Mamma mia!
Siedziałam wczoraj w samolocie, z prezentem dla mojej drogiej rodzicielki (duty free ale pełnym serca
) i przysłuchiwałam się rozmowie dwóch pijanych meneli z przodu…
Rozmowa była wielowątkowa, bardzo barwna i nasycona wyszukanymi wstawkami językowymi. Dowiedziałam się m.in o szałowej Wioli, która na pewno nigdy nie zdradza swego menela i o „zajebiście” mądrym potomku – pierwszym w klasie po jednej dziewczynie, i o czapkach z czerwonym guzikiem za dwa dolary… A potem przyszło piękne wybełkotane zwierzenie:
>> Wiesz Jasiek, dzwonię dziś do mojej matki spytać co jej kupić, a ona mi na to, że nic, żebym tylko cały i zdrowy wrócił. To jest k… matka!!!<<
I tak mnie ogarnęła cudowna nostalgia na temat absolutnie nieziemskiej uniwersalności macierzyństwa. Możesz być matką słodkiego sześciolatka, co wysmaruje kredkami laurkę i cmoknie cię obklejając karmelowym cukierkiem, możesz być nieopierzoną jeszcze mamusią miesięcznego tłumoczka, który budzi cię żwawo 6 razy w nocy, możesz być rodzicielką skromnego pijaczka bez matury albo dziesiątki umorusanych brudasów…
Ale zawsze, będąc matką, jesteś kim niezwykłym, najwspanialszym na świecie, pierwszym w sercu, wytęsknionym, ukochanym i nie do zastąpienia. Czy naprawdę może być stanowisko bardziej pożądane, ważniejsze i zaszczytniejsze dla kobiety???
Czy jakaś ścieżka awansów i szkolenia MBA, mogą dać większą satysfakcję niż codzienne uczenie się bycia cierpliwym, łagodnym, stanowczym i oddanym swojej pociesze?
Czy jakakolwiek podwyżka smakuje choć w jednej dziesiątej tak słodko jak ten wymiętoszony bukiecik konwalii na 26 maja?
Czy ktokolwiek wolałby mieć w nekrologu „wybitną panią kierownik” zamiast „ukochanej mamusi”????
I oczywiście nie wcale chodzi o to, żeby wybierać na zasadzie „albo-albo”. LPR-owska matka-polka albo nowoczesna bizneswoman. Gotujący kopciuszek albo ufryzowana elegantka ze świeżym manicure.
Patrząc na nasze babki i matki wiemy dobrze, że da się pracować, być wierną żoną, sąsiadką na ploty i tą jedną, jedyną w sercu dziecka. I można być zwariowaną mamą-artystką, za którą trzeba czasem gonić, albo wymagającą mamą-polonistką, co sama goni linijką do lekcji.
Chodzi jedynie o to, żeby nigdy nie stracić z oczu PRIORYTETU nr 1:
Bądźcie zawsze szczęśliwymi mamusiami!!!!!!