Warszawsko
Gagatka w poprzednim wpisie zahaczyła o warszawski Ursynów, a ponieważ w stolicy naszego pięknego kraju spędziłam ostatnio kilka dni, więc pozwolę sobie temat pociągnąć. Warszawę spośród pozostałych znanych mi polskich miast wyróżniają przede wszystkim trzy „drobiazgi”.
Nie myślę tu o Pałacu Kultury, który do niedawna sprawdzał się w każdych niemal okolicznościach jako drogowskaz i punkt orientacji w terenie. Teraz trwa proces zabudowania go /zasłonięcia/ zafortepianienia za pomocą licznych wysokościowców.
Nie myślę tu o skomplikowanym układzie dworcowym, gdzie Warszawa Główna absolutnie nie jest stacją centralną, a wręcz przeciwnie. Nawiasem pisząc, ktoś gdzieś się odgrażał, że Wawa Centralna będzie przebudowana zasadniczo, z wyburzeniem obecnego cudeńka włącznie. Wyjątkowo jestem za. A jak nie zlikwidować budynek i podziemia, to chociaż odmalować i odszorować. Chociaż wydaje mi się, że wyburzenie i postawienie całości od nowa wyjdzie taniej.
Do tych cech nie zaliczają się również czteropasmówki idące przez całe miasto, którymi da się jednak dojechać niemal do dowolnego punktu w Warszawie. Kierowcy warszawscy są – wbrew obiegowym opiniom- sympatyczni, szczególnie jak widzą osoby na obcych blachach. Ustąpią, od czasu do czasu przepuszczą, oczywiście o ile kierowca dostosuje się do panujących na ulicach warunków i będzie zgodnie jechał z całą bandą setką od jednych świateł do drugich. Minus ulic warszawskich to fakt, że jak cudem przyuważysz znajomego na drugiej stronie to najlepszym sposobem nawiązania łączności jest telefon komórkowy. Wołanie, machanie mija się z celem.
No dobra, nie będę dłużej kombinować- w Warszawie od samego początku zachwyciły mnie:
- oznakowanie ulic. Tutaj nie sposób zabłądzić. Pomysł genialny w swej prostocie, zaznaczania na każdej tabliczce nie tylko nazwy ulicy, ale również przynależności dzielnicowej. Mając w głowie zasadniczy obraz miasta (tu Bemowo, tu Koło, Wola, a tam Mokotów i Ochota) mniej więcej wiem gdzie jestem.
- miejska komunikacja zbiorowa. A szczególnie rozpiska w tramwajach i autobusach, wskazująca na którym przystanku jest przesiadka. Wystarczy tylko wysiąść w odpowiednim miejscu, obadać pobliskie przystanki i włala, jedziemy sobie w jedynie słusznym kierunku. No i te bilety weekendowe, całodobowe, na trzy miesiące, do wyboru do koloru. Widać, że miasto nie traktuje pasażerów jak swoich osobistych wrogów, których trzeba czym prędzej skłonić do zmiany środka transportu.
- wystylizowane dziewczyny. Pomijam fakt, że ja z tych nienormalnych, co prędzej obejrzą się na ulicy za fajną dziewczyną niż za facetem (umówmy się, fajnych dziewczyn na polskich ulicach jest znacznie, znacznie więcej), ale nie w fajności istota rzeczy. Ładne laski spotyka się wszędzie, od Trójmiasta począwszy, na Krakowie skończywszy. Lasek świadomie wystylizowanych nie spotkałam nigdzie (w Polsce) tyle, co w Warszawie. Dziewczyny dbają tam o look (tak się to nazywa?
) perfekcyjnie: buty, spódnica/ spodnie, bluzka, żakiet/ sweterek/ kurtka, fryzura, czasem jeszcze coś na fryzurze. Wybijają się z tłumu, ale nie są sztuczne, na moje oko czują się dobrze ze swoim wyglądem. To jest oryginalność Kory Jackowskiej z lat 80, a nie „oryginalność” współczesnej nam „Frytki”.
Co jeszcze poza wymienioną trójcą podoba mi się w stolicy naszej- ścieżki rowerowe, których mam wrażenie jest sporo. Biorąc poprawkę na warszawskie korki, coś czuję że rower byłby moim ukochanym środkiem transportu na przykład do pracy. Oczywiście o ile nagle przyszłoby nam do głowy opuścić Festung Breslau, ale na to sie nie zanosi, amen.
Nie byłam jeszcze, ale opinie znajomych i przyjaciół są jednoznacznie pozytywne: Muzeum Powstania Warszawskiego. Jak się w końcu wybiorę do Wawy w celach turystyczno- towarzyskich to koniecznie tam chcę zajrzeć. Muzeum z prawdziwego zdarzenia, robione przez ludzi z pomysłami, pasją i zaangażowaniem. Jak się do tego dołoży jedną z najciekawszych płyt ubiegłego roku (mowa o Lao Che oczywista) to grzechem być w Warszawie i do Muzeum Powstania nie wpaść.
