28 Czerwca 2007

rewolucji pracowniczych ciąg dalszy

autor: Asia, dział: Kobiety w biznesie, Obrazki, godz. 22:52

Na froncie wrocławskim zmiany, zmiany, zmiany. Nie dość że sesja, to jeszcze zaczyna się robić kocioł w pracy. Moje Kochanie wzięło mianowicie tzw. sprawy w swoje ręce i z byłym szefem umowę o pracę rozwiązaliśmy w trybie natychmiastowym niemal. Porozumienie stron, oczywiście, ale pismo ma datę 27 czerwca, wypowiedzenie umowy jest z dniem 30 czerwca. Od lipca totalnie i nieodwołalnie na swoje.

I mam tutaj mieszane uczucia. Raz, że się do tego etatu Kochania przyzwyczaiłam. Oczywiście nie zrywamy kontaktów, dalej będziemy świadczyć firmie usługi różne, z tym że w związku z popieprzonym polskim prawem będzie trzeba cokolwiek kombinować z fakturami. No, ale to już nie to samo co ciepły etacik i kasa przybywająca na konto z błogosławioną regularnością.
Dwa – teraz najbliższe miesiące Kochania zależą od zbyt wielu czynników na które nie do końca mamy wpływ, a tego tygryski bardzo nie lubią. Więc w imię przyszłych sukcesów będzie trzeba nie raz i nie dwa razy ponaginać trochę uśmiech swój, co by nas różne nie do końca przyjemne persony dobrze przyjęły. Cóóóóż. Jak mus to mus.
Trzy – najprawdopodobniej moja działalność gospodarcza nie będzie już długo funkcjonowała. Z DG przechodzimy z Kochaniem w spółkę cywilną. I znów będzie biegania, załatwiania, odkręcania, rejestrowania… moc niech będzie z nami.

Ale są też plusy dodatnie całej sytuacji. Będzie można ustawiać sobie dzień pracy po swojemu, przynajmniej w przypadku Kochania. A więc żadne sztywne godziny punkt 8 ruszamy do pracy, punkt 16 zamykamy za sobą drzwi. Jak nam się chce to wstajemy do pracy o 10, a jak nam się nie chce to o 12 ;)

Ubędzie biurowych ploteczek, więc wydajność pracy powinna ostro pójść w górę. Po za tym wynajmujemy na spółkę pomieszczenie biurowe (Kochanie tam już było i mówi, że nazywanie tego biurem jest pewnym nadużyciem i on – facet! po polibudzie!- klienta by tam nie zaprosił), którego najpoważniejszą zaletą jest lokalizacja. Jakieś 400 metrów od wrocławskiego rynku głównego, ulica Ruska to brzmi dumnie, nie? ;)

Będzie można rozłożyć się z laptopami w Rynku i pracować sobie opalając przy okazji marmurowe ciała nasze. Będzie można jechać odwiedzić ekipę toruńską bądź warszawską bez wypisywania wniosków urlopowych. Szczytem marzeń jest, by zasuwać ostro powiedzmy półtora miecha, a potem robić sobie tydzień uczciwego urlopu (specyfika mojej pracy sprawia, że to dłuugo pozostanie w sferze marzeń).

No i najważniejsze – żeby w końcu mieć wolne chociaż dwa wieczory w tygodniu. Bo smutno byłoby zejść na zawał przed 30 urodzinami :D

I tym optymistycznym akcentem kończę i wracam do moich logicznych baranów.

4 komentarzy »

  1. komentarz: by gagatka 29.06.2007 08:13  

    Jako osoba, która nigdy nie splamiła się etatem i od dawien dawna dzień pracy ma elastyczny niczym dziewczyna-guma z Mongolii (laptop – rolki-laptop- lunch – plaża – laptop…) mogę tylko pogratulować decyzji! Wchodzicie to grona ludzi szczęśliwych-pracujących ;)

  2. komentarz: by faceless 29.06.2007 12:53  

    No to gratuluję. Wielu jest, którzy marzą o takiej pracy ale niewielu, którzy odważyliby się zrezygnować z etaciku… Trzymam kciuki!

  3. komentarz: by Motyl N 29.06.2007 13:53  

    Ech, my planujemy powrócic do Polski i załozyć własną firmę, biznes plan w trakcie powstawania. uczucia tez mam bardzo mieszane, z powodów wszystkich w/w przez ciebie chyba. Ale, poza jakąś tam niepwenością jutra (bo nowy biznes) i koniecznościa biegania po urzędach i naginania karku, takie rozwiązanie ma dużo plusów, jest w naszym przypadku chyba najbardziej logicznym posunięciem. Jak pracujesz dla siebie, chyba motywacja jest nieco inna. i jednak jestes swoim własnym panem. No i dowolnośc scenerii, tu trafiłaś w sedno :)

  4. komentarz: by Asia 30.06.2007 11:58  

    Dziękujemy bardzo ;)
    Wyszło nam, że etat co prawda zapewnia te regularne wpływy na konto, ale są one o wiele mniejsze niż wysokość kwot, na jakie opiewają wystawiane przez nas faktury. Ryzyk-fizyk… ;)

    Motylu- dokładnie, motywacja momentalnie człowiekowi idzie w górę jak ma świadomość, że jego zarobki będą zależały tylko i wyłącznie od tego, ile w poprzednim miesiącu przepracował. Koniec słodkiego nieróbstwa… :P

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>