Facet do podróży
Każda panna wie, co koniecznie trzeba zabrać ze sobą w podróż: kieckę na romantyczny wieczór, wypchaną kosmetyczkę, okulary dodające tajemniczości, ze trzy różne bikini i tabletki na kaca. Ale po co brać faceta?
No dobra, jest kilka plusów (piszę na gorąco, po powrocie z wakacji we dwoje): nie trzeba tracić czasu na polowanie, jest darmowa siła fizyczna, bodyguard (ważne np. w krajach, gdzie rzadko widują blondynki, a przeto z lubością je molestują), ratownik (kobieta w podróży = kobieta w opresjach), jest pod dostatkiem miłości i troskliwości, są nowe zdjęcia do wspólnego albumu o pięknym życiu.
Ale poza słodem-miodem są jeszcze liczne łyżki dziegciu i innych goryczy. Na przykład jeśli podejście do wydawanie pieniędzy jest zgoła inne – on oszczędnie: kanapki i kemping, ona na bogato – francuskie croissanty na prywatnym tarasie z widokiem i ceną. Kompromis oznacza, że mu zęby cierpną często gęsto, a jej cztery litery (od biwakowych wygód).
Kolejna sprawa to dobór programu. Zakładam z góry, że pewne podobieństwo gustów w zakresie rekreacji istnieje już zawczasu i ludzie się na jawny przekór zdrowemu rozsądkowi nie dobierają. Ale nawet gdy oboje lubią góry, to na bank na miejscu się okaże, że dla niego wycieczka to min. 8 godzin z trzema dramatycznymi wspinaczkami, a dla niej dwugodzinny spacer po wjeździe kolejką linową. Wersja każdy robi co mu pasuje niejako mi się kłóci z ideą wakacji wspólnych.
Podobnie rzecz się ma z wyborem jadła (regionalne dziwolągi kontra McDonald), czynności kulturoznawczych (penetracja muzeów kontra obserwacja tubylców z ławeczki w cieniu), czy też wieczornych rozrywek (disco do białego rana kontra urżnięcie się na plaży). Punktów zapalnych więcej niż reaktorze.
Do tego jeszcze dochodzą małe smaczki typowo płciowe, że on nie spyta o drogę, bo to hańba kierowcy, a ona ma okres i fanaberie, że jej potrzeba łazienki. On myśli, że kobieta też człowiek, to mapy czytać umie (gorzkie rozczarowanie), a ona skrycie marzy, że jakimś romantycznym gestem kawaler zabłyśnie (też rozczarowanie). I na co tyle kwasów w piękną pogodę?
Dlatego albo bierzcie urlop od siebie i gnajcie po swojemu, albo pomyślcie, że to wakacje, trzeba sobie dać na luz, skupić się na kochaniu i opalaniu, a scysje natychmiast zapijąc chłodnym piwem albo słodką granitą!
komentarz: by Nefretete 29.06.2008 23:00
=)
tequila jest dobra na wszystko =) a najlepiej smakuje po wyjściu z morza, z solą zlizana z ciała i limonką rozdrobniona na części pierwsze kluczem, bo o nożu zapomniało się… =)
Kłótnie- po co? =) tylko sobie wakacje popsuję =) choć muszę się przyznać, że na wakacjach jakoś łatwiej mi iść na wszelakie kompromisy, jest sielanka, swoboda, miód malina, alkohol podawany od godzin porannych…i może w tym ostatnim tkwi tajemnica… =)
Proszę mi nie zarzucać, że zimna suka ze mnie, alkoholiczka itd itp, że gdyby nie % to byłaby jatka, lecz czasami każdemu zdarza nie patrzeć się na drobnostki, które w domu rażą po gałach- toż to wakacje, czas wypoczynku a nie roboty ciężkie przez 365dni w roku
komentarz: by gagatka 05.07.2008 10:24
Nefretete nic absolutnie nie zarzucamy – wręcz przeciwnie – całusy dla gorącej wakacyjnej kochanki
(zimne suki to siedzą w domu i narzekają, że się zlew zzów zapchał)