19 Grudnia 2006

Szopki i bydlęta

autor: gagatka, dział: Obrazki, godz. 12:16

Chyba się młodzież totalnie rozwałkoniła albo Halloween wygrał wyścig w kategorii domokrążenia małolatów, bo jak dotąd jeszcze mi żadne dzieciątka nie zaryczały „Przybieżeli” pod drzwiami…

No, albo to też jeden z efektów reglamentacji śniegu. Tak czy inaczej, zwykle o tej porze roku, co drugi dzień po całej klatce schodowej niosły się chorały i znam osobiście takich, co już drętwieli na głos każdego dzwonka u drzwi, na paluszkach zakradali się do wizjera, a potem konfidentnym szeptem oznajmiali, że nie otwieramy, bo to szopka.

Przy tej okazji zawsze przypomina mi się Jaś Fasola sadowiący się w fotelu naprzeciwko zmarzniętych kolędujących dzieci i pogryzający czekoladki w rytm noworocznego koncertu. Jak ja go wówczas nie lubiłam, mimo świąt…

Ale osobiście też nie tęsknię za kolędowaniem, bo ileż można robić tych przeciągów stojąc w drzwiach i modląc się, żeby następnej zwrotki już małolaty nie pamiętały. Poza tym na szopki można się natknąć wszędzie, czego doświadczyłam osobiście w niedzielne popołudnie na lotnisku w Rębiechowie.

Odbierałam przyjaciółkę powracającą z kochanego Paryża z zapasem foie gras na długie zimowe wieczory i razem z wesołą moją ekipą spędziliśmy 40 minut pod drzwiami, bo chyba się komuś bagażów nie chciało za bardzo rozpakowywać (albo się natknął na to foie gras…)

Tak czy inaczej, naoglądaliśmy się scen powitań w obfitości niezliczonej i w większości żywiołowych. Jak mniemam, ludzie do domu na święta z budów Irlandii i hiszpańskich plantacji wracali, bo widać stęsknione wszystko strasznie. Komitety powitalne w kwiatach i licznym składzie osobowym rzucały się na szyję, cmokały, płakały, wzdychały, całowały soczyście i po plecach klepały swojsko… Dobrze, że kolęd już oszczędzili.

Aż zdrętwiałam na myśl, że mnie kiedyś też coś takiego zassa w hali przylotowej. Z drugiej strony, pomyślałam praktycznie, dla szukających drugiej połówki to wspaniała okazja: odstrzelić się na bóstwo, kupić kwiaty, stanąć na lotnisku i czekać, aż wyjdzie jakiś dobry okaz, a potem go z zaskoku… powitać. Wzruszenie gwarantowane.

A propos zaś bydląt, to chciałam się podzielić spostrzeżeniem, że chyba mamy w końcu naszą narodową reklamówkę. Mówię o „łaciatym – łatwiej niż z krową”. Jest dowcip (ani zbyt wysublimowany, ani też sprośny), jest element wsiowy, jest wścibska sąsiadka, no i krowa jak się patrzy. Nie spodziewam się po mleku polskim podobieństwa do Coca-coli, zaś w porównaniu do koszmarkowatych reklam parówek i zupek w proszku, to naprawdę krok do przodu.

Co nie zmienia faktu, że najbardziej mnie obecnie ciągnie w TV (włączając wszelkie wiadomości i seriale) reklama whiskasa z małym szarym kotkiem…. Mikołaju??!!!

6 komentarzy »

  1. komentarz: by Motyl N 20.12.2006 09:34  

    A u mnie przez 26 lat zaden kolednik nie zawital, buuu :( Moze w Irlandii sie pojawia jacys??

  2. komentarz: by gagatka 20.12.2006 12:30  

    Motyl Ja ci powiem, że naprawdę nie ma czego żałować. Zawsze możesz poza tym zrobić własne kolędowanie :) I powodzenia w Irlandii!

  3. komentarz: by lubka 20.12.2006 14:27  

    Z kolędą przybywam :) Zdrowych, pogodnych świąt życzę. Ściskam

  4. komentarz: by gagatka 20.12.2006 18:47  

    Lubka A takich kolędników to bardzo lubimy i wyglądamy niczym pierwszej gwiazdki! Dziękować, dziękować :)

  5. komentarz: by mi:) 21.12.2006 15:42  

    do nas kolednikow tez jeszcze nie przywialo, chociaz ciezko stwierdzic. przeprowadzam sie tak czesto, ze moze oni za mna nie nadazaja:)

  6. komentarz: by gagatka 21.12.2006 19:25  

    mi:) No moja droga, za Tobą mało kto nadąża, więc już od kolędników cudów nie wymagaj :)

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>