hej ho, do pracy by się szło
A konkretniej szło by się do nowej pracy. W starym miejscu pracuję prawie od trzech lat, doszłam zatem do wniosku, że czas się przewietrzyć, coby człowiek nie zardzewiał.
Oferty przegladałam nieśpiesznie, tym razem darowałam sobie chodzenie po firmach (widzieliście ostatnie doniesienia pracowej Gazety Wyborczej? większość pracowników szuka roboty mniej lub bardziej biernie, a więc wertując ogłoszenia oraz korzystając z pomocy Urzędu Pracy, natomiast wiekszość pracodawców zatrudnia osoby które przyszły bezpośrednio do ich firmy ze swoim CV), bo praca jest, całkiem fajna, ale jak by się trafiło coś nowego…
Ogłoszeń które mnie interesowały było kilka, niestety część firm nie dopuszczała możliwości pracy zdalnej, a wyżej podpisana – co już podkreslała nie raz- z Festung Breslau wyprowadzać się póki co nie zamierza.
Ale trafiło się też ogłoszenie wystosowane przez poważnego pracodawcę, firma ogólnopolska, tak zwany lider w branży (i tym razem nie była to czcza przechwałka). Ok, wysłałam CV, dołożyłam list motywacyjny, poszłam na rozmowę.
Na rozmowie usłyszałam, że na to stanowisko mam zbyt duże doświadczenie, ale miły pan z którym owo „interwju” miałam powiedział, że wkrótce przewidziana jest rekrutacja na wyższe stanowisko, na którym by mnie widział.
Taaaa, pomyślała sobie Asia w duchu, to taki uprzejmiejszy sposób spławiania delikwenta.
No i musiałam te niecne podejrzenia odszczekiwać, bowiem faktycznie pojawiło się ogłoszenie, z którego wynikało, że szukają specjalistycznego specjalisty z doświadczeniem.
Kolejna rozmowa, tym razem w towarzystwie pana wiceprezesa, mają oddzwonić do końca przyszłego tygodnia.
Oddzwaniają z tygodniowym opóźnieniem i okazuje się że w praktyce oferta nie wygląda tak różowo.
Po pierwsze, praca miała się zaczynać od stycznia, a tu ze stycznia zrobił się listopad. Bieżącego roku.
Po drugie, powiedziałam pewną kwotę, nie za małą, nie za dużą lecz w sam raz
Panowie trochę się skrzywili, teraz mi mówią, że mogę dostać 2/3 tego co chciałam. Taaaak. Jestem w stanie się zgodzić, że pieniądze szczęścia nie dają, ale stanowczo szczęściu pomagają, i o ile jako szczawik studencki byłam w stanie zgodzić się pracować za kwotę symboliczną (doświadczenie, nowe umiejętności i takie tam bla bla), o tyle teraz poniżej pewnej kwoty nie chcę schodzić.
Na propozycję założenia działalności gospodarczej kręcą mi nosem (choć podczas rozmowy jak najbardziej taka opcja wchodziła w grę), sugerują popularną opcję minimum na umowę plus reszta na zlecenie.
Słowem, pozostaję w starej pracy. Szef o moich niecnych knowaniach nic nie wie i niech tak już pozostanie. Natomiast niedoszłemu pracodawcy powodzenia życzę, acz mam wrażenie że na tych warunkach będzie im ciężko znaleźć kogoś. Ba, wrednie podejrzewam, że nie byłam pierwszą osobą, do której zadzwonili i która grzecznie im podziękowała.
Po raz kolejny też się potwierdza, że rozmowy kwalifikacyjne najlepiej prowadzić na luzie, bez presji pt. „MUSZĘ znaleźć nową pracę jak najszybciej”. Przy okazji trenuje się reakcje na różne dziwne pytania, gdzieś tam w głowę zapada że za biurkiem siedzi człowiek dokładnie taki jak ja i z każdą taką rozmową poziom stresu opada. Miło.
