pięknym za nadobne czyli co tu zrobić z łajdakami
Ponoć ludzie z natury są dobrzy. Wiadomo – kobiety mają problem z hormonami i od braku seksu dostają kociego rozumu, faceci wyładowują się za przegraną Legii i Małysza oraz brak dwudziestoletniej kochanki, emerytów rąbią stawy, a młodzież demonstruje swoją indywidualność okradając babcie i klnąc.
Każdy z nas bywa chamski, wredny i niegrzeczny i z racji powszechności tych ubytków ludzkiej natury powinniśmy być wobec siebie tolerancyjni i wyrozumiali. Amen. Tyle o kochaniu bliźniego swego lub cudzego.
Niestety coś się w naturze kiedyś popieprzyło i poszło po DNA wskutek czego na Ziemi regularnie pojawiają się rasowi łajdacy, łotrzy i kreatury. Od tych zwyrodnialców wycinających kotom oczy po życzliwe inaczej koleżanki w pracy, które żadnej okazji nie przepuszczą. Typy absolutnie nieuleczalne – w głowie tak im dudni sława/pieniądze/żądze czy pustka, że nie słyszą płaczu, cichych westchnień i jęków bezradności. Mają gdzieś, wszystko w odległości dalszej niż metr od własnego pępka i resocjalizacja typu „sprawiłeś mi przykrość” jest tu jak psu na budę.
No i co z takimi zrobić? Odgrywać się na każdym kroku doprowadzając się nad krawędź cuchnącego bagienka? Wspaniałomyślnie nadstawiać drugi policzek i odbierać podwójne lanie? Ignorować biorąc prochy na uspokojenie i zapijając wieczorem whisky?
Jak dla mnie to najlepiej unikać, ale wiadomo, że z krowimi plackami tez generalnie każdy ma taką strategię. A praktyka swoją drogą chodzi…
komentarz: by faceless 31.03.2008 17:01
Ktoś zalazł za skórę? Przespać. I unikać na przyszłość.