sztuczna inteligencja na co dzień
Nie trzeba sięgać po tuzów światowej fantastyki, żeby mieć wrażenie obcowania ze sztuczną inteligencją. 3Jane, Wintermute to niewątpliwie postacie nie do zapomnienia, ale przy odrobinie szczęścia (bądź pecha) możemy mieć osobisty kontakt z ich dalekimi krewnymi.
Zdecydowany charakterek oraz własny pogląd na wiele spraw przejawia ostatnimi czasy mój własny odtwarzacz mp3. W ramach urozmaicania sobie życia mam tam włączoną opcję losowego wybierania utworów, a zamieszczone kawałki stanowią pełen przekrój ulubionych, od Okudżawy począwszy, na Satyriconie skończywszy. Odtwarzacz najwyraźniej jest zdania, że są kawałki których powinnam w danym momencie obowiązkowo posłuchać. Czym się to przejawia? jeśli spośród niemal 300 plików odtwarzacz losuje nam w ciągu 20 minut trzy razy ten sam kawałek to jak to można nazwać? przypadek? zdarzenie losowe? no niech tam…
Ale też odtwarzacz dobiera wedle własnego uznania muzykę do konkretnej sytuacji. Powiedzmy, że idzie sobie zniechęcony człowiek do pracy, zimnym lutowym porankiem. Na przystanku tramwajowym słyszy Lao Che („tramwajem jadę na wojnę…”), a następnie do życia optymistycznie nastraja go lecące właśnie w słuchawkach „Kiedy powiem sobie dość” ONA bądź „Jeżeli” Armii tudzież „Rege kocia muzyka” Pudelsów (szczególnie ta fraza o dymiących, fabrycznych kominach jest bardzo na czasie). Jeśli człowiek zmierza na egzamin, wówczas nas nieoceniony odtwarzacz zapuszcza różnorakie szanty korsarskie („wielkiej trzeba by nam odwagi…”), „Proletaryat” lub „dylematy” Gintrowskiego, a po egzaminie sam z siebie wrzuca „Don’t Cry”, Manowara lub dra Hackenbusha.
Odtwarzacz ma swoje ulubione utwory, których może nie serwuje z częstotliwością podejrzaną, ale wystarczająco często, by poznać jego preferencje. Ostatnio na topie jest Rammstein, In Flames, Lao Che, Tristania i P.O.D.
Co gorsza, klaptop zaczyna od pewnego czasu również żyć własnym życiem. Czekam, aż na niepodległość wybiją się pralka z lodówką.