18 Września 2007

Ile tak właściwie zarabiają księża?

autor: Asia, dział: Obrazki, godz. 08:21

Zerkanie bliźnim do portfela, szczególnie tuż po wypłacie, wydaje się być jednym z naszych ulubionych sportów narodowych. Za nic nie przyjmujemy do wiadomości, że dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają, ze szczególnym upodobaniem porównując pensje oraz zakres obowiązków swoich oraz naszych (nie) znajomych.

Wyborcza swoim zwyczajem wkłada kolejny kij w nasze narodowe mrowisko, zamieszczając raport poświęcony zarobkom księży. Opinia obiegowa na temat przynajmniej niektórych duchownych brzmi: żyją sobie darmozjady z pieniędzy rzucanych ‘na tacę’ niczym pączki w maśle.

Czy rzeczywiście?

Po pierwsze, mitem jest stwierdzenie, że taca idzie do kieszeni księży. Po drugie, powiedzenie ‘obyś cudze dzieci uczył’ można wzmocnić, dodając jedno magiczne słowo ‘religii’. Książa mają – jak wynika z raportu Gazety- pensję taką jak każdy inny nauczyciel, czyli rozmowa zaczyna się od 850 zeta na rękę. Z tym że, w odróżnieniu od normalnych, szkolnych przedmiotów z religii ciężko udzielać korepetycji, czyż nie?

Używając fachowego języka Katolickiej Agencji Informacyjnej, podstawowym źródłem dochodu księży jest stypendium mszalne. Czyli jak pofatygujemy się do kościoła zamówić mszę na intencję duszy bliskiej nam zmarłej cioci czy babci, ewentualnie jak zamawiamy mszę św. w intencji na przykład rodziców (którym- powiedzmy – stuknęła okrągła rocznica ślubu) lub siostry czy kuzynki wkraczającej w dorosłe życie to ofiara jaką co łaska złożymy trafia do kieszeni konkretnego księdza. Ten dochód jest jeszcze bardziej niepewny niż zyski z działalności gospodarczej, bowiem ciężko parafian przemocą zaciągać do kancelarii i zmuszać do zaklepywania mszy na intencję.

Następnym źródłem poważniejszych dochodów są ofiary składane przez wiernych przy okazji sakramentów. W gronie znajomych którzy właśnie przymierzali się do ślubu względnie do chrzcin temat ‘a ile właściwie ksiądz od was za to zaśpiewał’ jest tematem niezmiennie aktualnym i pobudzającym do gorących dyskusji. Acz nie jestem odosobniona ze stwierdzeniem, że od nas ksiądz nic nie chciał ani za ślub, ani za chrzest (eh, ten wygląd zapuszczonego studenta czasem się przydaje ;) ).

Autorzy artykułu nie sprecyzowali niestety (albo ja nie doczytałam?), ale nie jestem pewna, jak w tej chwili wygląda kwestia utrzymywania się księży. Czy parafia zapewnia im dach nad głową, wikt i opierunek czy też muszą sobie na własną rękę wszystko załatwiać? Na pewno takie udogodnienia są przywilejami biskupów, którzy jednakże nie opływają we wszelkie doczesne dostatki, bowiem umówmy się – co to dla osoby postawionej wysoko jest te parę setek kieszonkowego?

Cyferkami rzucać nie będę, zajrzyjcie sobie na strony Gazety Wybiórczej ;)

8 komentarzy »

  1. komentarz: by aprii 18.09.2007 08:50  

    i dobrze, że ktoś w końcu wziął się za rozwianie tego mitu, ale żeby GW, podziwiam:)

  2. komentarz: by Asia 18.09.2007 21:31  

    GW wzięła temat na warsztat z uwagi na jego chwytliwość. Ale być może krzywdzę tym podejrzeniem Agorę ;)

  3. komentarz: by olasz 18.09.2007 23:10  

    Genaralnie o ksiezach nie mam dobrego zdania. Jakos tak zawsze wychodzilo, ze nawet Ci kotrych uwazalam za takich z „powolaniem” okazywali sie po czasie jakims swiniami z tego czy innego powodu, ale… znalam tez takiego, ktory byl inny. Pomagal ludziom z parafii jak mogl, narazal sie przelozonym organizujac roznosci dla parafian, staral sie facet i nie dalabym zlego slowa o nim powiedziec, do czasu. Wyemigrowalam, zaprosilam w dalekie kraje, przyjechal, juz nie jako szeregowy, ale proboszcz jakiej sredniej wielkosci wiejskiej parafii. Nagle okazalo sie, ze bilety lotnicze, drogie, zasponsorowali parafianie. Dowiezli i przywiezli na lotnisko, odlegle. Mercem. Dali gotowke na solidne „gorskie” ciuchy, aparat fotograficzny (do tego klisze, wywolywanie, odbitki juz po powrocie), kieszonkowe (ktorego ja bym nie odlozyla pracujac za nienajgorsze pieniadze w jednym z najdrozszych krajow swiata). Hmmmm. Maniery troche mu zburaczaly, moze ze wstydu. Oczekiwal ciaglego sponsorowania wycieczek i uciech, zaprowiantowania. Przy jakiejsc zakrapianej imprezie zaytalam, jak to sie stalo, ze zaczal brac pieniadze od wiernych, przeciez to biedna okolica. „Zeby im nawyk dawania podtrzymac, zeby nie przestali dawac jak sie wzbogaca”. Wszystko mi opadlo, nie z racji wieku… Nie mam juz zludzen, choc sie uciesze, jak ktos mi udowodni, ze nie mam racji i ze sa tacy z „powolaniem” i misja.

