Mój własny prywatny konkursik
Korzystając z przedświątecznych klimatów ogłaszam mój własny, prywatny, okolicznościowy konkursik. Zadanie nie będzie łatwe, ale za to nagroda- moim skromnym zdaniem- całkiem, całkiem…
Od razu powiem, że z uwagi na to, że jest to inicjatywa prywatna nie będzie można tym razem wygrać bonów na zakupy w eLady. Jeśli macie ochotę pobuszować wśród bielizny zapraszam do Gagatki i jej łobuzerskich elfików.
Tymczasem ja borykam się z innym problemem, wstyd przyznać, ale skończyły mi sie już pomysły co z fantem zrobić i w Was jedyna moja nadzieja.
Mianowicie, potrzebuję odchudzić swe Osobiste Kochanie. Tak o 20-30 kg. Na Kochaniu mści się właśnie siedzący tryb życia, prowadzony od dobrych 5 lat oraz zamiłowanie do rzeczy pysznych a kalorycznych, z żółtym serem i czekoladką na czele.
Z metod odchudzających na krótki dystans sprawdza się nasza ulubiona metoda ŻM (‘żryj mniej’). Problem w tym, że zalecenie dietetyków, aby ostatni posiłek jeść w okolicach godz. 18-19 nie wchodzi w grę, bowiem z Kochaniem pracujemy ponocnie i chodzimy spać zazwyczaj koło 3. Więc sorry, do tego czasu trzeba coś przegryźć, bo inaczej padniemy na stanowisku niczym wzorowi krasnoarmijcy.
Być może sprawdzi się dieta skoncentrowana na trawie, tzn na sałacie i innej zieleninie. Trza tylko będzie Kochaniu (a przy okazji sobie też) lodówkę ze wszelkiego innego żarcia wyczyścić.
Metodę pt. ćwiczenia fizyczne już przećwiczyliśmy. Kiedyś chodził na aikido, ale to było daawno strasznie. W każdym razie tam mu się podobało. Siłownia w grę nie wchodzi (nie bo nie), basen- do tego trzeba się Zmobilizować, więc też nie za bardzo. Ćwiczenia w domu? tydzień, góra dwa. Potem zapomnijcie.
Jak jest na dworze cieplej to udaje mi się czasami wyciągnąć go na rower, jakiś spacerek, acz na Ślężę już z pewną obawą bym spoglądała, licząc się z możliwym zawałem po zaliczeniu tejże górki.
I to nie tak, że Kochanie nie chce schudnąć ani grama, przywiązane do swej imponującej masy. Stara się. nawet bardzo. Je mniej, stara się omijać niezdrowości, tylko cholera efektu żadnego nie widać…
Pomóżcie, siostry w klawiaturze, bo kto ma pomóc, jak nie Wy? ewentualnie zacznę od dziś odkładać na jakieś operacyjne cudeńka, albo cuś…
W nagrodę przewidziana jest flaszka czegoś dobrego, a w przypadku osób niepełnoletnich ustalimy jakiś ekwiwalent zgodny z prawem
komentarz: by Jajcuś 19.12.2007 10:51
Może po prostu trzymać tak dalej: z braku aktywności można się poważnie pochorować (np. kręgosłup może wysiąść), a choroba sprzyja chudnięciu… aktualnie sprawdzone na mnie (chociaż mnie tam chudnięcie specjalnie potrzebne nie było)…
komentarz: by Asia 19.12.2007 11:31
kręgosłup już siada…
komentarz: by anoriell 19.12.2007 12:18
Zapiszcie się na kurs tańca. Najlepiej skocznego nowoczesnego. Nie dość, że bardzo modne ostatnimi czasy, to jeszcze można się czegoś fajnego nauczyć i PORUSZAĆ się. Nie do uwierzenia jak wszystko może boleć po takiej tanecznej sesji.
Alboo… Zapraszaj go częściej na wspólne zakupy. Jak tak pochodzi po sklepach z siatkami pełnymi zakupów to będzie prawie jak jogging o poranku
komentarz: by Jajcuś 19.12.2007 12:21
To może lepiej się Zmobilizować i zacząć chodzić na ten basen, póki jeszcze można?
komentarz: by Basetla 19.12.2007 21:05
Wykorzystaj preparat dietetyczny niskoenergetyczny Herbalife, bo zadanie trudne, 20-30 kg to przeciez 1/3 człowieka. Sprawdzone i efekt gwarantowany jeśli ściśle stosuje się do zaleceń. Działań ubocznych nie stwierdziłam, chociaż już od 10 lat stosuję w miejsce śniadania.
komentarz: by Asia 19.12.2007 22:40
Anoriell- no właśnie taniec wchodzi w grę w jeszcze mniejszym stopniu niż siłownia
Jajcuś- jak tylko uda mi się uskutecznić odwyk od pracoholizmu

Ale na poważnie, to od nowego roku chcemy się całą trójeczką zapisać.
