Niech żyją strajki w oświacie
Dola nauczyciela ciężką jest. Nie dość że groźba “obyś cudze dzieci uczył” jest niezmiennie aktualna i na czasie, to jeszcze w zamian za harówkę otrzymują tak zwane symboliczne grosze.
Brać oświatowa w końcu się wnerwiła i zapowiedziała strajk. Co ciekawe dla wyżej podpisanej, do strajku przystąpiły także przedszkola. I tu tkwi sęk, bowiem o ile dziatwę podstawówkową można pozostawić samopas, licząc że nie porozbijają sobie głów podczas tych kilkudziesięciu minut, o tyle identyczne działanie w odniesieniu do bandy przedszkolaków grozi śmiercią i kalectwem.
Stąd dziś przymusowy dzień wolnego, spędzony na ganianiu za Szkodnikiem. Szkodnik wiedziona tajemnym przeczuciem wstała dziś punkt 5:50. Taaaaak.
Przed ósmą wyskoczyłyśmy z domu, bowiem Kochanie zaliczyło intensywną, pracowniczą nockę i z Potforem na głowie nijak nie był w stanie odpocząć. Dziecko nasze słodkie kolejny raz okazało się niezniszczalnym stworzeniem. Do godziny 12 zrobiłyśmy trasę przez miasto, z gonieniem gołębi na wrocławskim rynku włącznie, potem podreptałyśmy do Arkad Wrocławskich, w których naszym zamierzeniem była dokładna obserwacja akwarium.
Na miejscu okazało się, że Szkodnik zafascynowana jest rekinami i od szyby oddzielającej widzów od drapieżników odejść za skarby nie chce, natomiast kolorowe tałatajstwo pływające piętro niżej zostało zbyte pogardliwym wzruszeniem ramionek.
Szczęściem na poziomie -1 zainstalowano gratisowy plac zabaw. Ze szczerym zamiarem wykończenia dziecka powędrowałyśmy w tamtym kierunku. 40 minut później okazało się, że dziecię jest wprawdzie zmachane, ale jednocześnie jakby się ciut rozkręciło. I w tym momencie ręce mnie opadli.
Na szczęście przybyły nam na odsiecz posiłki rodzinne w postaci ukochanej cioci Potfory, która to ciocia wyciągnęła Szkodnika do zoo. Efekt? Dziecię rozbrykane, ciocia wykończona, zoo ponoć stoi nadal. Po całym dniu ganiania po dworze dziecko nasze zasnęło kwadrans wcześniej niż zwykle.
Obawiam się, że jeszcze ze dwa takie przymusowe dni wolne i zastrajkują rodzice.