kpina nie tygrys…
Kocham koty. To znaczy niekoniecznie latam za podwórkowymi dachowcami z kubeczkami po jogurcie pełnymi resztek ani nie znosze do domu każdego małego piszczącego nieszczęścia…
Ale żywię olbrzymi rispekt dla kociej rodziny - uwielbiam grację kocich ruchów, ambiwalentne spojrzenie pt. “że niby co???”, połysk futra w słońcu, mruczenie, które znaczy rozkosz…
Miałam w życiu dwa koty. Czarnego wariata Maćka, co skakał po firanach rozpędziwszy się z końca mieszkania i przepadał za gotowanymi jajkami oraz nieco namolną Pigę, która zawsze gdzieś wpadała, skakała z balkonu do amantów i gryzła mnie po łydkach, gdy śpiewałam.
Same błogie wspomnienia i przyznam, że po każdym z kocurków coś mi w charakterze zostało… Jak to się człowiek przywiązuje!
Właśnie nawet zastanawiam się nad kolejnym, bo po emigracji brata mego do kraju Guinessa i rudych dziewuch, pusto się jakoś w domu zrobiło i nie ma się kim opiekować. Persa ani syjama nie biorę nawet pod uwagę, bo nie ma to jak poczciwy dachowiec, a fochów kocurzej arystokracji znosić nie będę ani kudłów z dywanu wyciągać też nie.
I tak sobie myśląc o tych kotkach trafiłam na temat nowego wynalazku made in USA, który zdjął mnie przerażeniem. Otóż niejaka stuknięta hodowczyni pod sześciedziątkę wymodziła genetycznego stworka pt. “Toyger” - że niby tygrys i zabawka. Śliczne to, nie zaprzeczam, ale pomysł zgoła koszmarny.
Namendlać w genach tych cudownych stworzeń, które od tysięcy lat podejrzewa się o skoligacenie z bóstwami, po to tylko, żeby sobie móc tygrysa pasiastego wytarmosić bez obawy, że ci rękę zeżre od razu??? Żeby sobie safari na kanapie urządzać???
Zrobili ich już ponoć jakieś 400 na całym świecie, a cena ma być bagatela 4tys. USD. Bo są śliczne, mądre, czułe i nawet wodę bardzo lubią. Szkoda jeszcze, że za kijami nie latają i trufli nie wyniuchują na zawołanie…
Komentarz: autor primavera 20.03.2007 10:17
Ja za kotami nie przepadam, delikatnie mówiąc, ale temu hamerykańskiemu wynalazkowi uroku odmówić nie mogę. No ma coś skubaniec takiego w oczach….
Komentarz: autor Kiki 20.03.2007 14:08
A ja jakoś do kotów nie moge sie przekonać, zakodowane mam w podświadomości, że to fałszywe stworzonka. Kocham za to bez pamięci Arusię - syberian haski- bursztynowa. Moze dlatego, że ona kotów zupełnie nie toleruje i tak oto się upodobniłyśmy do siebie. Na temat kotów mamy zgodne zdanie i jest nam z tym dobrze.
Komentarz: autor gagatka 20.03.2007 17:08
primavero ja myślę, że skubaniec ma wytrzeszcz jak sie w lustrze obejrzał
Kiki no ludziska się dzielą na wielbicieli kotów, psów i rybek - z trojga najmniej rozumiem tych przyssanych do akwarium, bo czy ten rybek chociaż słowo rozumie???
Komentarz: autor Asia 20.03.2007 17:22
Gagatko ja wielbicieli akwariów rozumiem od czasów Tres Amigos (taka śp. pizzeria w Toruniu). Jednym z elementów wyposażenia wnętrza było akwarium metr na półtora, a w akwarium pływała sobie rybka. Normalka. Teoretycznie. Bo skubana wpływała sobie zadkiem do różnych muszelek, miny robiła i w ogóle, w cyrku karierę by zrobiła. Przed akwarium zawsze było kilku fanów, a mnie i kumpeli nie raz pizza przez to bydlę skrzelaste przestygła, bo się zapatrzyłyśmy
Komentarz: autor BabaJaga 22.03.2007 07:45
Ja również uwielbiam koty. Wszystkie. Miałam ich 3: Kasię, Małego i… Maćka :)) Teraz jestem właścicielką fretki. Pozdrawiam!
Komentarz: autor gagatka 22.03.2007 12:46
BaboJago No właśnie też mnie intrygują te dziwne stworki: fretki, szynszyle… czy to w ogóle komunikatywne, do zaprzyjaźnienia?
Komentarz: autor BabaJaga 23.03.2007 18:40
Fretki sa bardzo przyjacielskie, bardzo towarzyskie, bardzo wesołe… Ja się w nich zakochałam - jak w kotach