30 Kwietnia 2008

Lao Che – Gospel

autor: Asia, dział: E-lady poleca, Obrazki, godz. 11:01

Chłopaków z Lao Che mam nadzieję nie trzeba nikomu przedstawiać. Namieszali paręnaście miesięcy temu swoją wizją powstania, teraz gotowi są namieszać ponownie.
Bez zbytniego przesadyzmu można rzec, iż „Powstanie Warszawskie” zauroczyło tysiące ludzi. Osobiście znam panów, którym z historią nigdy nie było po drodze, a którzy po wysłuchaniu wspomnianej wyżej płyty zabrali się za studiowanie relacji z tych kilkunastu tygodni roku 44.
Pytanie jaka będzie kolejna płyta Lao Che było przez parę miesięcy pytaniem nader aktualnym. Poprzeczkę postawili sobie nader wysoko – czy dadzą radę ją przeskoczyć? czy nie ulegną pokusie odcinania kuponów od „Powstania”?

„Gospel” wpadło w moje ręce w zasadzie za sprawą koleżanki AW, którą w tym miejscu serdecznie pozdrawiam :D Wcześniej przyniósł je kumpel, ale ponieważ nie widzielim się z rzeczonym kumplem dawno, to muzyka zeszła nam na plan dalszy, a skupiliśmy się na omawianiu bieżących wydarzeń z życia. Błąd, jak się okazało.
Bowiem „Gospel” jest płytą bardzo ciekawą, wartą uwagi, wsłuchania się. Czy równie ważną jak „Powstanie”? Zapewne dla każdego słuchającego co innego jest istotne. Jeśli chodzi o wyżej podpisaną, chyba jednak „Powstanie” bardziej w ziemię wbijało, pod względem muzycznym przynajmniej. Ponadto można rzec, iż wcześniej nikt na taką skalę nie mówił w tak zwyczajny sposób o wydarzeniu, które przywykliśmy traktować z pozycji martyrologii i pełnego szacunku milczenia. „Gospel” w podobny sposób porusza tematy religijne. Szacunek jest zauważalny, owszem. Ale już nabożne klęczenie na kolanach, to nie ta bajka, nie ten styl. Bóg jest tu na wyciągnięcie ręki, na poklepanie po ramieniu. Z nim rozmawia się jak z kumplem? znajomym? zwierzchnikiem?

O konkretnych kawałkach napiszą w sposób profesjonalny profesjonalni muzyczni dziennikarze, ja pozwolę sobie zasygnalizować tylko 5 utworów, które w sposób szczególny się do mnie ‘przyczepiły’. Numero uno to pierwszy utwór na płycie czyli „Drogi Panie”, z rewelacyjnym Kusicielem, z sadem i reglamentowanym kwiatem jabłoni, z ponownym nawiązaniem do Chłopców z Placu Broni (wolność ja kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem). Dalej – „Czarne kowboje”, chyba mój the best of the best jeśli chodzi o tę płytę. Te ołowiane nastroje w chwytliwym kawałku robią wrażenie. Kolejnym istotnym utworem jest „Do syna Józefa Cieślaka” – znakomite gry słów (‘chciałem Ciebie ostrzec, że w piątek krzyżują Ci plany’), acz najpełniej talent do tworzenia chwytliwych kawałków przejawia się w „Hydropiekłowstąpieniu”.

NoeNoeNoe. Chłooopaku. Ptysiu miętowy. Miałem ambicję stworzyć taką rezolutną rasę. A wyście to / tak po ludzku/ s….partolili.
I naprawdę czujemy porażający ciężar tej decyzji, słysząc wypowiadane powoli, z pełną odpowiedzialnością ‘Zsyłam na ziemię potop. Potop zsyłam. Ogłaszam pełne zanurzenie…’

I na koniec kawałek w którego tytule zawarte jest retoryczne pytanie „Czy ja człowiek jestem?”. Katyń, Chrystus. Ciężko to połączyć w taki sposób, aby nie otrzeć się o banał, ale Lao Che moim zdaniem się to udało.

Bardzo polecam.

Komentarze »

Brak komentarzy.

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>