Walka o ogień
Wiosna idzie, a więc jak co roku w przedszkolach oglądać można sceny dantejskie.
Nie chodzi bynajmniej o niewinne dzieciątka, wypuszczone po zimowej przerwie na przedszkolne podwórko i z zapałem demolujące kolejne drabinki względnie okładające się po głowach czym się da.
Sodomia i Gomoria dotyczy rodziców, którzy chętnie posłaliby swe pociechy do placówki przedszkolnej, co jednak niezmiennie okazuje się zadaniem wymagającym sporej dozy determinacji, nieco szczęścia, no i niemało punktów doświadczenia.
Przy okazji kolejnego niżu demograficznego, wstępującego w przedszkolne progi decyzją odgórną polikwidowano część placówek. Dzięki czemu niezmiennie możemy przetestować na własnym organizmie reguły rządzące prawem dżungli oraz sprawdzić, jak też dalibyśmy sobie radę w szkole przetrwania. Szkodnik od roku jest szczęśliwym członkiem społeczności przedszkolnej, udało się załapać do najbliższego przedszkola za pierwszym podejściem, mimo iż nie mamy tam znajomości, nie wręczaliśmy łapówek, a wyżej podpisana nie jest samotną matką. Na samotne matki bowiem kurwują (przepraszam za słownictwo, ale zasłyszane wypowiedzi dalekie są od wersalskich subtelności) znajome mamy z dziećmi w wieku lat około 4.
W zasadzie należałoby napisać „samotne matki”. Ja rozumiem, że są panie, którym w życiu się nie poukładało. Ja rozumiem, że część z nich ma aspiracje, dobre chęci i warto stworzyć im możliwości rozwoju, choćby przez sam fakt zdjęcia im z karku dziecka na te kilka pracowniczych godzin. Tyle że gros spośród tych pań pozostaje w niezalegalizowanym związku z powodów nazwijmy to czysto materialnych. Rok temu przy naborze do przedszkoli obowiązywał system punktowy. Jeśli obydwoje rodzice pracują na pełnym etacie, dziecko dostawało – o ile mnie pamięć nie myli- w sumie 20 pkt. Jeśli dziecko wychowała pani deklarująca, iż jest samotną matką, dziecko dostawało tych punktów 80. Dziecko rodziców nieuprzywilejowanych przegrywa zatem w przedbiegach. Co istotne- przedszkola nie weryfikują podanych informacji, więc w zasadzie każdy może napisać, że jest samotną matką… Zatem pokusić się można o tezę, iż mama pracująca – zdaniem odpowiednich władz – jest w stanie wykupić dziecku miejsce w przedszkolu prywatnym ewentualnie wynająć opiekunkę. Tylko że część znajomych mam, których dzieci nie dostały się do przedszkola zarabia mniej więcej tyle, ile obecnie liczy sobie niania…
We Wrocławiu może tego tak nie widać, ale w mniejszych miastach (liczących sobie kilkanaście tys. mieszkańców), w których część pań sprawia wrażenie że wie wszystko o wszystkich, samotne bezrobotne matki sztukę korzystania z pomocy społecznej wydźwignęły na poziom mistrzowski. Przedszkole w cenie promocyjnej (w tej opcji zdaje się płaci się tylko za herbatkę dla dziecka, czyli kilkadziesiąt zł/miesiąc zamiast 300), dofinansowanie do szkolnej stołówki, dofinansowanie do pomocy szkolnych, do opału – przyznaję, nie weryfikowałam tych informacji, ale osoba z którą o tym niedawno rozmawiałam była szczerze zbulwersowana. Taka samotna matka jest w stanie – jej zdaniem- z różnych świadczeń wyciągnąć ok. 1000 zł miesięcznie, zatem z rozbrajającą szczerością tłumaczy, że jej nie opłaca się iść do pracy, skoro za nic nie robienie dostanie mniej więcej tyle samo. Wspomniana osoba chciała bowiem zatrudnić do pracy kilka pań – nie da się, normalnie się nie da. Teoretycznie w pośredniku zarejestrowanych jest cała lista pań, w praktyce albo już pracują na czarno (aby nie stracić obecnych świadczeń) albo nie wyrażają zainteresowania ofertą.
A znajome dziewczyny cieszą się, że udalo im się zapisać dziecko do przedszkola, choć z drugiej strony szlag je trafia, że przedszkole to znajduje się po drugiej stronie miasta. Wrocławianie i warszawiacy wiedzą mniej więcej, co poeta ma na myśli.
komentarz: by CoSTa 28.04.2008 07:58
Poznaniacy też wiedzą. Oj wiedzą :/.
komentarz: by Asia 28.04.2008 19:44
CoSTa masz rację – wiedzą o tym mieszkańcy wszystkich miast o liczbie mieszkańców pół miliona i więcej. Ale z warszawskiego i wrocławskiego podwórka relacje mam z pierwszej ręki
komentarz: by CoSTa 29.04.2008 13:21
Takąż i ja mam z poznańskiego. Od maja robimy come back do przedszkola, do którego nawet nie będziemy mieli jak dojechać niebawem, bo całą ulicę przerabiają i wszelki ruch w cholerę zblokują. Z godzina na dojazd do przedszkola to minimum :/.
komentarz: by anoriell 29.04.2008 16:07
O. I w takich chwilach przydaje się babcia
komentarz: by Asia 29.04.2008 22:33
anoriell: Babcia do odprowadzania czy babcia do opiekowania się?
CoSTa – łącząc się w bólu, zaproponuję rywalizację na rozkopane ulice. Poznań kontra Wrocław. Ciekawe, gdzie mieszkańcy mają bardziej przegwizdane (acz żeby nie było, doceniam, że włodarze w końcu się za remonty zabrali. Taka Krakowska to – pomijając tymczasowe asfaltowe łaty – stoi sobie, jak ją niemieccy panowie zbudowali…)
komentarz: by samotna 26.12.2008 20:20
Pojazd po matkach „samotnych”, cokolwiek zrozumiały. Sama wychowuję synka i szlag mnie trafia, kiedy ktoś kręci, żeby się załapać na jakieś zasiłki, pierwsze miejsca w przedszkolach, żłobkach, kolejkach rozmaitej maści i dotacjach. Jak się słyszy takie rzeczy, to aż ma się ochotę na odrobinkę agresji. No i – oczywiście, te kobiety, które ze swoją codziennością mają tyle problemu, co „zwyczajne” kobiety z przygotowaniem Wigilii na 15 osób, opinię zbierają w społeczeństwie piękną. Ech..