To ja wracam do halloween’owego piwa
komentarz: by gagatka 01.11.2006 10:42
Ja osobiście bardzo popieram taka gimnastykę bo nie ma to jak zasiedzenie. Prędzej czy później znajdziesz coś exxtra albo pójdziesz na swoje… Wychylam piwko
komentarz: by Asia 01.11.2006 13:57
Gagatko to pójście na swoje chodzi mi po głowie od dawna. A jeszcze zaprzyjaźniony księgowy zrobił mi zestawienie, z którego wynika, że przy 2k PLN kosztuję pracodawcę jakieś 3,5k PLN, to na takiej DG ja zarobię parę setek, firma zarobi parę setek i wszyscy, może poza darmozjadami z ZUSu, będa zadowoleni
komentarz: by mi:) 02.11.2006 10:32
bosz ilez to ja czasu na zadnej rozmowie kwalifikacyjnej nie bylam! w ogole w zyciu bylam chyba raptem na dwoch, bo praca zazwyczaj przychodzila do mnie sama. nie jestem pewna czy w ogole bym sobie poradzila. moze w ramach treningu umowie sie gdzies, tak tylko, zeby zaobaczyc:)
komentarz: by lubka 02.11.2006 12:26
Nienawidzę rozmów kwalifikacyjnych. Na początku wszystko wygląda pięknie, potem… Szkoda słów.
komentarz: by primavera 02.11.2006 13:38
Ja na swoją pracę generalnie narzekać nie mogę, no dobra, zarobki mogły by być lepsze, bo zarabiam raczej średnio ( w sensie starcza na opłaty, raty itp. ), ale odłozyć się z tego nie da. I też od czasu jakiegoś cichaczem rozglądam się za inną pracą, narazie trochę CV-ek rozesłałam, ale w planach mam osobiste wycieczki do kilku „ciekawych” firm. Zobaczymy. Dla mnie wersja: szukanie, gdy ma się akuratnie stanowisko, jest dość komfortowa, choćby dlatego, ze mozna stawiać konkretne wymagania.
komentarz: by Asia 02.11.2006 14:42
mi:) toteż ja w ramach treningu polazłam…
lubka szczerze mówiąc bardziej nie lubię pisania listów motywacyjnych. OK, czasami trzeba i to rozumiem, ale dopiero niedawno zauwazyłam powrót do normalności, czyli wymóg nadesłania samego CV.
A wcześniej pracodawcy życzyli sobie LM do każdego, najbardziej absurdalnego stanowiska. No i potem delikwent aplikujący na fuchę referenta w urzędzie skarbowym albo sprzedawcy pisał, że marzył o tym od piaskownicy
primavera o to to
Szukanie pracy jak ma się zabezpieczone plecy jest całkiem miłe. Wtedy rozmawia się jak równy z równym, a nie z pozycji mniej lub bardziej zestresowanego petenta
komentarz: by mi:) 02.11.2006 16:43
hm, czy ja mowilam, ze w ramach treningu pojde sobie na rozmowe kwalifikacyjna? otoz chwile po tym postanowieniu dostalam powazną propozycje pracy. jednak nic się nie zmienilo:)
komentarz: by Asia 02.11.2006 17:12
uuaaa, gratulacje, mi!
BTW do mnie też zadzwonili z opisywanej wyżej firmy, chcą jeszcze ponegocjować…
komentarz: by cvdoktor 06.11.2006 14:01
Co do listow i CV, to pozwole wtracic sobie swoje 3 grosze.:
Wlasciwie dolaczenie listu do CV jest przez duzo firm wymagane i ja to moge zrozumiec. Ale ciekawy jest fakt, ze wlasciwie nikt listow nie czyta tzn. w pierwszej kolejnosci CV i moze jak kogos zinteresuje, to w drugiej kolejnosci list. Podstawa do decyzji o losie naszej oferty jest CV.
W swietle powyzszego: list powinien byc krotki i przyjazny dla czytajacego, choc nie mozemy powtarzac dokladnie tresci z CV.