Jeżycjadowo
Jak to ktoś ładnie podsumował na forum gazetowym, najnowsza książka Musierowicz to czarny humor plus polewka z czytelnika. Opinia całkiem zgrabna, ale pozwolę sobie nie do końca się z nią zgodzić.
Jeżycjada to cykl kultowy i specyficzny. Teoretycznie przeznaczony dla dorastających panienek, w praktyce kto raz wpadł na Roosevelta 5 i komu się tam spodobało, będzie wracał zawsze. Książki trochę naiwne, ciepłe, przytulaśne, z inteligentnymi bohaterami (w ostatnich tomach ewolującymi w kierunku snobizmu przez duże S), osadzone mocno w poznańskich realiach, z elementami licznych nawiązań do aktualnej sytuacji polityczno-kulturalnej, trafnymi obserwacjami socjologicznymi. Słowem cud, mniut i orzeszki.
Tak było mniej więcej do początku lat dziewięćdziesiątych. Potem książki z serii zaczęły się pojawiać częściej, były jakby mniej dopracowane, postaci mniej wiarygodne, ich przygody częściej irytowały niż budziły uśmiech. Ktoś powie: wyrosłaś Asiu z powieści dla nastolatek. Jest to najprawdziwsza prawda, ale jednocześnie śmiem podejrzewać że wina nie do końca leży po mojej stronie. Słowem, nie uważam, że jestem za stara na Jeżycjadę, bo wcześniejsze tomy nadal darzę uczuciem ogromnym i od czasu do czasu sprawdzają się ekstraordynaryjnie jako wyciągacz z chandry.
„Czarna polewka” jest książką dość szarą. Szare są bloki w których przyszło mieszkać niektórym jej bohaterom, postacie występujące na kartach powieści, z naszymi ulubionymi Borejkami na czele również jakieś takie przyszarzone, daleko im do pełnokrwistych i kolorowych osób z którymi mieliśmy przyjemność zapoznać się na początku cyklu. Autorka także wydaje mi się szara i zmęczona, „Czarna polewka” to pierwsza książka z jeżycjadowego cyklu, przy której ani razu się nie roześmiałam. Czarny humor miał być zapewne przy okazji Ignacego seniora tudzież nieokrzesanego warszawiaka Bodzia, ale na moje oko nie do końca to wyszło. Opowiadane przez Musierowicz historie są blade, pomijając już powtarzający się często w stosunku do przygód z ostatnich tomów zarzut nieprawdopodobieństwa, ta relacja jest przeprowadzona bez zaangażowania, a zarazem szybko, wręcz za szybko.
Mam przesyt, jeśli chodzi o Borejków. Mam dość dziadka Ignacego, który z tomu na tom zachowuje się coraz bardziej nieznośnie. Mam dość Róży, która z gębą pełną wzniosłych frazesów spokojnie czeka na pomoc rodziny i przyjmuje ją jako coś zupełnie naturalnego, co należy się jej z racji wieku i urzędu oraz pełnienia funkcji młodej matki. Mam dość Gabrysi, która z fajnej postaci przekształciła się w bezwolne stworzenie całkowicie pozbawione jaj.
I tak dalej, i tak dalej.
Przecież tych postaci Musierowicz wykreowała setki, w tym dziesiątki pierwszoplanowych. Ja rozumiem, że czytelnicy przywiązali się do Borejków, ale na Jowisza, niech Autorka da nam od nich odetchnąć. Borejkowie zrobili się męczący, to już nie jest ta fajna rodzina z początków sagi. Dzieciaki biegają sobie po mieście puszczone samopas, nie ma wszechobecnych niegdyś rozmów, przy bliższym poznaniu okazuje się że ci sympatyczni Borejkowie to banda egoistów i egocentryków, którzy zgubili swą empatię nie wiedzieć gdzie i kiedy. Nie podoba mi się to.
Jest jeszcze jedna opcja- Musierowicz robi to z pełną premedytacją. Siedzi sobie przed komputerem, czyta co wypisują wierne fanki na różnych forach i stronach, uśmiecha się pod nosem i mówi: chcecie? to macie.
I włala, po kolei spełnia wszystkie zachcianki internautów. Ostateczne rozwiązanie kwestii Pyziaka? no problemo. Więcej seksu i uczucia? ależ proszę. Gabrysia= Matka Polka? a wała, jaka matka polka pojedzie robić zaprawy z porzeczek mając świadomość że tu córka dąży do szybkiego ślubu. Od czasu do czasu wymknie jej się wspaniała postać pokroju Łusi, ale potraktujmy to jako wypadek przy pracy.
Jeszcze jeden tom takiej Jeżycjady a czytelnicy zakrzykną chórem: kończ aśćka, wstydu oszczędź. Biorąc poprawkę na fakt, że Musierowicz planowała zakończyć cykl na „Kalamburce”, a kolejne tomy powstały li i jedynie na życzenie wiernych kibiców, można rzec, że tańczymy jak nam Autorka zagra. Cały czas, niezmiennie od 30 lat.
komentarz: by mienta 27.09.2006 09:15
Jeżycjada jest świetna i nawet w wieku niekoniecznie młodzieżowym można spokojnie przeczytać kilka starszych pozycji. Samej Czarnej Polewki jeszcze nie czytałam, bo czeka na mnie najpierw Żaba, ale pewnie mimo twojej niekorzystnej opinii i do niej zajrzę. Jak seria to seria :/ Jednak jeśli taki nieciekawy kierunek, czyli brak humoru, obierze sobie Musierowiczowa dalej to kiepsko wróżę. A szkoda.
komentarz: by gagatka 27.09.2006 09:32
Ja przeżuwam podobne rozczarowanie. To chyba trochę jak z championami sportu – trzeba odchodzić póki się jest na topie… Oprócz Musierowicz tak samo starzeje się Chmielewska – kiedyś każde jej książka była cymesem, z czasem każdą kolejną coraz trudniej przebrnąć…
komentarz: by Asia 27.09.2006 09:45
mienta problem w tym że w założeniu miało być śmiesznie. No i nie za bardzo wyszło… W wolnej chwili przeczytam „Czarną polewkę” po raz drugi, na spokojnie, może wtedy złagodzę nieco opinię
gagatka dokładnie. Chmielewska tak do „Krowy niebiańskiej” czytała się sama, „Krętka blada” leży u mnie na półce od paru tygodni, przeczytane pierwsze 60 stron i nijak nie czuję ciśnienia żeby wziąć i dokończyć. Ehh, zycie…