18 Czerwca 2007

Cholerna służba zdrowia

autor: Asia, dział: Obrazki, godz. 23:24

W miniony weekend zaliczyliśmy kolejny romans z tak zwaną służbą tak zwanego zdrowia. Tym razem w roli głównej wystąpiła Szkodnik, której kolanko raczyło łaskawie w sobotnie popołudnie/wieczór trzykrotnie zwiększyć objętość.

No to co było robić, zapakowaliśmy małą do samochodu i ruszyliśmy w kurs po wrocławskich szpitalach. Na marginesie przypominam, że trwa właśnie u nas strajk łapiduchów.
Jeździliśmy sobie od Annasza (szpital dziecięcy na Kasprowicza) do Kajfasza (ostry dyżur chirurgii pediatrycznej w Klinikach na Curie- Skłodowskiej), Szkodnik na szczęście humoru nie tracił, nóżką żwawo sobie kiwał i tylko odczepić się od mamusi swej nie chciał.

Żeby już temat zamknąć, to powiem od razu iż winowajcami najprawdopodobniej okazały się meszki, albo inne krwiożercze sukinsyny, które dziecka nam pogryzły i na które rzeczone dziecko przypadkiem okazało się być uczulone.

Plusy, jeśli chodzi o służbę zdrowia są dwa: lekarze zasadniczo się przejmują, z marszu robią rentgena i usg kolana, podejście do dzieci mają ogólnie pozytywne i przyjacielskie, mimo iż są w trakcie strajku lub walki o miejsce pracy z lokalnym komornikiem. Plus drugi to fakt, że skończyły się parszywe czasy odwiedzin w ściśle określonych godzinach, zamykania drzwi na oddział na kłódkę i wywalania na kopach nadprogramowych gości oraz odrywania przemocą rodziców od łóżek dzieci na czas wypoczynku nocnego.

Teraz będzie o minusach.
Punkt pierwszy- łazienka i ubikacja. To że na oddziale jest ileś tam dzieci w wieku do 3 lat, które na upartego da się wysadzić na nocnik nie znaczy, że pozostałe osoby przebywające na oddziale mają korzystać z jednego kibla. Tylko teoria. Otóż osoby te mają do dyspozycji jeden kibelek, nie zamykany broń Boże na zamek czy haczyk, dzięki czemu konieczne wizyty wzbogacone są o dreszczyk emocji.
Punkt drugi, jak już kibli się czepiam. Na moje PRL i czasy walki o papier (toaletowy) przeminęły już z wiatrem historii. Normalnie łza się w oku zakręciła, jak leząc ze Szkodnikiem (która stanowczo odmówiła korzystania z nocnika) do łazienki przyuważyłam leżące w strategicznym miejscu pocięte gazety. Ehhh, młodości…
Chwilę później okazało się, że ten luksus obowiązywał li i jedynie na parterze, piętro trzecie było już skazane na własne zapasy i własną inwencję.

Punkt trzeci - prysznice. Do ciężkiej cholery, ja już nie mówię, że na ileś tam osób ma przypadać jedna wanna z jacuzzi i inszymi udogodnieniami (choć nie powiem, byłoby miło), ale ze dwa prysznice, po jednym dla pań i panów, wszyscy powitaliby z otwartymi ramionami. Szczególnie jeśli na dworze panują takie temperatury jak ostatnio. No więc, drogi kliencie, jak zrobi ci się za gorąco, względnie zapragniesz zadbać o poziom swej higieny to albo udaj się świńskim truchtem w kierunku domu swego, albo przypomnij sobie czasy obozów harcerskich, mycia się w umywalce i innych tego typu atrakcji. Wzbogaconych o wspomniany wyżej dreszczyk związany z brakiem gwarantowanego poziomu dyskrecji (po ludzku pisząc, rzeczona umywalka była w pomieszczeniu poprzedzającym kibelek, jakieś półtora metra od drzwi na korytarz, bez opcji zamykania wspomnianych drzwi na jakikolwiek haczyk czy zamek). A na korytarzu życie towarzyskie kwitło, bowiem hospitalizowana dziatwa miała tam włączony - rozregulowany niemożebnie- odbiornik telewizyjny.
Za brak sprawnego prysznica mają u mnie minusa jak stąd do Bydgoszczy.

