Za szeroko zamkniętymi drzwiami
O twórczości Izabeli Sowy zdanie mam jak najlepsze. Wspaniała owocowa trylogia, z mocnymi bohaterkami i wyraziście zarysowanymi bohaterami czytała się właściwie sama. Mimo iż momentami tematyka robiła się mocno poważna.
Niepozorna książeczka jaką dorwałam w Empiku w zeszłym tygodniu jest już inna. „Świat szeroko zamknięty” niesie ze sobą potężny ładunek beznadziei, szarości i smutku. Chciałoby się rzec- bardzo jesienna ta książka.
Może dlatego że po bohaterkach nasto- i dziestoletnich trafiła się nam emerytka? a życie starszej pani to nie jest bajka. Emeryt z założenia ma dużo czasu, więc można go spławić w przychodni. Emeryt kupuje okulary od Ruskich na targu. Spotyka się raz w tygodniu z przyjaciółkami, doprowadza swoje mieszkanie do stanu idealnego porządku, a przede wszystkim jest jednym wielkim szufladkowaniem.
Tylko że to szufladkowanie i układanie sobie harmonogramu dnia, tygodnia i miesiąca stanowi jednocześnie rozpaczliwą walkę z otaczającą rzeczywistością. Ma się wrażenie, że głębokie wewnętrzne przekonanie bohaterki, iż jedno odstępstwo od codziennego rytuału zakończy się katastrofą jest szczerze prawdziwe. Że tylko mechaniczne wykonywanie określonych czynności tylko i wyłącznie w takim porządku pozwala Emilii zachować względną równowagę.
Nie zrozumcie mnie źle. Ci bohaterowie odnajdują się w „naszym” świecie. Emerytki mailują, udzielają się na czatach, sprawdzają na internetowej stronie ile jeszcze lat życia im pozostało i oczywiście śledzą losy bohaterów seriali, ale jednocześnie czuć w tym wszystkim wielki smutek.
Są wydarzenia, których lepiej nie nazywać po imieniu. Są bohaterowie, którzy mają swoją wielką tajemnicę. Wydarzenia pozornie błahe okazują się mieć kluczowe znaczenie dla bohaterek. Bohaterek i bohaterów doskonale nam znanych, jak chociażby pewien sympatyczny lekarz pogotowia czy niepospolity menel zwany Jałowcem. Ponieważ w powieści przeplata się współczesność ze wspomnieniami Emilii poznajemy dobrze pyskatą Majkę, matkę znanej nam skądinąd Ani Kropelki.
Emerytki są samotne. Emerytki mają w domu graciarnię, bowiem dzieci przywożą im stare meble nie pasujące do nowych tapet. A przecież zupełnie dobrych rzeczy szkoda wywalać, czyż nie? Ale od czasu do czasu wśród wszechogarniającej szarości trafia się promyk sprawiający, że uśmiechamy się podczas lektury. Ujmuje inna starsza pani, z rozrzewnieniem wspominająca sylwestra w połowie lat 80-tych, spędzonego przy płytach z Zachodu i stwierdzająca, iz Metallica skończyła się na Kill’em all.
Mimo wszystko książkę polecam. Mimo iż do strony mniej więcej setnej brnie się przez nią z pewnym trudem, o czym lojalnie Was uprzedzam.
komentarz: by Katie 30.11.2007 13:12
przeczytam
komentarz: by Asia 30.11.2007 18:23
Katie, czyżbyś potrzebowała się podołować?