Nici z podniebnych rozkoszy
Kto lata, ten wie, że w samolocie nie palimy, nie dzwonimy i nie przewozimy bomb. Dla bezpieczeństwa swojego i współpasażerów, nawet jeśli połowa z nich to członkowie Al-Kaidy. Tak się jakoś przyjęło – solidarność potencjalnych rozbitków. I byłoby miło i przyjemnie, gdyby ktoś nie wymyślił Airbusa 380…
Maszyna potężna, w stajni singapurskiej zatrudniona, prezentuje szeroki zakres udogodnień o jakich się oblatywaczom Antków nie śniło. Szampan Château Cos d’Estournel 1982 lejący się strumieniami, plazmowe telewizory, 150 programów… a na dodatek, podwójne łóżka w odosobnionych kabinach.
I teraz znajdźcie mi tego idiotę co te łóżka zaprojektował z myślą, że ludzie będą na nich grać w scrabble. Niejaki Tony, 76-letni dziarski staruszek z Australii kupił horrendalnie drogi bilet i zamknął się ze swoją oblubienicą w przytulnej kabinie po spożyciu romantycznych bąbelków. Po jednym buziaczku został brutalnie uświadomiony, że seks na pokładzie samolotu jest surowo wzbroniony.
Rzecznik linii tłumaczy, że są dopuszczalne i niedopuszczalne zachowania na pokładzie i dotyczy to wszystkich miejsc w samolocie. To trochę jakby ktoś próbował powiedzieć, że skoro nie wypada się kochać w hotelowym lobby, to w pokojach też trzeb wziąć na wstrzymanie. Swoją drogą, to po ogłoszeniu tego durnego zakazu, idę o zakład, że liczba chętnych do podniebnych orgazmów tylko wzrośnie. A może o to chodziło?
Najlepszą pointą całego zamieszania jest komentarz jaki niejaki Bob z Chicago zamieścił pod artykułem on-line w Times’a :
To brzmi jak koszmar jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Tyle czasu w odosobnionej kabinie z mnóstwem miejsca. Raj dla bombera. Czy ktoś dostrzegł ten problem?
No seks może też być bardzo niebezpieczny