Toruńskie zgrzyty na koniec roku
Sylwestrowo przygnało nas do Grodu Kopernika. Nie powiem, że zgodnie z tradycją, bo ostatniego sylwka w tym mieście spędzałam jeśli dobrze pamiętam w 2000 roku, ale stosując się do zwyczaju bywania w Toruniu dwa- trzy razy do roku.
Toruń jak Toruń- o tym że idzie do przodu już kiedyś tu wspominałam, o tym że się rozbudował również, o remontach, malowaniach i ogólnym pożegnaniu z peerelowską siermiężnością, wszystko już było, acz Toruń bynajmniej nie skończył się na Kill’em all
Z ciekawostek, do rzeźby psa Filusia (rynek staromiejski obok wlotu ul. Chełmińskiej) dołączył pręgierzowy osiołek, który ku radości turystów stoi sobie niemal na przeciwko Sphinxa i zerka na pomnikowego Kopernika. Stajenka w tym roku oferuje w ramach atrakcji ino rzeźby świętych, bez zwyczajowych żywych zwierzątek, wypożyczanych zwykle z toruńskiego ogrodu zoo-botanicznego.
Ale żeby goście nie spędzali zbyt miło świątecznych i noworocznych dni, o to postarała się już toruńska Straż Miejska. Otoż, cholery te z dnia na dzień zdemontowały znaki informujące o istnieniu strefy parkingowej na terenie toruńskiego Starego Miasta, w miejsce których pojawiły się tabliczki zakazujące wszelakiego ruchu kołowego (za wyjątkiem taryf oraz pojazdów uprzywilejowanych). Czy muszę dodawać, że tabliczki te nie rzucają się w oczy?
Bo to, że drugiego dnia po przeprowadzeniu akcji „Tabliczka” ulubieńcy wszystkich miejscowych kierowców ruszyli na łowy jest oczywistością rozumiejącą się samą przez się.
Taryfikator wskazuje na znaczące braki w miejskiej kasie, bowiem rachuneczek za wjazd na Stare Miasto wynosi 100 PLN i 5 pkt karnych. Kierowcy klną na czym świat stoi i płacą, grzecznie oczekując na zdjęcie blokady z kół. Ale Straż M. tym razem wykazała się inwencją, bowiem nie dość że blokady założyła, to jeszcze zasadzki na kierowców pourządzała, czając się za rogiem i w odpowiednim momencie wyskakując zza rogu. Mam mało chrześcijańską nadzieję, że na panującym w Toruniu mrozie nabawią się co najmniej ciężkiej grypy z licznymi powikłaniami.
Swoją drogą, niech mi ktoś wytłumaczy, na co komu miejska straż? moja momentami anarchistyczna dusza jest w stanie zrozumieć sens istnienia policji, ale straszydła, których jedyny obowiązek ogranicza się do paradowania po mieście i gonienia przysłowiowych babć sprzedających przysłowiową pietruszkę, względnie do nakładania blokad na koła to na moje oko niepotrzebny wydatek z miejskiej kasy powodowany chwilową modą.
Kończąc zatem z polityką idę szykować sylwestrową imprezkę, życząc Wam wszystkim udanej zabawy, wszystkiego co najlepsze na nowy rok, który oby był nie gorszy niż ten, który właśnie nam się kończy