14 Kwietnia 2008

Dlaczego w pracy facet sprawdza się lepiej niż kobieta?

autor: Asia, dział: Kobiety w biznesie, godz. 22:48

Na bloga Janusza Korwina Mikke zaglądam dość regularnie. Powód? cenię sobie wysoce inne spojrzenie na większość faktów, jakie swoim czytelnikom funduje JKM. Można się z nim zgadzać, można go znienawidzić, ale jedno jest pewne – zmusza do myślenia.
Pewien wpis z początku kwietnia wywołał nieco mniejszą burzę niż początkowo obstawiałam. JKM dowodził w nim bowiem, że panowie są pracownikami cenionymi wyżej niż panie. Powodem takiego stanu rzeczy ma być fakt, iż każda kobieta podświadomie w pracy myśli o sprawach domowych, ponadto płeć piękna ma być bardziej skłonna do socjalizowania się, fraternizowania i ogólnego wprowadzania współpracowników w swe życie rodzinne i uczuciowe.

Hmmm. Rzec by się chciało: uwaga na nisko przelatujące kwantyfikatory.

Ale jeszcze dołożę obszerny cytat z klasyka: „Poza zawodami czysto kobiecymi (czyli tam gdzie pracują wyłącznie kobiety – ale również praca w charakterze Pani Domu…) kobiety nie powinny pracować w ogóle – bo demolują stosunki w pracy: gadają, plotkują, flirtują, wprowadzają napięcie erotyczne i – co najgorsze – demoralizują personel (bo facet widząc, że koleżanka pracuje na pół pary, a zarabia prawie tyle samo, też zaczyna sobie bimbać!) [...] Normalny mężczyzna w pracy nie gada o swoich sprawach rodzinnych!! Można o tym powiedzieć przyjacielowi – ale w pracy nie powinno się mieć przyjaciół (ani tym bardziej kochanek…) bo taki tandem stwarza w pracy niezdrową atmosferę. [...] Dobry szef jak widzi, że wytwarza się więź przyjacielska, natychmiast stara się przyjaciół rozdzielić.” (JKM, wpis na blogu z 7.04.2008).

Taaaak. I cóż ja biedny żuczek na takie dictum mam rzec. Złośliwie można by stwierdzić, iż studiowana w zamierzchłych czasach przez JKM cybernetyka przełożyła się na jego poglądy na życie zawodowe, bowiem snuta przez tego pana wizja miejsca pracy jest skierowana ewidentnie do cyborgów. Sorry, ale pracuję zawodowo jakieś dziesięć lat i szczęśliwie omijały mnie dotychczas podobne zagrania. We wszystkich dotychczasowych miejscach pracy ludzie się z sobą zaprzyjaźniali, mniej lub bardziej, na skalę poważniejszą bądź zasługującą raczej na miano partnerstwa, ale dalecy byli od sformalizowanych, oficjalnych, służbowych stosunków. Od razu też powiem, że nie potrafię napieprzać na maksymalnych obrotach przez osiem godzin dzień w dzień. Jak trzeba to trzeba, ale jak nie trzeba, to od czasu do czasu muszę sobie zrobić przerwę (pozdrowienia dla Szefa, który być może to czyta ;) będzie wypowiedzenie na koniec miesiąca czy nie będzie, ciekawostka… ;) ). Podejrzewam, że większość ludzi tak ma, temu zresztą służą pracownicze pogaduszki i ploteczki. Uskuteczniane, jak wynika z moich obserwacji, przez pracowników płci obojga, więc sugestie JKM że wyłącznie panie trudnią się tym paskudnym procederem uważam za mocno przesadzone.

Ale wracając do kwestii wyższości świąt Wielkanocnych nad Bożym Narodzeniem – tfu! rzec chciałam, mężczyzn nad kobietami: JKM mam wrażenie prezentuje sobą nadmierny idealizm w odbiorze świata. Panie plotkujące, bimbające sobie, a panowie tyrający na rodzinę? A gdyby tak sytuację odwrócić i przedstawić panie tyrające na rodzinę, przychodzące do pracy w obawie aby np. choroba dziecka nie stała się pretekstem do złożenia wypowiedzenia, zaliczające nadgodziny, owszem: panie nie w pełni przekonane o własnej wartości, o swych szansach na rynku pracy. Na drugiej szali wagi kładziemy bimbających sobie panów, plotkujących na temat wyników ostatniej ekstraklasy, wychodzących wspólnie na papieroska, przekonanych o swojej niezbędności w danej firmie oraz o swych wysokich kwalifikacjach. Które w przypadku ewentualnego wypowiedzenia pozwolą na szybkie znalezienie interesującej pracy. Brzmi znajomo?
(tak, tak, wiem. Uważać na kwantyfikatory.)
Rysując obraz sytuacji kreską być może nieco zbyt ostrą dodać należy, że flirtowanie ze współpracownikami zaliczają zgodnie obie strony, ale to akurat temat rzeka, który pozostawimy sobie na inny raz.

Dodam jeszcze, że mając do wyboru realizację jakiegoś zadania z osobą doskonale mi znaną lub z osobą o której wiem tylko tyle, jak się nazywa i czym się w firmie zajmuje, przy założeniu że obie są równie dobre w tym co robią wybieram bramkę nr 1. Wiem, czego się po takiej znajomej osobie spodziewać, wydaje mi się, że lepiej jesteśmy w stanie rozłożyć sobie podział zadań, nie wspominając o tym, że w dobrym towarzystwie szybciej płynie czas. No ale de gustibus, skoro ktoś woli pracować z cyborgami…

3 komentarzy »

  1. komentarz: by gagatka 15.04.2008 09:24  

    Och, mnie Mikke przyprawia o szczęk zębami zaś współczucie dla jego żony rozdziera mi serce.

    Co do rozmów w miejscu pracy zaś, to jak świat światem nie ma szans żeby babskie plotkowanie powstrzymać!

  2. komentarz: by ama 22.04.2008 14:26  

    Korwina nie czytam, ale wiem, że niejedna rozmowa w pracy dała mi wiele wiele do myślenia – zależy z kim i o czym się plotkuje :]

  3. komentarz: by Asia 27.04.2008 22:24  

    Gagatko, ja się taktownie powstrzymałam od dłuższych rozważań na temat plotkowania męskiego. W niczym nie ustępują paniom, a powiedziałabym wręcz, że niektórzy panowie przewyższają je o kilka długości.
    Ama – święte słowa ;)

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>