Co mniej zachwyca- jeszcze dwa lata temu na Bemowie, po godzinie 23 nie można było nigdzie kupić alkoholu. Być może podejście mam spaczone przez fakt mieszkania w dość pijackiej dzielnicy, ale sklep całodobowy w przyzwoitej odległości to rzecz bardzo przydatna. Nie tylko na niespodziewane imprezy.
Odległości. We Wro jak mam podjechać tramwajem 4 przystanki, a tramwaj będzie za kwadrans to idę na piechotę, bo wiem że wyjdzie mi mniej więcej na to samo, a czasami będę szybciej. W Warszawie czekam grzecznie na środek komunikacji miejskiej, bo tam jeden przystanek to odległość wymuszająca pewien szacunek. Się moje kochanie raz pomyliło, wysiadło o _jeden_ przystanek za wcześnie. Szedł równe 40 minut. Znajomi z Wawy po pewnym czasie zaczynają się umawiać z warszawską poprawką na czas i odległości. I póki umawiamy się w Wawie to ok, ale jak umawiamy się na przykład w Kaliszu lub w Opolu, to kwitną biedactwa trzy kwadranse na ulicy. Ot, siła przyzwyczajenia.
Nie zachwyca warszawska starówka, ale to zapewne rzecz gustu.
O Warszawie mogę długo. Mieszka tam i pracuje obecnie połowa naszych przyjaciół, znajomych, w tym spora część rodziny. Siłą rzeczy odwiedzamy i miasto i ludzi raz na jakiś czas, przyjaciele namawiają nas usilnie na pracę w stolicy, podrzucają różne oferty, tylko że kasa to nie wszystko. Stanowczo, wolę przysłowiowy tysiąc na spocznij we Wro, niż 2k na baczność w Warszawie.
komentarz: by nbw 18.09.2006 00:58
W jakiejś innej Warszawie chyba mieszkałem…
Nic to, trzeba zacisnąć zęby i przetrzymać wrocławskie wykopki..
komentarz: by Asia 18.09.2006 08:31
Całkiem możliwe że gdybym pomieszkała w Warszawie ze dwa tygodnie to zmieniłabym zdanie o 180 stopni
A wrocławskie wykopki, a co za tym idzie wrocławskie korki sprawiają, że zatory na stołecznych ulicach nie robią już najmniejszego wrażenia…;)
komentarz: by mi:) 18.09.2006 08:43
czytałam niemalze z zapartym tchem, niemniej jednak zupelnie nie jak o Warszawie:) Uwilbiam te zupelnie rozne punkty widzenia z jakich patrza na miasto mieszkancy i przyjezdni:) Np. z tabliczek z ulicami i przynaleznoscia w ogole nie korzystam i osobiscie nie znam nikogo kto by korzystal:) ale byc moze Wa-wa postanowila byc przyjazna turystom i z mysla o nich je stworzyla:)) Podobnie z tymi zaznaczonymi przesiadkami:) Muzem Powstania Warszawskiego faktycznie zbiera same pozytywne opinie chocby dlatego, ze jest zywe, a nie martwe i ciche jak niestety wiekszosc. Centralny bedzie przebudowany z cala pewnoscia i wezma sie za to wladze nie pozniej niz po otwarciu Zlotych Tarasow. Obecnie rozwaza sie przerobienie go na centrum handlowo rozrywkowe, cos na ksztal Wawy Wilenskiej. Warszawscy kierowcy ze swiatel do swiatel 100/h? w tych korakach? eee niemozliwe. No chyba, ze na obrzezach, ale tam zdecydowanie ponad sto:))))) ale musze przynac, ze jezdza agresywniej niz w innych miastach. Pospiech i tlok robia swoje. Jesli chodzi o znajomych spotkanych na ulicy… o co chodzi z tym dzwonieniem? naparwde u nas jest tak glosno?
Starowka faktycznie nie zachwyca, (hmmm no moze poza widokiem z tarasu cafe Zamkowa na Wisle) ale nie mozna miec wszystkiego, my mamy przeciez PKiN:))))))))) I nie zgadzam sie, ze kazdy przystanek tramwajem to 40 minut pieszo. Zalezy od trasy. W ladna pogode stawiam na nogi i od siebie z pracy do autobusu 4 przystanki trawajowe ide kwadrans:)
komentarz: by Asia 18.09.2006 09:11
Tabliczki z ulicami są ewidentnie dla turystów ewentualnie dla warszawskich świeżynek- w każdym razie jest to jedyne większe miasto po którym człowiek porusza się bez obłędu w oczach, z wymiętą mapą w dłoniach, wypytując gorączkowo współpasażerów gdzie właściwie należy się przesiąść. Ale jak się lubi samemu po miastach łazić to potem tak jest:)
Dzwonienie- mi:) u Was jest raz że głośno, a dwa te ulice są przeraźliwie szerokie…:D
Ten czterdziestominutowy spacer miał miejsce na Bemowie, ale jak z siostrą jeździłam ostatnio po Mokotowie to odległości też z gatunku tych niemałych.
