Pierwszy raz
Na fali romantycznych kwietniowych wieczorów obejrzeliśmy sobie właśnie po raz kolejny „Stealing Beauty” (ponoć Ukryte pragnienia… no comment) i tak mnie naszły refleksje na temat pierwszego razu, czyli wielkiego boom…
Bo w filmie na końcu jest tak scena, gdzie piękna Lucy pada pod drzewem przygnieciona czarująco nieśmiałym Włochem i traci swe dziewiętnastoletnie dziewictwo. Scena jest pod każdym względem upojna. W końcu gdzie, jak nie na sierpniowej łące w Toskanii, pod gwiazdami, przy płonącym ogniu i na dodatek przy wyraźnym entuzjazmie obu stron. A jeszcze mistrz Bertolucci wie co pokazać, co zostawić poza kadrem, a co włożyć aktorom w usta (bez sprośności proszę, chodzi o kwestie mówione).
No właśnie, taką scenkę to można ładnie wyreżyserować albo nawet rozegrać samodzielnie, tylko jak to się ma do słynnego pierwszego razu? Chodzi człowiek i słucha, czyta bzdetne magazyny, bierze udział w damskich wieczorkach z wylewaniem duszy i wina z butelki, przesiaduje z kumplami za barem stukając kuflami i jakoś tej anielskiej uśmiechniętej Lucy, ciekawskiego księżyca i płomieni rozkoszy to nie za wiele.
Słyszałam za to słowa kluczowe takie jak: rozczarowanie, pomyłka, ból, pijany/a, ot tak, była najwyższa pora….
Uhhhh. Może tak musi być? Pierwsza kawa czy whisky też zwykle wykręcają język i raczej skłaniają do ulgi, że już po wszystkim. Człowiek zielony, nie wie w końcu za bardzo jak to wszystko działa (od czytania instrukcji to się nikt helikoptera pilotować nie nauczył, a gdzie masz kilkadziesiąt kilo mięśni, nerwów i receptorów do głupiej maszyny), trema nieco zżera, że się nie sprawdzi. A jak się filmów naoglądał i wie, że kobiety orgazm udają to albo się zastanawia czy udawać (ona), albo podejrzewa, że ona udaje (on). Tragikomedia, nie dobry erotyk.
Zdarza się czasem lepszy pierwszy strzał (zwykle, gdy nie jest pierwszy lepszy
), ale wiadomo, że są i krowy z trzema ogonami i uczciwi politycy. Czy to ma znaczenie dla przyszłości? No wiadomo, że każdy seks może mieć dość duże, kilkukilowe znaczenie, ale jeśli chodzi o psychikę, to chyba mało kto się po pierwszej rozczarowującej kawie przerzucił na ziółka na całe życie.
Z drugiej strony, farciarze od trzeciego krowiego ogona, to wedle mojej oceny te wszystkie dziarskie staruszki w tramwaju filuternie mrugające oczkiem do konduktora i wszyscy rubaszni dziadkowie podszczypujący wnuczki sąsiadki. Suma sumarum, może ważniejsze jak się kończy, a nie jak się zaczyna? (z pozdrowieniami dla Leszka)
komentarz: by primavera 29.04.2008 09:28
Mnie się zdaje, że po części ten nie-filmowy pierwszy wynika z tego, że coraz młodsza młodzież, by nie powiedzieć dosadnie: dzieciarnia, za sprawy damsko-męskie sie zabiera, traktując to po części jako sport, zabawę, wyzwanie czy po prostu „odhaczenie” zadania.
Powiedział co wiedziała stara baba