25 Lutego 2008

u fryzjera

autor: gagatka, dział: czeski film, godz. 14:36

Zebrawszy całą odwagę mieszczącą się w 75B piersi postanowiłam skorzystać z usług czeskiego fryzjera…

Znalazłam salon przez internet i zmusiłam lubego do “gejowskiej” czynności umówienia mnie na farbowanie, podcięcie końcówek (koneczków) oraz hennę rzęs. Pani czeska recepcjonistka powiedziała, że po angielsku nie umieją ale na pewno znajdziemy wspólny język. Zapisała nazwisko lubego w kalendarzu i obiecała, że się mną zajmą.

O godzinie “0″ plus jakieś 15 minut spóźnienia, typowe dla lubego, zostałam dostarczona przed drzwi i opuszczona w celu uniknięcia dalszych gejowskich podejrzeń. Z uśmiechem sroki od sera zaatakowałam ową recepcjonistkę, pewna że czekają już na mnie z hymnem polskim. A tu siurpryza!

Pani do mnie łamaną angielszczyzną, że “nie mogą mnie wziąć”, że “późno a go wciąż nie ma”, “że czekają i nic”, że jej przykro. Zawinęło mną i próbowałam dociec dlaczego nie mogą, kogo nie ma, czy mogą później… A ona mi, że nie wie i że jej przykro, ale go wciąż nie ma. Po pięciu minutach udało mi sie ustalić, że nie osobą brakującą do mojego farbowania jest… mój luby. Chrysteeeee…

To ja jej znowu, że on mi nie potrzebny - buźki damy sobie w domu a fobii przed suszarką ani babka z nożyczkami też nie mam. A ta wciąż, że go nie ma i że jej przykro. To ja już prawie wrzeszczę, że go nie ma bo mnie przyprowadził i poszedł i mnie maja farbować nie jego. Ona czerwona, tłum klientek ma radość z nieoczekiwanej sceny u fryzjera, niczym z południowoamerykańskiej telenoweli, a ja już tracę włosy z rozpaczy.

W końcu gdzieś się przebił promień słońca pod zalakierowany łeb, zerknęła jeszcze raz do kalendarza, wzięła mnie za rękę i przekazała fryzjerce. Ta ani w ząb po angielsku, za to mi rąbnęła “Sprechen Sie Deutsche?” (mówiłam, że kolaboranci!!!) a potem przyniosła tysiąc kolorowych pasemek do wyboru. Barwy okazały się kodowane międzynarodowo i wszystko poszło już prawie jak z płatka… do czasu suszenia.

Wtedy ona do mnie jak ma suszyć, ja jej że normalnie, to ona mi pokazuje na migi opcje na szczotkę, z tapirowaniem, z ugniataniem loków. Ja jej że nic nie chcę tylko kilka ciepłych powiewów, żeby mi mróz szkody większej niż ta wizyta nie wyrządził. Zrozumiała… i zaczęła mnie suszyć na czupiradło! Pełen rozdmuch ze wszystkich kierunków. Desperacja mnie pchnęła do użycia przemocy i własnymi rękoma zaczęłam włosy przyplackiwać. Przyplackiwałam w domu do wieczora.

O rzęsach nawet nie odważyłam się napomknąć. Dzięki temu mogę jeszcze zalotnie oczkiem mrugnąć spod strzechy…

Komentarze »

Do tego wpisu nie dodano żadnych komentarzy.

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu. Adres TrackBack.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>