06 Kwietnia 2008

Nieanonimowa alkoholiczka

autor: gagatka, dział: czeski film, Obrazki, godz. 17:57

Wzięłam udział w kulturalnej założenia imprezie pod tytułem „od sklepa do sklepa” (po czeskiemu piwnica, jakby kto nie widział) i tak jestem chora, że 10 beauforta na łódeczce po flakach to mały pikuś.

Degustacja owa zabójcza odbywa się w najbardziej winiarskiej wsi regionu, jakieś 1,5 godziny od naszego diabelskiego siedliska. Zbiórka o 10.30, opłata wniesiona (jakieś 100 PLN) a w zamian dwa kieliszki do wiszenia na szyi, mapa czterdziestu winnic, talon na zakupy i błogosławieństwo na drogę. To ostatnie jakieś wadliwe.
Więc tak się włóczyliśmy z tymi kielichami od 11.00 do 20.00 – słowo daję, że w życiu tyle wina nie wypiłam i to w takim długim ciągu. Niektóre absolutnie boskie – smakujące wanilią, owocami w czekoladzie albo ananasem. Czerwone, różowe i białe, wytrawne i deserowe, szlachetne jak polska wódka, albo zwykłe jak sok winogronowy. Wszędzie na zakąskę skwarki, syr i piklowane ogórki. Po 1,5 godziny byliśmy totalnie wcięci, więc zaczęliśmy ograniczać liczbę degustacji w każdej piwnicy.
Wygląda to wszystko pięknie: setki ludzi z żółtymi torebkami dyndającymi na piersi, względnie opasłym brzuchu, rozanielonych i podchmielonych, wałęsa się na przestrzeni kilku kilometrów. Orkiestra przygrywa, dobrzy ludzie dla zysku smażą kiełbasę i pieką kurczaki dla wygłodniałych, okoliczna ludność cała się uwija przy nalewaniu winek do kieliszków.
O 16.00 mieliśmy już mega kryzys ,więc pochłonęliśmy dwie miski gulaszu i mocną kawę w plastikowych naczynkach i rozpoczęliśmy kupowanie trunków na majowe pikniki i gorące czerwcowe noce. Teraz mamy hutę szkła w domu :)
O 20.30 było na szczęście po wszystkim, drzwi rozpusty zamknięte, więc umościliśmy sobie śpiwory wśród winorośli, pod kapliczką bardzo religijną (że też piorun nie huknął) i próbowaliśmy przespać delirium. Zmarzłam na kość, w głowie mi szumiało jak na Halach Zakopiańskich a mój luby chrapał pierwszy raz w życiu i mnie szturchał całą noc. Oka nie zmrużyłam. O piątej zwinęliśmy zaszronione śpiwory, kupiliśmy na stacji litr coli i pognaliśmy autostradą do domu. Niedobitki jeszcze snuły się po ulicach.
Dziś cały dzień śpimy, chorujemy, bierzemy kropelki i współczujemy sobie nawzajem. Normalnie w życiu nie miałam takiego kaca. Podejrzewam też gulasz, ale luby mówi, że nie powinnam usprawiedliwiać swojego pijaństwa.

Komentarze »

Brak komentarzy.

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>