Popraw się
Media donoszą, że zapotrzebowanie na retusz wzrosło w ostatnim kwartale o 550%. Randkowicze szukający połówek w sieci, podrywacze czający się w myspace, narcystyczni właściciele witryn pod własnym wezwaniem… wszyscy łapią za Photoshopa…
A zatem, w zgodzie z prehistorycznym prawem polowania na płeć przeciwną, uzbrajamy się w zewnętrzne atrybuty, aby przyciągnąć, oszołomić, rozkochać ofiarę w mleczno-brzoskwiniowym, idealnie gładkim licu eksponującym pełne błyszczące wargi i płonące zorzą polarną oczy.
Tyle że, zamiast stroszyć piórka w realu, zaczynamy ładować amunicję w swoje wirtualne JA. I nagle nie ma na świecie krzywych, przebarwionych zębów, nikt nie wie co to worki pod oczami, skórka pomarańczowa jest tylko dodatkiem do ciasta. Idealność świata pikseli.
OK. Biorąc pod uwagę nawet jak wspaniały – higieniczny, wygodny, łatwy do uruchomienia i ułatwiający udawanie orgazmu – jest seks wirtualny, który może być celem samym w sobie, bez narażania się wzajemnego na zawał serca w postaci randki bez Photoshopa, zostaje jeszcze kwestia miłości własnej.
Jak tu się rano uśmiechnąć do odbicia w lustrze, które wygląda jak nędzny jpeg początkującego grafika albo dzieło zwolennika trupizmu? Nie uśmiechać się. Albo nie zaglądać w lustro. Ani w witryny sklepowe, ani gładką taflę jeziora. Nie wychodzić z domu najlepiej. Niech się nasz Profil nie wstydzi tak marnego urządzenia zewnętrznego.

A może jest jednak ktoś, kto lubi czerwone oczy w obiektywie i świecący nos? I usta, które choć nie pełne, można do woli całować i pogryzać?
Pozostaję w nadziei niezretuszowana.
komentarz: by Vampiur 29.08.2007 07:42
Niestety tak jest… we wpisie nic dodać nic ująć
komentarz: by primavera 29.08.2007 10:07
Dążenie do doskonałości ( choć z tym określeniem to bym polemizowała ) poprzez retusze wszelkie dosięgnęło granic absurdu bądź jak kto woli, sięgnęło dna.