Kupić czy wynająć?
Temat mieszkania własnego i wynajętego przewija się we wszystkich dyskusjach jak bumerang. Szczęśliwcy, którym udało się załapać jeszcze na normalne ceny (zależnie od miasta od 2 do 4k PLN za metr) spłacają kredyt mając przed oczami wizję gniazdka własnego na wieki wieków.
Mniej szczęśliwi, przynajmniej teoretycznie, są ci którzy nie zdążyli z kupnem mieszkania przed eksplozją cen. W tej chwili rzeczone ceny oszalały porządnie, acz pewnym optymizmem może napawać fakt, że primo- sądząc po ogłoszeniach z poniedziałkowej GazWyb wzrost cen jakby nieco przystopował, secundo- ludziska podchodzą do rzeczy z większym rozsądkiem i nie rzucają się z obłędem w oczach na wszystko co ma cztery ściany i dach.
Przykładowo, od kilku tygodni widzę ogłoszenie o sprzedaży mieszkania, pod 50 mkw w cenie jak na Wrocław dość umiarkowanej, bowiem w okolicach 250k PLN. Clou tej oferty to lokalizacja. Mieszkanko jest bowiem położone przy ulicy Nobla, jeśli mnie pamięć nie myli, a ulica Nobla do najatrakcyjniejszych się nie zalicza. Delikatnie rzecz ujmując. A mówiąc nieco brutalniej, jest to okolica w której do zamieszkania namawiałabym tylko najgorszego wroga- śmierdzi, szaro, brudno, głośno.
Ale o cenach i o uświnionych kamienicach wrocławskich było już nie raz, więc na naszym blogasku powtarzać się za bardzo nie będziemy i poruszymy temat inny.
Mianowicie, nie wiem jak u Was, ale nam rodzice żyć nie dają, przy każdej okazji poruszając temat mieszkania w wynajmowanym mieszkanku. A dlaczego w wynajmowanym, a kiedy kupicie coś własnego, a przecież to jest takie marnotrawienie pieniędzy bo zamiast we własne cztery kąty pompujecie kieszenie właścicielki.
No i co z tego, ja się pytam?
Oczywiście, jak każdy chciałabym mieszkać we własnych czterech kątach. Ale nie stać mnie w tej chwili na wzięcie kredytu i spłacanie go bez intensywnego zaciskania pasa przez kilkanaście (dziesiąt) lat. I nie jestem sama, bowiem wczoraj rozmawiałam z kumplem, którego zarobki też spokojnie przekraczają średnią krajową i którego też na kredyt nie stać. A skoro mnie na własne M3 nie stać, to pomieszkam sobie w wynajętym. Za luksus mieszkania w ogólnie rzecz ujmując w centrum miasta, z dala od rodziców i teściów (hehe), blisko pracy i blisko rynku jestem w stanie płacić te parę/parenaścieset złotych na miesiąc.
Taki pęd do własnego mieszkania zauważam tylko wśród polskich znajomych. Niemiecka część rodziny i przyjaciół nie wypruwa sobie flaków celem zakupu własnego M-ileś, tylko korzysta z życia wynajmując lokum gdzie im wygodniej. Nikt z tego powodu nie rozpacza, nikt nikomu wyrzutów nie robi, media zdaje się też nie podgrzewają za bardzo atmosfery. Zamiast oddawać przez 30 lat jedną pensję w charakterze raty za mieszkanie jeżdżą sobie na zagraniczne wycieczki i ogólnie żyją jakby nieco bardziej bezproblemowo.
