signum temporis
Wolna sobota to dzień, na który- szczególnie w wakacje- dzieci rodziców pracujących czekają z utęsknieniem, a rodzice czekają też, choć z diametralnie różnego powodu. Szkodnik na ten raz nie jest wyjątkiem od obowiązującej reguły i od kilku dni co rano dopytywała się, czy dziś przypadkiem nie mamy dnia wolnego, budząc w nieczułych sercach naszych lekkie wyrzuty sumienia.
Jeśli ktoś obstawiał, że rodzicom w ciężkiej tyrce pomagała myśl o wolnej sobocie spędzonej kołami do góry to zgadł. Jak ktoś obstawiał dalej że tę wizję udało się zrealizować, to przykro mi, jest flaszkę w tył.
Mianowicie Młode uznało słusznie, że tak piękny dzień grzech spędzać w domu, w związku z czym wpierw polazła ze mną na zakupy, a potem wyciągnęła go nas do wrocławskiego South Parku. Od razu powiem, że Park Południowy jest całkiem niezłą alternatywą dla Parku Szczytnickiego, mimo iż ten ostatni ma za sobą poważny argument w postaci słynnego Zoo (to od Gucwińskich i z “Kamerą wśród zwierząt”).
Park Południowy ma IMVHO najlepszy plac zabaw spośród wrocławskich przybytków tego typu, a uwierzcie mi, możemy robić za przewodników w tym temacie, względnie mimochodem wygrywać “Wielką Grę” poświęconą placom zabaw we Wro. Zarazem South Park pochwalić się może największym skupiskiem różnego rodzaju sprzętów zabawowych w przeliczeniu na metr kwadratowy placu zabaw. Wygląda to cudnie, szczególnie popołudniami, kiedy liczne drabinki, domki i zjeżdżalnie są wręcz oblepione dzieciakami w wieku rozmaitem.
Ale co spodobało mi się najwięcej, to zgodna ‘kołoegzystencja” (jak to mawiał Yarpen Z.) dzieci polskich i koreańskich. Bawią się wspólnie, z dogadywaniem się pewnie idzie im nieco gorzej, ale jakoś nikomu to nie przeszkadzało. Koreańskie mamusie siedzą sobie wspólnie na ławeczkach, plotkując unisono i od czasu do czasu strofując (tak to przynajmniej na słuch wyglądało) swe pociechy.
I tak nam się z Tatą Szkodnika przez moment zachciało mieć znów 10 lat. Bo sorry, ale ‘za naszych czasów’ place zabaw tego typu można sobie było pooglądać ewentualnie na sprowadzanych z RFN grubaśnych katalogach OTTO. I chętnie bym poganiała po różnych małpich huśtawkach, gdyby nie obawa iż szlag by te fajne zabaweczki momentalnie trafił. Druga rzecz nie do wyobrażenia ‘za naszych czasów’ to obecność w piaskownicy przedstawicieli innych nacji. Pamiętam, że do naszej podstawówki chodziła swego czasu pół-Arabka, co miało pewien związek z wyjazdem na kontrakt jej taty. Pół szkoły (czytaj: wszyscy faceci) za nią ganiało, co nas nie dziwiło, bo dziewczyna przystojna była. Teraz ‘obcość’ przestała być czymś szczególnym. Mały jest ten świat
Komentarz: autor Ruszewski Piotr 26.08.2007 17:45
jak sie ma dzieci to czas dlanich jest świety
Komentarz: autor Asia 26.08.2007 22:50
jak się robi w tzw. wolnym zawodzie to trzeba się czasem pogimnastykować. Żeby i pieniążki na konto wpłynęły, i dziecka zadowolone żeby były