Dalej, można już zostawać z dzieckiem na noc w szpitalu, pod warunkiem uiszczenia odpowiedniej opłaty i pod warunkiem bycia mamą dziecka. Tatusiowie nie mogą z dzieciakiem zostać na noc, koniec, kropka, finito. Mamusie mogą, płacą za tę przyjemność cale 5 PLN za dobę i mają do swej dyspozycji krzesełko lub kawałek podłogi. Tego, że zestresowane szpitalem dziecko może chcieć się poprzytulać do śpiącej na materacu mamy część personelu w ogóle nie bierze pod uwagę, przykazując surowo trzymać dzieci w łóżeczkach. Ciekawe, swoją drogą, jak poradziliby sobie ze Szkodnikiem po tygodniu hospitalizacji, bowiem małą energia roznosiła już wczoraj. A mamusia prześpi się na podłodze, potem potuli dzieciaka, bakterie pokrążą sobie swobodnie, wszyscy będą zadowoleni.
Opcji wykupienia osobnego pokoju, łóżka przy dziecku nie bierze personel w ogóle pod uwagę.

Personel szczebla niższego to ogólnie osobny poemat, acz miałam chwilę radochy, jak pani przekazująca dyżur kolejnej grupie pielęgniarek wkraczając do naszej jaskini zbójców tragicznym głosem rzekła “a zanim tu wejdziecie, to się przeżegnajcie….”. Mam nadzieję, że chodziło jej o nasze dość swobodne podejście do szpitalnych zwyczajów (wcześniej poinformowano nas mimochodem, że panuje u nas atmosfera pikniku), a nie o nasze smoliście czarne ubrania :D

Żarcia szpitalnego czepiać się nie będę, z tego co pamiętam bywało znacznie, ale to znacznie gorzej.

Podobnie jak nie będę czepiać się stanu technicznego budynku, bowiem mam świadomość braków w szpitalnych finansach. Aczkolwiek publiczne toalety w galeriach handlowych wyglądają o niebo lepiej niż łazienki szpitalne.

Koniec końców, zamierzamy poważnie przyjrzeć się ofercie Medicoveru.

Liczba komentarzy: 6 »

  1. Komentarz: autor mi:) 19.06.2007 12:15  

    podpisuje sie pod wszystkim wszystkimi mozliwymi konczynami poza zamkami w toaletach i szpitalnych lazienkach. Moja babcia dostala ktoregos z kolei zawalu bedac w szpitalnej lazience i choc nie udalo jej sie odreanimowac sadze, ze gdyby byl to pierwszy zawal i szanse na przezycie wieksze, zamek moglby jej te szanse zminiejszyc. moj ex malzonek, ktorego polprzytomnego dowiozlam do szpitala po zatruciu grzybami, dostal lmagiczne zastrzyki, po ktorych musial natychmiast do lazienki (w izbie przyjec jeszcze), w ktorej to z kolei odlecial bardzo bardzo daleko i tylko dzieki odblokowanym drzwiom udalo mi sie to w miare szybko ustalic, a jemu pomoc. bedac z wlasnym lbem w warszawskim szpitalu zaobserwowalam lamki z napisem “zajete”, ktore mozna zapalic wchodzac do lazienki. fakt faktem, ze zapach w owych lazienkach pozostawia bardzo wiele do zyczenia, a braku papieru komentowac mi sie nawet nie chce. tyle czy lamki sa wszedzie, a nasze spoleczenstwo gotowe jest je wpierw zauwazyc, potem respektowac, zapalac czy gasic to juz calkiem odrebna historia…

  2. Komentarz: autor Asia 19.06.2007 16:10  

    mi:) no ok, ostatecznie łazienki dla pacjentów mogą być bez zamków. Ostatecznie łazienki dla rodziców też mogą być bez haczyków. Ale na litość, niech one nie będą koedukacyjne… ;)

  3. Komentarz: autor gagatka 19.06.2007 17:53  

    no i dlatego własnie ja o porannej rosie śpiewam Alleluja, że nam bozia dała miód, czosnek, okłady lodowe, że pokrzywą mozna reumatyzm a chrzanem anginę…

  4. Komentarz: autor Asia 19.06.2007 19:21  

    wszystko prawda, Gagatko , ale jak maluch 2,5 roku nagle zaczyna płakać że noga boli i ta noga jest solidnie spuchnięta, to chrzanię chrzan i śmigam do lekarza ;)

  5. Komentarz: autor Katie 20.06.2007 12:27  

    kocham poslką służbę zdrowia ;)

  6. Komentarz: autor mi:) 20.06.2007 13:58  

    Gagatko, gartuluje dobrego zdrowia, ale nie wszystkim medycyna naturalna wystarcza i niestety nie na wszystko pomaga. Wyobraz sobie kogos z wylewem kogo reanimuje sie pokrzywa, kakao i miodem:))))pomimo ogromnego zamilowania do czosnku i chrzanu jestem pewna, ze gdyby nie zdazyl sie cud to by nie pomoglo. Takze pomimo darow matki natury jestesmy na sluzbe zdrowia w wielu przypadkach zwyczajnie skazani. A szkoda.

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu. Adres TrackBack.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>