Czego sobie i Wam życzę…
komentarz: by mi:) 15.03.2007 10:16
i zebym byla taka mądra jakis czas temu to nosem bym sie teraz nie podpierala i stanu pzredzwałowego nie miała. wszyscy gadaja, ze po co placic za cudze skoro mozna za wlasne. roznica ogromna! po pierwsze, pobawie sie na cenach warszawskich, bo te znam az za dobrze, mieszkajac w dwoch pokojach wynajetych nalezy liczyc sie z kosztem okolo -1200-1500 zl + media. I tyle. A teraz kredyt… Zazwyczaj kupuje sie wieksze mieszkanie, bo przy takich cenach lepiej pomyslec o czym docelowym, wiec zalozmy mieszkanie na rynku pierwotnym, koniec budowy za około 1 rok, 90-110m2 4 pokoje, metraz wyjatkowo w Warszawie modny, w stosunkowo dobrej lokalizacji 700 tys z kredytem na wykonczenie ok 100 tys razem 800tys na 30lat w CHF bo taniej. I teraz uwaga, zeby w ogole kredyt uruchomic trzeba zaplacic ubezpieczenie od braku srodkow wlasnych, jesli takocwych sie nie posiada, GOTWÓKĄ dla takiej kwoty około 6-7tys zł. W kredycie zawarte będą różne ubezpieczenia inne m.in do bezrobocia, około 50 tys zł. korzystając z doradzcy finansowego, który wynegocjuje z bankiem korzystniejsze warunki rata kredytu powinna uksztaltowac sie na poziomie 3600 zł. ALE! do czasu wpisu do hipoteki, ktory nastepuje po podpisaniu aktu notarialnego, a ten po bezusterkowym protokole zdawczo-odbiorczym mieszkania, co trwac troche moze, rata kredytu jest podwyzszona o kolejne ubezpieczenie od ryzyka banku przed zapezpieczeniem hipotecznym więc rata kredytu wynosic będzie około 4000 zł. Na wpis do hipoteki od złozenia wniosku czeka się 6 miesięcy. Bosko. Przy podpisaniu aktu trzeba zapłacić około 5,5 tys za akt notarialny oraz kilka tysiecy zł – dalsze ubezpieczenie kredytu już nawet nie pamietam od czego. Może od ugryzien mrowek, znaczenia nie ma, bo zapłacić trzeba. Odebrane mieszkanie trzeba ubezpieczyc przed ogniem, zalaniem i innymi katastrofami co na szczescie przy tych kwotach wydaje sie smiesznie tanie, oraz przynajmniej głowny kredtobiorca musi wykupic ubezpieczenie na zycie, ktore w razie jego smierci pokryje koszty kredytu co przy takiej kwocie jest bardzo kosztowne. Pozyczamy od banku 800 tys oddajemy po 30 latach okolo 1400tys a w miedzy czasie musimy poniesc od groma kosztów dodatkowych. I niech nikt mi więcej nie mowi, ze szkoda za czyjes, bo kwota przeznaczona na wyznajem nawet nie pokryje polowy raty kredytu, a co dopiero mowic o calosci kosztów. Kogoś zniechęciłam? Mam nadzieję, że mi kiedys podziekuje.
komentarz: by krzak 15.03.2007 11:56
Pomijając już fakt że żeby dostać te 800tyś w CHF to trzeba zarabiać jakieś…… 8-10 tyś netto miesięcznie. Ja też mam taki konkretny mętlik w głowie od tego wszystkiego, w dodatku te spekulacje cenami – bo wiadomo że te ceny są sztucznie podbijane. W tym wszystkim panuje zawsze jakieś niedopowiedzenie – Deweloper zawsze ma prawie wszystko sprzedane, a bank zawsze ma kończącą się promocję. Dodając do tego że cena u dewelopera jest zwyczajnie nieznana do momentu jak się nie wskaże konkretnego mieszkania (które raz jest wolne raz nie, a już na pewno nie ma o tym informacji w ofertach), to wybieranie staje się bardziej kłopotliwe. I pozostaje albo natychmiast podpisać cyrograf albo odejść z kwitkiem. To jest koooooszmar.
Również mam odczucie że wynajmowanie jest tańsze, ale z drugiej strony….. no chciałbym mieć to zwyczajnie z głowy – tak zwyczajnie z głowy i żyć już normalnie przez najbliższe 45 lat z kredytem buahahahahahha.
Generalnie również jestem załamany po kilku wizytach w bankach i po kilku kontaktach z deweloperami.
Bo o tym że żeby kupić mieszkanie na rynku wtórym to trzeba mieć albo bogatych rodziców, albo bardzo dużo zarabiać to też wiadomo? hehe.
Mam w związku z tym taką reflekcję. Gdzie ci wszyscy ludzie którzy teraz wchodzą w dorosłe życie, a nie stać ich na drogi nawet kredyt, gdzie ci ludzie będą mieszkać ? Czy to nie skończy się tak że niektóre miasta zaczną cierpieć na zwyczajny odpływ siły roboczej?
komentarz: by gagatka 15.03.2007 12:19
Jak ma się możliwość (zdolność kredytową
to kupować. Mam znajome które kupują, sprzedają, kupują i nie dośc że mieszkają coraz lepiej to jeszcze trochę na tym sobie dorobiły. I to w 3mieście gdzie ceny też wcale nie najniższe.
A gdzie będą mieszkać te biedne dusze? U rodziców pewnie… LPR się powinno cieszyć że się więzi rodzinne pogłębiają.
komentarz: by Asia 15.03.2007 12:37
tak, bo mam wrażenie że wszyscy wokół są przyzwyczajeni do tego, że cena raty kredytu jest porównywalna z ceną miesięcznego czynszu (haraczu dla właściciela, jak kto woli). Owszem, w większych miastach do niedawna tak było i tutaj pełna zgoda, że bardziej opłacało się brać kredyt. Ale w tej chwili rata to jest jak słusznie mi:) zauważyła jakieś 3,5-4 pln, podczas
gdy za wynajem zapłacimy połowę tego. Mieć co miesiąc 2 tyś żywej gotówki czy nie mieć to nadal robi mi dużą różnicę i podejrzewam że przez jakiś czas tak pozostanie.