komentarz: by gagatka 18.09.2006 09:26
Spędziłam kiedyś miesiąc na praktykach w Wawie – w firmie konsultingowej. Kazali mi łazić w gajerze i podlizywać sie klientom, a do mieszkania na Włochy tłukłam się 1,5 godziny. Po pierwszym weekendzie w stolicy czułam beton w zębach i w następny piątek juz gnałam pociągiem na sopocką plażę. Nie mogę się jakos przemóc…
Ale czoła chylę przed urodzajem świątyni gastronomicznych – knajpek, restauracyjnek i barów oraz zakupową idyllą. Tysiaka w Sopocie bym jednak nie zamieniła nawet na pięciokrotność w Wawie.
komentarz: by mi:) 18.09.2006 09:44
Asiu, musze przyznac, ze na Bemowie taka sytuacja miala parwo miec miejsce, podonie jest z przystankami autobusowymi na Tarochminie, a w zasadzie nawet gorzej:)
U nas sa szerokie ulice? Chyba tylko te NAJgłownjesze;), bo jak jadę z Pikaczem samochodem to bez przerwy marudzi, ze wasko i ze tu mozna by poszerzyc, tam poszerzyc, że taka starta miejsca.
Gagatko! A co Ci przyszło, zeby mieszkac we Włochach? Tam to z kazdej strony korki i kto moze omija ta dzielnice jak najszerszym lukiem. Ale teraz przynajmniej wiem skad u Ciebie taka opinia na temat Warszawy:) Dojazd z Zyrardowa (50km od Wawy) do centrum zajmuje mniej czasu niz dojazd z Wloch. Uparcie polecam Kabaty:)
komentarz: by Asia 18.09.2006 10:18
mi:) wrednie zabierz Pikacza do Lublina- kumpel kiedyś przyjechał w odwiedziny do Wrocławia i był zafascynowany szerokością naszych poniemieckich jeszcze ulic. Tłumaczył, że u nich takich gabarytów są najgłówniejsze ulice miasta. W Lublinie nie byłam, więc wierzę mu na słowo, a w Warszawie jakoś tak się złożyło że gdzie się nie ruszyliśmy tam były czteropasmówki. Nie do zagłuszenia
Ale jak sobie nieelegancko z kumplami rozmawiamy o kasie, to wychodzi na to, że oni owszem, zazwyczaj mają więcej od nas, ale w co lepszych miesiącach jesteśmy w stanie ich dogonić a nawet przegonić. Przyjemność mieszkania w Festung Breslau bezcenna, za wszystko inne zapłacisz kartą Mastercard
Gagatko no nie? nad dziesięciokrotnością już bym się zastanawiała
komentarz: by mi:) 18.09.2006 11:01
Asiu, bylismy w Lublinie. Faktycznie drogi macie szerokie. Cala uwage skupilismy jednak niesamowicie urokliwej starowce. Szkoda, ze konserwator zabytkow jakos nie bardzo sie stara, zeby przywrocic jej dawna swietnosc. Bardzo szkoda, bo miejsce cudowne. Wiekszosc czasu spedzilismy w odgromnym muzeum Zamkowym, w ktorym na jednym bielcie zwiedza sie jakies tysiac wystaw:)
komentarz: by lubka 18.09.2006 15:40
Kocham Warszawę, choć miłość to niczym nieuzasadniona (ale z miłością tak bywa). Nic nie zastąpi mi jednak Torunia, który choć z samych wad się składa i dał mi nieźle w kość, zawsze już pozostanie dla mnie rajem utraconym.
komentarz: by Asia 18.09.2006 16:00
bo przez Toruń sporo dobrych ludzi się przewinęło
Chyba założymy sobie elady’owy fan klub polskich miast:)
komentarz: by FuFu 19.09.2006 09:34
Warszawa może i jest łaskawa dla turystów, ale na pewno nie dla tych ZMOTORYZOWANYCH. Wyjechać z Wa-wy to koszmar, choć przyznaję, że na czerwonych światłach życie towarzyskie kwitnie i zawsze można zapytać o drogę
Ale znaków brak – zgubić się można bez problemu… Gorzej oznakowany jest tylko Poznań.
komentarz: by Asia 19.09.2006 11:03
FuFu no cóż, z tym oznakowaniem to coś jest na rzeczy- przedostatnim razem wyjeżdżając z CH Janki pojechaliśmy na Kraków zamiast na Wrocław. Do dziś nie wiem jak nam się to udało
komentarz: by msierant 20.09.2006 17:36
Ja mieszkam we Włochach, ale w tej części bliżej centrum – na Okęciu. Dojazd do Rotundy tramwajem zajmuje rano jakieś 20 minut