26 Stycznia 2007

Muzyka klasyczna rulez

autor: Asia, dział: Obrazki, godz. 00:07

No cóż, mimo trzeciego krzyżyka na karku nadal zdarza mi się zaskoczyć samą siebie. Ostatnio w ramach zajęć studenckich siedzę i słucham muzyki klasycznej. I ona fajna jest. A umówmy się, takie wyznanie w ustach/klawiaturze/ osoby, która od -nastu lat nie słucha nic lżejszego od hard rocka to jest coś.

Zarzutu że to kolejny objaw starzenia się nie przyjmuję, bowiem nadal będę się upierać, że “To mega Therion” jest jednym z piękniejszych osiągnięć muzycznych lat dziewięćdziesiątych, a takiego kawałka jak “Welcome Home” to już nikt dziś nie zagra, że o wokaliście z charyzmą Ozzy’ego nawet nie wspomnę. Ale zaczynam doceniać “starożytnych”. Jako muzyczny analfabeta przyznaję, że daje się wyczuć niesamowitą wyobraźnię i rozmach w dziełach Mozarta czy Beethovena. No i klasyk z którego my wszyscy czyli Wagner.

Cóż więcej? “Starożytni”, w przeciwieństwie do niektórych mrroczniaków, uspokajają. Ponadto faktycznie, coś tą swoją muzyką opowiadają, odmalowują, mają w sobie potężny ładunek emocji. “Marsz żałobny” Chopina potrafi wpędzić w doła z taką prędkością o jakiej Elend nawet nie śmie marzyć. Nie powiem że zmieniam od dziś preferencje muzyczne, ale… no spodobało mi się. Lepiej późno niż wcale, jak powiedzieli w drugiej części “Ghostbusters” na widok Titanica ;) Choć tworzenie muzyki i zapis nutowy dalej jest dla mnie czarną magią pogrążoną w najczarniejszej z czarnych dziur. Pisanie książki, tworzenie filmu, malowanie obrazu, to wszystko jestem sobie w stanie wyobrazić. Komponowania muzyki nie. Nobody’s perfect.

A z innej zupełnie, zakupowej beczki- niechże w końcu zlitują się nad nami grzesznymi i rzucą jakieś sensowne cienie do oczu w intrygującej kolorystyce i w oszałamiającym wyborze. O wyborze jako takim można mówić w sumie tylko w przypadku Inglota. Ale coś mi ich kolekcje ostatnio nie podchodzą, stoję przed ichnimi gablotami kwadrans, oglądam te cienie ze wszystkich stron i nic. Nie pasują mi i tyle. Oczywiście ma to bezpośredni związek z faktem, że moje cienie się na mnie obraziły, czemu dały wyraz łamiąc się, popełniając zbiorowe samobójstwo przez wypadnięcie z kosmetyczki na (twardą) podłogę, względnie zupełnie niespodziewanie się kończąc. I tak zostałam na lodzie, z dwoma zestawami na krzyż, a to dla eLady stanowczo za mało.

Moja ulubiona IsaDora jest przez sprzedawców konsekwentnie lekceważona, owszem, jest w Douglasie, czasem trafi się w Sephorze i to wszystko. Galerię Centrum nam niestety remontują w związku z czym pozamykali ją na cztery spusty i dawaj przerabiać. Super, bo wrocławska “Renoma” (na moje laickie oko) delikatnie rzecz ujmując nie wykorzystywała maksymalnie swojej powierzchni, tyle że najbliższa obecnie Galeria Centrum jest, jeśli dobrze liczę, w Opolu. No, ale zmienił im się właściciel to może coś ruszy. Czego sobie i Wam życzę, a ja sobie w weekendzik ruszę na łowy jakieś.

Komentarze »

Do tego wpisu nie dodano żadnych komentarzy.

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu. Adres TrackBack.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>