Boski Leo
Nie wiem jak Wam, ale wyżej podpisanej powoli rzygać się chce od tych wszystkich- ponoć charakterystycznych dla polskiego narodu- celebracji i rozpamiętywań niegdysiejszych sukcesów.
To nic że polska muzyka leży i kwiczy, nie licząc się- poza kilkoma kapelami spod znaku ciężkiego grania- w świecie. Skąd, to nie jest żadnej problem, my mamy naszą Marylę Biesiadną, kobietę swoją drogą niezniszczalną, którą słuchać możemy niezależnie od wieku i miejsca zamieszkania. A jak nie Maryla, to zapuścimy sobie płytę Perfectu sprzed ćwierćwiecza, Niemena czy Republikę, i „przeżyj to sam” i powspominamy. Powspominamy, cholera jasna.
Bo nic innego nam nie pozostaje w momencie, w którym stacje radiowe lansują kolejne beztalencia, których jedyną zasługą jest posiadanie sławnego nazwiska (ergo: sławnego tatusia) względnie sypianie z odpowiednią osobą.
W sporcie jest dokładnie to samo. Zimą „leć Adam, leć”, latem świeżo odkryte uczucie do Formuły 1 wsparte sukcesami Kubicy, w przerwach sukcesy reprezentacji siatkarskich.
Jak rok długi natomiast trwa rozpamiętywanie sukcesów „Orłów Górskiego”, pamiętnego meczu na Wembley, Mundialów i olimpiad z przełomu lat 70-tych i 80-tych wieku dwudziestego. Było tak pięknie, nikt nam nie podskoczył, łezka w oku się kręci, a mnie się- że tak się powtórzę- rzygać na to wszystko chce.
Bo od celebrowanych sukcesów minęło pokolenie, a polska piłka jest przysłowiowe sto lat za Murzynami. Jak to jeden pan w znakomitej zresztą książce „Biodra Elvisa Presleya” wskazał, jeden piłkarz reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej wart jest więcej niż cała reprezentacja biało- czerwonych.
I dlatego z niekłamaną przyjemnością czytam wywiady z Leo Beenhakerem. Facet z zewnątrz, który wiadomymi sobie sposobami sprawił, że po raz pierwszy od lat bez szczególnego skrępowania oglądam popisy polskiej reprezentacji w kopaną. I facet, który mówi wprost: wciąż świętujecie sukcesy sprzed kilkudziesięciu lat, tymczasem świat poszedł do przodu. Wasze boiska nie nadaj,ą się do niczego, na nich nawet Maradona (ze swoich najlepszych czasów oczywiście) nie byłby w stanie właściwie podawać piłki. Wasza młodzież jest niezła, ale propozycje aby juniorów którzy dopiero zaczynają przygodę z piłką wystawiać przeciwko doświadczonym graczom z Portugalii są wzięte z kosmosu. To że nasza młodzież jest niezła nie znaczy że jest doskonała, zdaniem trenera mamy potężne braki, i zawodnik 20- letni nie ma pojęcia o rzeczach o których w klubach zachodnich wiedzą 12- latkowie.
I na litość Boską, weźcie się za te stadiony na Euro 2012, bo czas ucieka, a do kompromitacji tylko jeden krok.
Trochę głupio, że o takich oczywistościach musi nam mówić najemnik. Trochę więcej niż głupio, że nasi „działacze” „piłkarscy” taplają się w błotku samouwielbienia, przerwanym od czasu do czasu akcją policji, związaną z aresztowaniem za korupcję kolejnej szychy.
Ale wiecie co? mentalnie bliżej mi do Holendrów.
I trzymam kciuki za Boskiego Leo.
komentarz: by Lukem 19.08.2007 20:03
Podpisuję się pod powyższym czterema ręcamy, po prostu. Zobaczymy czy to nasze narodowe wybujałe ego wybuduje nam na czas kilkaset kilometrów autostrad i przynajmniej kilka stadionów…
komentarz: by primavera 20.08.2007 16:12
Najlepszy komentarz, jaki słyszałam, odnośnie polskich boisk i stadionów ( rozmowa dotyczyła młodego pokolenia naszych piłkarzy ) padł własnie z ust Leo B.: na taką murawę nie wyprowadziłbym nawet psa na spacer, żeby sobie łapy nie złamał! ( przytaczam, jak pamiętam ). Nic dodać, nic ująć
komentarz: by Asia 20.08.2007 19:14
Lukem: ufff. Bo słuchając panów komentatorów, których nazwisk wymieniać już nie będę zaczęłam wątpić. Miło, że więcej osób tak myśli
Primavera: o ile mnie pamięć nie myli to sławetne zdanie o boiskach dotyczyło boisk Armenii. Ale polskim do nich nie tak daleko
komentarz: by primavera 23.08.2007 13:07
Hmmm … a przysięgłabym, że to o nasze boiska był pytany
))