12 Listopada 2007

Hotele, co hańbią Brukselę…

autor: gagatka, dział: Podróże niekoniecznie duże, godz. 10:04

Wasza światowa korespondentka sponsorowaną przez Unię E. wróciła właśnie z Brukseli – miasta czekolady, piwa, rozgwieżdżonych niebieskich flag i setek tysięcy sztywnych garniturów. Sprawa będzie o hotelach i ich fortelach…

Jako osoba o niezwykłej przenikliwości umysłu zarezerwowałam trzy pokoje dla mojej delegacji ponad 2 tygodnie przed wyjazdem. Potwierdzili, że trzeba zapłacić majątek, ale możemy przyjeżdżać i czujność moja została uśpiona. Na 4 dni przed łapaniem żelaznego ptaka dostaję maila, że „okoliczności” nie pozwalają na realizację zaklepanego potwierdzonego zamówienia, ale przenoszą nas do innego hotelu i dziękują za zrozumienie.

Przez dwa dni próbuję gorączkowo dociec dlaczego mam mieszkać 15 min. dalej od centrum i czy ktoś może mi potwierdzić tą deportację na piśmie. Oba hotele (zbywający i przyjmujący balast) milczą. Dzwonię, apeluję, proszę… przysyłają mi jakieś numerki. Lecimy ze świadomością, że ławki parkowe pod Parlamentem muszą być cholernie zimne w listopadowe noce.

Na miejscu w recepcji jest dziumdzia, która owszem ma rezerwację na moje nazwisko, ale jest kompletnie ociemniała jeśli chodzi o płatności, stawki, drukowanie faktur. W ciągu czterdziestu minut dokonujemy większych operacji finansowych niż kantor w Ustrzykach Dolnych.

No ale hotel jest pierwszorzędnie designerski. Urządzony przez studnetów sztuki, z polotem, fantazją i wyraźnym wpływem „Gwiezdnych wojen”. Nad każdym łóżkiem jest inny wytwór młodocianej kreatywności…

Hotel Bloom

Wchodzę z moim lubym, też euroturystą, tyle że z bratniego kraju knedliczków, do pokoju gotowa na doznanie artystyczne, a tu… na ścianie wielkie drzewo a na nim… nienarodzone dziecko w łonie matki. Zamieramy w progu, łapię nerwowo za plasterek na tyłku i żałuję, że nie nakleiłam trzech na zapas.

Wieczorem idziemy do innego hotelu, w którym mieszka czeska reprezentacja, aby dokonać fikcyjnej rejestracji mojego towarzysza. (Niewtajemniczonym wyjaśniam, że nad każdym projektem siedzi straszny audytor, za strasznym biurkiem i strasznie się przyczepia do faktur, biletów i rachunków za taksówki. ) Na miejscu niekumaty Arab w recepcji mówi nam, że zamiast 5 pokoi zarezerwowali im trzy więc, jeden pepiczek już dostał mała kanciapkę za 40 EUR, a mój luby może przespać się z którymś z kolegów… Na szczęście dla nich luby nie zwykł sypiać z kolegami.

Ja myślałam, że to tylko kolejarze w Polsce i celnicy na Ukrainie robią sobie taakie cyrki.

3 komentarzy »

  1. komentarz: by krzak 12.11.2007 10:51  

    Przypomniało mi się jak będąc o 23:17 w Rzymie, w czasie gdy metro było tam w remoncie i generalnie nikt nic nie wiedział jak się tymi zapchanymi autobusami przemieszczać, no więc w tej atmosferze dzwonie do hotelu że zaraz będę, a oni mi mówią że nie zrealizowali mojej rezerwacji bo mieli jakieś problemy. Tylko nikt mnie o tym nie poinformował. Oczywiście powiedziałem że zaraz tam będę i będę nieziemsko zły. W efekcie, pierwszą noc spędziliśmy w pokoju jednoosobowym na zajebiście wąskim łóżku. Też myślałem że to tylko u nas takie numery. A hotel tez nie był z tych studenckich.

  2. komentarz: by gagatka 12.11.2007 14:33  

    krzaku Ach, hotele a la italiano to osobna bajka ;) Do dziś nie zapomnę czterogwiazdkowego cuda w centrum Mediolanu gdzie nie było klamek w oknach a klimatyzacja działała w skali 21 – 25 stopni. Pięć lodowatych pryszniców każdej nocy żeby rano trzęsącymi sie rękami wychylić espresso…

  3. komentarz: by Rew 12.11.2007 15:29  

    Wniosek: lepiej zamawiać hotele tuż przed wyjazdem ;)
    Nie wiem na co narzekasz, przecież miałaś „wrażenia artystyczne” :]

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>