezpiecznie. I nawet budują im meczet jak z baśni tysiąca i jednej nocy.
I chyba szlag mnie trafił tylko dlatego, że wróciłam do Sopotu a nie na Ursynów.
Nie dziwi mnie wcale, że tyle ryczymy w niebogłosy, że jeszcze Polska nie zginęła. To jest naprawdę fenomen, bo powinniśmy dawno umrzeć w brudzie, fetorze i bylejakości.
podpisano: sfrustrowana
Komentarz: autor msierant 14.09.2006 19:14
I chyba szlag mnie trafił tylko dlatego, że wróciłam do Sopotu a nie na Ursynów.
Chyba “szlag nie trafił”
Ale dojazd do warszawskiego lotniska, poza tym że nie dojeżdżają tam pociągi jest IMO o wiele lepszy niż ten do gdańskiego o którym tu czytam - autobusy linii 175 są trochę bardziej przyjazne turystom…
Komentarz: autor losamorales 14.09.2006 19:41
Murzyn pisze sie dużą literą. Poza tym duzo w tym poscie zaściankowego pseudo cool rasizmu. To jest nowoczesne?
Komentarz: autor gagatka 14.09.2006 19:56
msierant zrzućmy to przejęzyczenie to stan frustracji popowrotowej
A co do komunikacji, to chyle czoła przed Wawą choćby ze względu na 1 bilet na wszystkie transporty, co w 3mieście jest nierealizowalne…
losmorales dementuję plotkę o rasiźmie. słowo “murzyni” zostało użyte analogicznie do zwrotu “ty świnio”, który nie ma nic wspólnego z antypatią dla trzody chlewnej. poza tym, nie lansowałam sie jeszcze na nowoczesną…
Komentarz: autor FuFu 14.09.2006 20:17
No comment…
Znam rozkład dziur w całym mieście…
Komentarz: autor msierant 14.09.2006 20:20
A słyszałaś o pomyśle kodowania biletów na Elektronicznej Legitymacji Studenckiej?
Komentarz: autor asd 15.09.2006 02:33
Murzyni pisze się z dużej litery. Fanka Wierzejskiego? Są kraje gdzie Murzyni są gospodarczo daleko przed nami. Trochę mnie zaskoczył ciasny umysł autorki bloga :/ Cały wpis o dziadostwie w Polsce dałoby się napisać bez tego.
Komentarz: autor gagatka 15.09.2006 08:56
msierant nawet mnie nie denerwuj…
asd mam taką przypadłość, że pisuję z małej co popadnie łącznie ze swoim imieniem i nazwiskiem, więc proszę o nie nadinterpretowanie moich postów.
Komentarz: autor primavera 15.09.2006 09:30
Pracowałam kiedyś jako pilot wycieczek zagranicznych. Takie, delikatnie mówiąc, “rozczarowanie” przechodziłam prawie przy każdym powrocie do kraju. A nie jeździłam tylko na tzw. Zachód. Kto nie wierzy, niech odwiedzi choćby Słowację, Węgry czy nawet Czechy. Nam juz do choćby do nich coraz dalej!
Komentarz: autor mi:) 15.09.2006 12:33
a mnie tam szlag trafil, ze trafilas do Sopotu, a nie na Ursynów, bo nie taki Ursynów starszny jak go malują. Jest las, jest czysto, jest metro no i JA JESTEM, więc od razu porwałabym Cię na kawę:) Jesli chodzi natomiast o nasze polskie zacofanie, musze sie zgodzic.. Po pobycie w Berlinie (ktory nie umywa sie nawet do Monachium!) przejrzalam na oczy.. bosz u nich nawet na dworcach pachnie, bilety mozna kupic w automatach palcac karta kredytową, informacje faktycznie sa jasne nawet dla opornych, a u nas… no coz… jak jest u nas kazdy wie. Niestety
Komentarz: autor losamorales 16.09.2006 10:50
gagatka: smutne :/ Murzyna można przyrównać jedynie do świni. ale pewnie masz “inne atuty”.
Komentarz: autor Blue 17.09.2006 12:09
Niestety to wszystko prawda, co najlepiej widać właśnie po powrocie z zagranicy… Pamiętam, jak przecierałam oczy ze zdumienia na dworcu w Rzymie, gdzie nie dość, że sterylna czystość, to jeszcze na każdym kroku ekrany z wyświetlonymi informacjami nt odjazdu pociągów, a potrzebne nam szczegoly bez problemu mozna bylo sprawdzic samemu (zabijcie, nie pamietam, jak się nazywa ekran w ktory mozna ‘klikac’ palcem
). Oprocz normalnych kas także ‘automaty’ na karty kredytowe, bardzo przydatne gdy nie ma się czasu na stanie w kolejce. A zwykly pociąg, jezdzacy od miasta do miasta, w porownaniu do naszych prezentowal wyzszy rozwoj cywilizacji.
Niestety taka prawda…
Komentarz: autor fibbia 17.09.2006 20:49
Pisiaj, pisiaj. Może szczyta któren, sóś zrozumie i ruszy odwłok roz na śtyry lata, kartkie właściwie skreślonom w urne wrzuciwszy.