Wegetarianka w krainie wurstu…
Wróciłam właśnie z kolejnej uczonej podróży sponsorowanej przez dobrą ciocię Unię. Tym razem zrobiliśmy konferencyjny najazd na Ratyzbonę (Regensburg)…
Ogólnie rzecz biorąc jestem urzeczona – prawie dwa tysiące lat historii, wąziutkie brukowane uliczki, małe czyściutkie ryneczki, odnowione kolorowe kamienice i domy-wieże, zadbane podwórka… Wszędzie ład, porządek i zadowolenie z życia w swoim mieście!
To zresztą bardzo wdzięczny okres na odwiedziny w Bawarii – sklepy już jarzą się świątecznymi dekoracjami a handlarze rozkładają tradycyjne kiermasze gwiazdkowe. Przyznam, że aż mnie się pod sercem ciepło rozlało i rozrzewnienie jakieś ogarnęło. Bo u nas nie ma tego świętowania na ulicy, tej atmosfery wspólnego Bożego Narodzenia. Neonowa choinka na Galerii Centrum i lampki naćpane na każdym krzaczorze to jednak nie to…
Miejsce, gdzie debatowaliśmy przez trzy dzionki o odnowie miast historycznych, to stary magazyn soli przerobiony na centrum konferencyjne z kafejką i galerią. Restauracje, w których jedliśmy, to stare siedziby szlachty niemieckiej, byłe browary… Wszędzie klimat uwielbienia dla swojej historii i tradycji.
Ani jednego kiczowatego budynku w typie szkło i stal. Ani jednego chorego wymysłu architektonicznego z gatunku polskich supermarketów i pasaży handlowych-pożal-się-Boże… Ja im naprawdę wybaczam to okropne szwargolenie.
Co trudniej wybaczyć, to to żarcie. Kartoflanka z boczkiem. Knedel ze skwarkami. Mięcho na gorącej kapuście kiszonej. Talerz kiełbasy z… kapustą kiszoną. Kawał mięcha z brukselką. Rosół z kluskami wątróbkowymi. Pasta do chleba ze smalcem. Z łzami wzruszenia pochłaniałam mięciuchny sernik w gorącym sosie malinowym.
Niemiec siedzący obok mnie na jednej z kolacji zwierzył mi się, że jego bratanek też jest wegetarianinem, ale żyje tylko dzięki… odżywczym walorom piwa. Toteż wychyliłam kufelek
komentarz: by Asia 20.11.2006 01:00
Kartoflanka z boczkiem, knedel ze skwarkami- mmmm, Gagatko, pychota!
w razie czego możemy się zamienić;)
komentarz: by primavera 20.11.2006 09:09
Jam nie wegetarianka co prawda, ale niemieckie „smakołyki” nie bardzo mi podchodzą. Ilekroć tam jestem na śniadanie musli pałaszuję a później jakoś ratuję się owocami, ciachami i jogurtami
komentarz: by gagatka 20.11.2006 10:30
Asiu Żebym wiedziała to bym ci przywiozła cosik w słoiku, jak za RFNowskich czasów bywało…
primavera no właśnie muesli uratowało mi życie…
komentarz: by mi:) 20.11.2006 15:56
a ja chetnie spróbowałabym tych wszytskich niezdrowych, kalorycznych rzeczy. brzmi pysznie!
komentarz: by Asia 20.11.2006 23:18
Gagatko jak coś w słoiku i coś zza zachodniej naszej granicy to ja poproszę o Nutellę. Dużą