18 Września 2007

Och Zyta!

autor: gagatka, dział: Kobiety w biznesie, godz. 10:23

Sierpniowy manager magazin widnieje dumnie ranking najbardziej wpływowych kobiet Polski. Za równającą z ziemią rywalki lokomotywą Henryki Bochniarz na drugiej pozycji cwałuje Zyta Gilowska.

Z wrodzonego taktu i niezaprzeczalnej perspektywy zbliżającego się festynu urn, kiedy to znowu prochy nasze złożymy w ręce jakimś grabarzom kolejnej RP, odetnę się od tematu polityki. Przynależność do żadnej partii obecnie nie przystoi, a nie będziemy damie czynów haniebnych zarzucać.

Ale nawet jeśli wziąć pod uwagę punkt widzenia baby z pierwszego szeregu sianokosów ugrupowań chłopskich Zyta jest fenomenem feminizmu. Profesorka, z manierami jak majster na budowie, ekonomista, polska Margaret Thatcher, tylko bez odpowiedniego stołka.

Cóż, nie da się ukryć, że my kobiety jakoś zawsze oscylujemy wokół tej słynnej płciowej słabości. Jak mówimy to tonem księżniczki albo skruszonej pokojówki, jak podejmujemy decyzję to zmieniamy ją trzykrotnie, jak się nas poprosi lub wmanewruje to ulegamy. Ogólnie ulegamy często i chętnie ;)

A Zyta jest jak przecinak. Mówi kwieciście, ale tnie jak palnik acetylenowy. Nie przepuści żywemu, zwłaszcza chłopu na mównicy, walnie pięścią w stół, uprze się na amen. Ale jest kobieca. Mówili o niej „seksbomba prawicy” choć dodawali „czołgistka”. Umie się ubrać, uczesać, umalować… talenty niekoniecznie powszechne wśród kobiet w pierwszych szeregach.

Chciała być detektywem, archeologiem, architektem ( do tego miejsca się identyfikuję), skończyła na ekonometrii (teraz wiadomo czemu nie będę wicepremierem). Nieobce jej zamieszki marcowe, nieobca walka matki-polki:


Pisałam doktorat na kuchennym stole, potem – na tym samym stole – habilitację; stresowało mnie, że mogłabym lepiej i szybciej osiągać stopnie naukowe; i bardzo starałam się być dobrą gospodynią domową. Gotowałam, sprzątałam, chowałam dziecko, wystawałam w kolejkach, taszczyłam siatki. Niby nic w nich nie było, a ręce urywały. Mleko w butelce ze szkła – 2 kg, śmietana w butelce – 1 kg, chleb, kartofle, jakieś warzywa i zbierało się za każdym razem po 10 kg. Ale nie narzekam. Trudno, tak mi widocznie przyszło żyć. Zresztą w życiu chyba nie chodzi o żadne zawodowe sukcesy.

No dobra, przyznam szczerze, że ja jej tej przesiadki w kacze bajoro darować nie mogę. Ale jak uciąć klapę od marynarki, to babka jest z klasą. Może szkoda tylko, że zamiast drzeć koty z wybrańcami narodu nie działa w czymś poważniejszym niż ten cyrk. Ruszyła by z jakimś biznesem PKB-twórczym albo z moim ubóstwianym PKPem zrobiła porządek.

No ale wyróżnienie od „e-lady” się ewidentnie należy. Kategoria: żelazne gorsety.

1 komentarz »

  1. komentarz: by Asia 18.09.2007 23:56  

    Gagatko, przesiadka w kacze bajoro to jedno, ale mnie szlag trafia że pani Gilowska z ideowej przedstawicielki liberalizmu stała się (zaciekłą) socjalistką. I w głowę zachodzę, skąd ta zmiana.

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>