Basetla: dzięki za namiar
W tym konkretnym przypadku 20-30 kg to mniej więcej 20-25 proc. człowieka, więc ciut lepiej procentowo to wypada, ale nadal nie za wesoło.
komentarz: by Maverick 20.12.2007 10:35
Powiem tak – dwa miesiące temu się przemogłem i zacząłem na siłownię chodzić. Fakt – zasuwam stosunkowo często, gdyż staram się być przynajmniej trzy razy w tygodniu, a najczęściej jestem pięć razy. Efekt? Jak na razie konieczne było skrócenie paska do spodni o około 3 cm, mam 3 kg masy mniej, a ilość tkanki tłuszczowej spadła mi o cały 1%. Może dla kogoś to śmieszne liczby, ale ja się cieszę jak głupi do sera.
Trening mam podzielony na kilka faz. Pierwsze 10 minut to intensywna rozgrzewka na bieżni czy takiej maszynce, która symuluje chodzenie. Potem około 45 minut treningu siłowego – ale stosując mniejsze obciążenia, za to z większą ilością powtórzeń (np. 3 serie po 12 powtórzeń mniejszym ciężarem, zamiast 3 serie po 8 powtórzeń z większym). Trening siłowy w sumie na każdą partię ciała – klatkę piersiową, barki, plecy, ręce, brzuch i nogi. Potem 30 minut intensywnego treningu aerobowego – ja lubię rowerek stacjonarny.
T-shirta po takim treningu mogę dosłownie wykręcać, ale poza efektami typu skrócenie paska widzę i inne rezultaty. Wreszcie przebieżka za autobusem nie doprowadza do ciężkiej zadyszki (swoją drogą dodatkowo niecały rok temu palenie rzuciłem), przeniesienie kilku wyładowanych pudeł również. Jem mniej – owszem, ale podobnie jak Wy z kolacją około 19-tej się nie pogodzę. Siedzę dziennie przynajmniej do 2-giej w nocy. Ze słodyczy najbardziej lubię porządnie przyrządzonego steka, więc mniej więcej można sobie moją „dietę” wyobrazić.
Tak – bardzo lubię mięso, używam dużych ilości przypraw (szczególnie pikantnych). Ostatnio rzadko kiedy pożeram frytki czy ziemniaki w innej postaci. Przerzuciłem się też na ciemne, pełnozarniste pieczywo.
Ograinczyłem za to ilość spożywanego piwa – wcześniej ormą było piwko, dwa, no góra tsy wieczorem niemal każdego dnia, teraz piwo jest grane raz, dwa razy w tygodniu. Zdecydowanie bardziej zaczęło odpowiadać mi czerwone, półwytrawne wino. Oczywiście nie codziennie.
I choć początkowo po treningu następnego dnia ledwo się ruszałem, tak w chwili obecnej sprawia mi to czystą przyjemność. Po ośmiu godzinach ślęczenia przed klawiaturą i wgapiania się w monitor naprawdę pozwala oderwać się i zrelaksować. A jak zapieniony na coś lub kogoś jestem, to się dodatkowo można wyżyć. Więc ja bym tak na miejscu Twojego Osobistego Kochania się kategorycznie nie zarzekał, że siłownia absolutnie nie i koniec. Ważne, by nie próbować samemu sobie treningu układać, ale niech to zrobi instruktor mający mimo wszystko większe pojęcie.
komentarz: by Asia 24.12.2007 12:59
Maverick piszesz bardzo interesujące rzeczy…
Z ciekawości, na którą siłownię chodzisz?
komentarz: by Maverick 31.12.2007 13:21
Klub Shape w CH Arkadia w Warszawie.
Pingback: by ..:: e-Lady.pl ::.. » wiosenne odchudzanie 23.04.2008 22:05
[...] czas temu rozpisywałam konkurs na dobre rady w temacie odchudzenia faceta. Czas podjąć ten wątek, bowiem Osobiste Kochanie moje wzięło sobie wskazania wagi do [...]