  4. komentarz: by Asia 18.09.2007 23:54  

    Olasz, bo nie wiem jak u Ciebie, ale jakiś czas temu zauważyłam, szczególnie w mojej rodzinnej miejscowości (60-70 tys. mieszkańców), że zmieniła się mentalność, a ksiądz stał się takim samym zawodem jak piekarz czy drukarz ;) Na szczęście pozostało sporo zapaleńców, szczególnie tyczy się to księży pracujących z młodzieżą. Tylko że prędzej czy później taki ksiądz dostaje reprymendę z ‘góry’ albo za zbyt swobodne podejście do śpiewów liturgicznych (kto to widział wpuszczać do świątyni rockowe szataństwo), albo za zbyt zażyłe stosunki z rzeczoną młodzieżą. IMHO to drugie jest zwykle dmuchaniem na zimne, ale nie wnikam ;)
    Natomiast znajomi księża, szczególnie w wieku powyżej 50 mieli niemal wszyscy rewelacyjne biblioteki.
    Przyzwyczajanie wiernych do wrzucania na tacę zaskakuje wyrachowaniem. Ale może faktycznie czas przestać traktować duchownych jak istoty z innego świata?

  5. komentarz: by niki 19.09.2007 15:59  

    Jestem tego samego zdania żeby zacząć traktować księży jak normalnych ludzi. Ja tak robię, ale niestety starsze pokolenie ma wpojone, że ksiądz to istota wyjątkowa…. Mieszkam na wsi w dosyć małej parafi, mamy już drugiego proboszcza: pierwszy zbierał na remont schodów, których nigdy nie skończył ale zato na emeryturze postawił sobie niezłą chatkę w górach, a drugi (obecny) jest trochę lepszy bo dużo rzeczy zmieniło sie w kościele. Wyremontował cały kościół, obejścia wokół niego, zrobił piękny ogród… ale problem tkwi w tym, że ma ciągle mało… Stworzył listy w jakie dni parafianie mają przychodzić do kościoła (kolejno ulicami), wydzwania, przyjeżdża do domu i zwołuje ludzi do pracy, Zakończy jedną rzecz i zaraz chce robić inną a najgorsze jest to że każde kazanie kończy się na temat pieniędzy, że ludzie muszą dawać i dawać i tak bez końca. Podoba mi się że coś się w parafi zmienia, ale nasz ksiądz nawołuje schorowanych ludzi do pracy a sam nie ruszy palcem tylko chodzi i dyryguje. Może gdyby sam się wziął do roboty ludzie patrzyli by na to z innej strony…. pozdrawiam

  6. komentarz: by Asia 19.09.2007 21:21  

    niki, ja właśnie widzę duży opór wśród młodszych na takie bezceremonialne wskazywanie, niemal po nazwisku, kto ma przyjść pozamiatać kościół, a kto pomóc przy cieknącym dachu. Z tym że na przykład dla mojego Taty jest to całkiem naturalna kolej rzeczy, parafia naszym wspólnym dobrem i wspólnie przy niej pracujemy. No to mam problem, bo nijak nie czuję się związana emocjonalnie ze swoją parafią (jakoś zawsze wybieram sobie kościoły daleko od miejsca zamieszkania ;) ) i takie podejście zbyt przypomina mi relacje dziedzic – chłop pańszczyźniany.
    No i druga rzecz, która mnie rozwala, to rywalizacja między proboszczami. Który ma mocniejsze organy na ten przykład. A że sprzęt nie jest wykorzystywany w pełni, bowiem gabaryty kościółka na to nie pozwalają to insza inszość.

  7. komentarz: by Michal 30.09.2007 00:45  

    witam panie bylem na stronie o tunningu a sie znalazlem tu i tak sobie czytam i czytam i jesli moge to dodam troszke od siebi jestem mlodym czlowiekiem(20lat) i co do religi to zrazilem sie jak zobaczylem ze ksiadz sie buja alfa za 100tysiakow albo siostra z ksidzem przychodzi do firmy w kturej pracuje i kupuje dwie nowe sztuki laguny za 50 tysiakow i zeniby oni mala zarazbiaj sory isc dac na „tace” to dobrze nawolywac ale jak ja mam problem bo mi silnik w moim straym autku kleknol to juz kasiadz dodam ze chodzi tu akurat o konkret ksiedza”fan motoryzacji” juz nie wspomoze parafiana i po kiego grzyba dawac na tace zeby on sie bujal alfa albo laguna na tyle klockow to sory zdeczka poryty pomysl wole zbierac to co mial bym dac na tace i kiedys sie uzbiera…

  8. komentarz: by Galwanizernia 05.04.2008 19:16  

    Mój kolega ( grabarz ) przejmuje co niedziela kilkadziesiąt złotych z tacy……. ehh

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>