17 Czerwca 2007

wakacje od kuchni

autor: gagatka, dział: Obrazki, godz. 18:44

Niejedna pani domu z dreszczem emocji czeka na dwutygodniowy turnus wakacyjny ze śniadaniem, obiadkiem i kolacją pojawiającymi się samoistnie na jadalnianym stole i nie ciągnącym za sobą w konsekwencji całego zlewu garów, naczyń i zapaćkanych nońy do szorowania…

Ale okazuje się, że są na świecie ludzie, którym tak globalne ocieplenie zmieniło krzywizny w mózgu, że idealnym sposobem na wakacje staje się dla nich… kurs gotowania. Wstajesz rano, siekasz cebulę, obierasz ziemniaki, smażysz, pichcisz, próbujesz, przypiekasz sobie palec nad rusztem, nasiąkasz zapachami garkuchni, wycinasz różyczki z rzodkiewek, ugniatasz drożdżowe, ubijasz białka, robisz dwie tłuste plamy na spódnicy… A nad tobą stoi szefo, co mówi, że źle i za wolno, że miała być kostka nie słupki, że sypiesz sól jak pokarm dla rybek… I za to wszystko jeszcze płacisz ciężkie pieniądze…

Turystyka kulinarna kwitnie na świecie pełną gębą. I napisawszy wszystko powyższe zaczynam właśnie odkładać kasę na szkolenie z cocciny siciliany albo prowansalskiej sztuki bazyliowania. Bo jak mi ktoś powie, że poznasz kraj latając za pilotem-robotem klepiącym podpisy spod zdjęć z przewodnika po Kanarach, robiąc fotki z setką Chińczyków w tle i kupując idiotyczne pamiątki (popatrzcie sobie kiedyś co polskiego na lotniskach ludziom wciskają – w życiu bym sie przynała, że to rodzime)… to ja dziękuję za takie podróżowanie.

A tymczasem możesz dostać tour po stambulskim bazarze, nauczyć się dobierać jędrne bakłażany, poznać każdy zapach kuszącego bizancjum, odkryć sztukę siekania warzyw na barwne pilafy, dowiedzieć się czemu słynne tureckie „imam bayidli” się nazywa jak się nazywa (imam zemdlał) i dlaczego potomkowie Osmanów wcinają pistacje i szafran. I gdy tak posmakujesz esencji obcej kultury, gdy zrozumiesz, co się dzieje z obiegiem krwi po zażyciu muszli St. Jacques i jakież trzeba mieć poczucie humoru, żeby sie wurstem codzień rano raczyć, to wróciwszy do domu droga kurko domowa, odkryjesz ileż uroku zaklętego jest w kuchennych historiach.

Tak się tylko zastanawiam, kiedy polska gospodyni z Pcimia pójdzie po rozum do głowy, każe chłopu pokoje na strychu wyremonotować i będzie za grube dolary uczyć zmacodonaldyzowaną chołotę ze Zachodu jak kiszkę ziemniaczną piec i gołąbki w kapuchę zawijać…

3 komentarzy »

  1. komentarz: by mi:) 19.06.2007 11:58  

    myslę, że można doskonale wczuwać się w klimat i poznawac kulturę odwiedzając lokalne restauracje, smakując lokalnych gatunków wina i jedynie zwiedzając lokalne targowiska. urlop zawsze dla mnie był, jest i zdecydowanie ma pozowstać wolny od gotowania. trochę ciezko o spontan gdy musisz czekac az ciasto wyrosnie, czy dojda kartofle:)))

  2. komentarz: by gagatka 19.06.2007 17:55  

    No tu się nie zgodzę z koleżanką. A jakiż to spontan dolać pół butli martini do bigosu, że nie wspomnę o zabawach na kuchennych blatach…

  3. komentarz: by mi:) 20.06.2007 14:00  

    hm, z tego co wiem Pikacz kursów takowych nie prowadzi, a czy bylby szczesliwy gdybym jako kursanka na kuchennym stole sie zabawaiala to nie wiem:))))))) ale racja. martini do bigosu robi wrazenie:))))))))))

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>