Tylko się zastanawiam, czy i kiedy pójdą tak mocno w górę ceny wynajmu. Bo w tej chwili mieszkanie kupowane pod wynajem zaczyna na siebie zarabiać po jakiś 20 albo 30 latach. Z tego co pamiętam przed rewolucją cenową była to kwestia ok 10 lat.
Ale z trzeciej znów strony, wątpię, by ktoś zapłacił za przyjemność mieszkania w centrum dużego miasta więcej niż 20% cen obecnych.
Może być ciekawie…
komentarz: by Kiki 15.03.2007 13:07
Dlaczego nikt nie myśli o budowie swojego gniazdka?
komentarz: by krzak 15.03.2007 13:33
Każdy pewnie myśli, ale niewielu stać
komentarz: by Asia 15.03.2007 13:38
Gagatko no ba
kupić taniej, sprzedać drożej, toż na tym cały świat się opiera. Też na miejscu we Wro mam takich znajomych, niestety nam zabrakło w kluczowym momencie odpowiedniej zdolności kredytowej (WKU się zbliżało, parszywa instytucja), a potem to już były cyrki z brakiem odpowiedniego lokum.
Kiki z tym budowaniem to też nie tak hop. Ceny działek w okolicach Wro rosną jak na dobrze zamieszanych drożdżach, na materiały budowlane w takiej Łodzi trzeba się zapisywac z 4 miesięcznym wyprzedzeniem.
) a tu działek pod budowę domów nie uświadczysz
I do tego dochodzi jeszcze jeden drobiazg- akurat ja mam kaprys mieszkać w centrum Wrocławia
komentarz: by opi 15.03.2007 17:46
2-4K PLN? Raczej do 11K PLN dochodzą ceny mieszkań. Nie, teraz chcę tylko wynajmować. Jak się zdenerwuję, czy będę chciał zmienić otoczenie, to po prostu zmieniam lokal.
komentarz: by Asia 15.03.2007 18:00
Opi 2-4 k pln to było rok temu z hakiem i jest nadal w wyobrażeniach panów posłów od ustawy o dopłatach do kredytów mieszkaniowych
U nas ceny w okolicach 7k pln, ale jak dobrze poszukasz to i za 20.000 kupisz metr apartamentowca 
BTW- właśnie się do wynajęcia czegoś większego przymierzamy.
komentarz: by destined-for-love.blog.onet.pl 16.03.2007 18:24
a ja jestem za budową swojego domku. Wszystko sobie wtedy wybierasz, budujesz ścianki, jak ci wygodnie, kawałek ogródka też się znajdzie i pewnie na samym końcu wyjdzie taniej niż gdyby się kupiło mieszkanie. Wiadomo, że w centrum miasta się nie wybudujesz, że na dojazdy czasu trochę stracisz, ale każdy ma prawo wybrać to, co woli
tak czy siak życzę powodzenia, cokolwiek zdecydujecie
Pozdrawiam
komentarz: by FuFu 16.03.2007 19:17
Nie, no proszę was, nie załamujcie mnie. Ja ciągle żyję myślą o własnym M-ileśtam…
komentarz: by Asia 16.03.2007 22:03
destined-for-love taki właśnie mamy chitry plan- pomieszkać jeszcze kilka lat w centrum miasta, wykorzystać maksymalnie bliskość różnych kulturalnych i imprezowych instytucji, a potem wynieść się gdzieś pod miasto. Tym bardziej że charakter pracy Kochania i mojej absolutnie nie wymaga od nas siedzenia kamieniem u pracodawcy. Dzięki za życzenia
Fufu będzie dobrze, jak by co wpraszamy się na parapetówę
Pingback: by ..:: e-Lady.pl ::.. » Wynająć! 23.03.2007 03:06
[...] Na postawione kilka dni temu pytanie, czy mieszkanko lepiej obecnie kupić czy wynająć odpowiedź już znam. Stanowczo wynająć. [...]
komentarz: by Janek 19.04.2008 08:29
Super porównania, niemalże audytorskie wyliczenia. Gratuluję porównania kosztów najmu kawalerki do zakupu 110m2 mieszkania! Perełka!!!
Sam się zastanawiałem, nad tymi rachunkami i po przeczytaniu tego steku bzdur już wyrobiłem swoją opinię – lepiej kupić!