agonia romantyzmu?
Czytam ostatni marcowy “Twój Styl”i normalnie czuję się jak analfabetka funkcjonalna, z tych 93% społeczeństwa, co nie rozumie “Wiadomości”…
“Dla kobiet z mojej generacji nie jest celem bycie z kimś. Bo jak się zakochać, kiedy nie wierzymy w szczęśliwą miłość, a mężczyźni nas nudzą?” Cytacik z artykułu pt. “niezakochane”, a konkretniej jeszcze z odkrywczej książki pewnej trzydziestolatki pt. “Unhooked generation”.
Jestem oszołomiona tekstem i zastanawiam się, czy ta pani i ja to jedna generacja? Czy to może skutek przepalenia zwojów od braku faceta (mówią na to też “syndrom niedorżnięcia”)? Czy jak ktoś wierzy w szczęśliwą miłość (po co w ogóle wstawać z łóżka jak się nie wierzy???) i go faceci nie nudzą (a jest kobietą) to jest przedawniony / z marginesu społecznego / na wymarciu?
Myślę, że to może fenomen zblazowanych ofiar zachodniej pop-kultury, ale dalej w artykule jest o Polkach, które “mają z kim iść na kolację, ale im się nie chce” i którym “wystarczy seks” bo “bliskość dostają od przyjaciół”.
Dają je nawet z imienia i nazwiska, tak publicznie i jawnie podpisują pod tekstami:
“Nie mów do mnie: kotku”
” W miłości przeżyłam już wszystko”
” Mężczyzna? Wolę obejrzeć Pożeganie z Afryką”
Prawie się zakrztusiłam. To jakiś nowy lans? Czy robią z kogoś durnia jak w tym programie niedzielnym TVP2, co ludziom bez dostępu do info próbują kity wciskać (ostatnio dowiedziałam się tam właśnie, że becikowe w naszym kraju idzie głównie na odtwarzacze CD).
Ponoć miłość jest zbyt ryzykowna i się jej boimy. Bioterroryzm ptasią grypą, Andrzej Lepper prezydentem, kierowca autobusu z 6 promilami - to ja rozumiem się bać…. ale miłość???
Jak byłam mała to czytałam “Anię z Zielonego Wzgórza” jakieś 167 razy i za każdym razem mi wychodziło, że miłość to najwspanialsza rzecz na świecie, a kobieta tak już ma, że marzy całe życie o tym jednym jedynym, który ją obroni, utuli, rozbawi i zelektryzuje. I nawet jeśli doszło do mnie w końcu, że to może być jedynych pięciu (dziesięciu), bo cudowne związki się rozpadają z powodu plam na słońcu i niezrozumienia, to finał i tak miał zawsze być taki sam: “żyli długo i szczęśliwie” albo “poszła do klasztoru”.
A oni teraz mi proszę wypisują, że moja generacja to jakby na pilocie Pirxie wychowana, że termin przydatności do spożycia romantyzmu minął, że kobiety zdurniały do reszty… Liberum veto ogłaszam, znaczy po moim trupie!
Komentarz: autor iurabos 22.02.2007 11:27
no tym razem jestem pierwszy
- i tak trzymać! Obie płcie biologicznie (hormonalnie) wręcz stworzone są do miłości i parcia do bycia kochanym (nieźle napisane - polska językowa nowa mowa). Ja tam należę do wymierającego chyba gatunku - znam tylko jednego faceta podobnego do siebie, ale i on ma wątpliwości co do głębokości miłości. Bez niej czym jesteśmy? Robotami do pieprzenia innych hmm płci, robiącymi pieniądze i srającymi - pardon maj frencz - mało to poskładane myśli, ale mam długi staż małżeński i pomimo tarć (i to konkretnych!) kochamy się bardziej niż kiedykolwiek… moja najdroższa ma dzis urodziny i myślę od rana co tu zorganizować - może kino, może restauracja może cos zupełnie innego? Związek oparty na czystym seksie jest może i fajny ale twierdzę, że jest to ucieczka od odpowiedzialności - za druga osobę i związek który się tworzy. W moim małżeństwi nie ma miejsca na kompromisy, możliwe są wyłącznie porozumienia
Komentarz: autor iurabos 22.02.2007 11:30
..cd
ręki prawdziwej znaczy..
a stworzenie porozumienia między tak różnymi ludźmi jak ja i moja żona to jest naprawdę ciężki kawałek chleba - toż się rozpisałem, ale znam kilka kobiet opisywanych przez Ciebie i mam wrażenie jakby były z lekka.. - może inaczej hmm, posiadały disabilities jeśli dobrze napisałem - to jak posiadać protezę ręki i się cieszyć bo się jej mniej używa
Komentarz: autor ciastek 22.02.2007 11:57
Przy takich publikacjach można zacząć powątpiewać, czy istnieje jeszcze Pani szukająca kogoś kto “obroni, utuli, rozbawi i zelektryzuje”. A jednak! Dobrze to usłyszeć.
Komentarz: autor FuFu 22.02.2007 13:45
Mam wrażenie, że takie bzdury to popisy niekochanych i niechcianych ludzi. Oni byli już tak długo sami (i nie bzykani), że gorycz przesłoniła im jasność myślenia (lub myślenie w ogóle).
), to jest dla mnie tylko zgorzkniałkiem… (o, jakie ładne słowo mi wyszło - zgorzkniałek
)
Jeśli ktoś jest singlem, bo tak wybrał, to ok. Ale jeśli deklaruje przy tym niewiarę w miłość, przywiązanie, potrzebę integracji z płacią przeciwną (bądź tą, która bardziej go pociąga
Komentarz: autor gagatka 22.02.2007 14:38
iurabos Pięknie i dosadnie
powiedziane - z całego romantycznego serca życzę Szanownej Małżonce i Tobie wiele, wiele iskrzenia!!!
ciastek istnieje, istnieje i mam nadzieję, że niejedna a to tylko jakieś wynaturzenie opisane!!!
FuFu W pełni się zgadzam i proponuję napić się kielicha za biednych zgorzkniałków (cudne :)) a potem iść się po ludzku poprzytulać!