Slow love…
Koleżanka sieciowa imć Kat zabrała się za promocję trendy pojęcia slow… jako kwintesencji życia mimo globalizacji, pressingu, uniformizacji i maksymalizacji…
I chwała jej za to bo ciągle jeszcze dużo szczurów gania w swoich blokach wyścigowych, zaś McDonaldsy pękają w szwach, a ci co się nie mieszczą (w MacDosach i w spodniach) wystają pod budkami z kebabem.
Dajemy sobą orać podłogi biurowe w nadetatowym czasie 10 godzin z okładem, zaś lunch zamieniamy w skok na bankomat albo wizytę u dentysty. Jadamy tradycyjnie >>chleb biały-masło-ser-szynka-masło-chleb biały< <, czyli tzw. sendłicz, który świadomi urozmaicają liściem sałaty.
Sjesta jest nam totalnie obca, chyba że w ramach nadinterpretacji pięknego śródziemnego zwyczaju popołudniowego relaksu, zalegamy z browarem na kanapce zapijając ciężkostrawne seriale made in Poland.
Dlatego ja jestem z Kat i za „slow foodem” i „slow workiem”, bo z życiem trzeba jak z czekoladą – wolno się rozkoszować obracając w ustach niewielki kawałek grzechu.
Osobiście z namiętnością uprawiam ceremonię jadania rarytasów, na regionalne smakołyki kasy nie żałuję, winkiem zaprawiam bordo albo krupniczkiem bez kaszy, potrafię w kuchni spędzić godzin kilka aby wyczarować coś powalającego mnie samą na kolana… Do pracy stosunek mam zdrowy – pewnie dlatego, że nie jestem w stosunku pracy zwanym etatem tylko walczę o życie jako wolny strzelec.
I wszystko byłoby pięknie w idei Slowizmu, gdyby nie to, że odpada on w sferze uczuciowej. Wiem, że zaraz mi ktoś napisze, że wręcz przeciwnie, bo właśnie uczucie musi dojrzewać, rozwijać się jak kwiat i takie tam pierdoły ( z góry przepraszam wszystkich wrażliwych na wulgarne słownictwo, żeby mnie potem tu nie linczowali, jak ostatnio za rasizm…)
Oberwację swoją czynię na podstawie ponad ćwierci wieku oglądania ludzi, autopsji nie wyłączając. Bo ileż to ludzi na świecie czeka na swoją miłość więdnąc ze zgryzoty? Ileż gamoniów boi się zadzwonić czekając na telefon od drugiego gamonia (rodzaj unisex)? Ileż cichych dni wisi pod strzechami bo czekamy nie wiadomo na co? Ileż starych panien fiksuje latając z whiskasem za podwórkowymi kotami?
To są właśnie skutki slow love. Czekanie, domysły, złudzenia i pięćdziesiątka na karku, a oprócz niej tysiąc żali pt. „trzeba było wtedy…”
Więc, lansując się oczywiście na otwartą i tolerancyjną, śpiewam sobie za panem gejem Georgem M. „Fast love” i zachęcam do wstania od kompa, wzięcia spraw w swoje ręce, albo i w ramiona, i nie czekania na zmiłowanie losu. A potem można ruszyć z tym slow foodem i karmić się wzajemnie ostrygami, które ponoć dodatkowego rozpędu nadają
komentarz: by RAFi 19.09.2006 19:59
Dobrze, że nie ma mowy o slow-sexie. Zamęczyłbym się na śmierć. =)
komentarz: by Katie (dawny Kasiulek) 19.09.2006 23:00
własnie w fast love wstąpiłam
komentarz: by FuFu 20.09.2006 09:07
Hahaha, RAFi rozbawiłeś mnie tym slow-seksem. Facet pewnie by umarł, ale babeczki posikałyby się ze szczęścia, gdyby rzeczony utonął między udami na pół godziny
Oj, zabrzmiało to dosyć wulgarnie, ale wiemy o co chodzi
komentarz: by gagatka 20.09.2006 09:49
RAFi No słyszałam, że „samotność w sieci” promuje najbardziej anemiczny seks sezonu. Osobiście też uważam, że tempo nadaje pewnym aspektom życia smaku
Katie chapeaux bas! Daj znać jak szybko idzie
komentarz: by mi:) 20.09.2006 15:01
orocz jedzenia, ktore uwilbiam w wersji SLOW, jestem zorientowana zdecydowanie na fast i pewnie nie zmini sie to póki ktos nie podaruje mi dodatkowych 600 lat zycia. I tak juz wiem, ze za nic nie zdaze ze wszystkim z czym bym chciala, wiec zycie FAST lapie we wszytskich mozliwych kategoriach. FAST love, FAST cierpienie, FAST praca, FAST decyzje, FAST ZMIANY itd. Moze i chaotyczne mam to zycie przez ten ciagly FAST, ale za to jakie roznorakie:)
komentarz: by cichociemna 20.09.2006 18:27
Bardzo chciałabym mieć możliwość SLOWżycia, ale niestety mam orientację FASTżyciową (podobnie jak mi;) ). Nie wiem, czy to ze względu na energię wewnętrzną, zbyt wiele zajęć, dzieci, brak pomocy (czyli konieczność samowystarczalności), czy po prostu brak idealnej organizacji czasoprzestrzennej ;o)
Powiem tylko dla potwierzenia słuszności SLOW-a, że dla każdego przychodzi taki moment, kiedy …życie/organizm/bliscy/okoliczności różnorakie… zmuszają do zwolnienia tempa, więc może lepiej „zachować twarz” i zdecydować się na to samodzielnie?? ;o)
komentarz: by gagatka 21.09.2006 11:25
Boszzzz, to ja mam chyba pecha, że tyle ludzi jednak wierzy w fast life/love a wokół mnie jakiś tłum slowersów, którzy wciąż karzą mi cierpliwie czekać…
komentarz: by karina 21.09.2006 14:32
Ja zdecydowanie nie jestem SLOW w żadnej dziedzinie życia. W przeciwieństwie do mojego ukochanego, który notorycznie mówi do mnie „spokooooojnieee”, „bądź cierpliiiiiwaaaa”… wrrrrrr
komentarz: by lubka 22.09.2006 12:31
Znam takich, co sobie to slow tak wzięli do serca, że tylko się obijają
) Ale masz rację, musimy zwolnić.
komentarz: by RAFi 23.09.2006 02:29
FuFu nie napisałem, że nie lubię tonąć między udami ;P
Poza tym miałem na myśli tempo, a nie predkość zawierania znajomości i lądowania w łóżku. ;P
Przy slow-sexie, to ja bym niestety umarł z nudów i ślimaczego tempa. Musi być intensywnie no i tempo, jak słusznie zauważyła gagatka =)