Rewolucje na kolei
Już od dobrych paru lat omijała mnie przyjemność podróżowania z naszym ukochanym przewoźnikiem PKP (Przewozy Regionalne). Aczkolwiek powodowani edukacyjnymi zapędami postanowiliśmy w mijający weekend sprawdzić, czy PKP-owy smok nadal ogniem zionie.
Wyjaśnię może na wstępie, że wspomniane wyżej walory edukacyjne podróżowania koleją dotyczą tylko i wyłącznie Szkodnika. Dziecię nasze słodkie ma już obcykane w te i wewte stacje benzynowe, parkingi podziemne i nawet wie co się dzieje, jeśli pasek od ustrojstwa odpowiedzialnego za wspomaganie kierownicy spadnie (hmmm… tak się to chyba nazywa… rzekła blond Asia), ale kolej żelazna była dla niej terra incognita. Umówmy się- trzeba być bowiem debilem, by mając pod ręką samochód z odpowiednim fotelikiem katować siebie i dziecko kolejami państwowymi.
Wrocławski dworzec główny poraził nas tradycyjnie i mimo iż sobota była słoneczna stwierdziliśmy, że smok wspomniany wyżej jest nadal w pełni sił, a nawet jak by nieco mu się poprawiło od ostatniego razu. Pierwsze zaskoczenie przy kasie. Kasjerka uśmiechnięta, zagadywała Szkodnika, sprzedała nam sama z siebie bilet zniżkowy i kto wie, może umówilibyśmy się na kawę, ale kolejka za nami rosła z wolna, acz systematycznie.
Szok nr dwa - stan pociągu. Jechaliśmy jednostką. Wyremontowaną. Czystą. W kiblu, do którego Szkodnik zapragnęła się udać po 7 minutach jazdy był papier toaletowy, mydło, ciepła woda, ręczniki papierowe i w bonusie kostka zapachowa.
Szok nr trzy. Konduktor który przyszedł sprawdzić bilety zaczął od uprzejmego “dzień dobry państwu”. Fraza dotychczas spotykana raczej w pośpiesznych, konduktorzy z osobówek włazili do przedziału bez słowa, ewentualnie informowali niekumatych że “kontrola biletów”.
Szok nr cztery, mniej pozytywny. Wszystkie stacje po drodze były jak spod jednej sztancy. Ja rozumiem że ciocia Unia daje kasę i w związku z tym jest szansa na remont rozwalających się peronów, ale w tym zapale szlag trafił wszelkie rysy indywidualizmu. Szkoda, naprawdę szkoda mi tych stacyjek.
Szok nr pięć - znów będzie o WC, ale zapewniam Was drodzy moi, że podczas podróży z dzieckiem jest to przybytek nader istotny. Otóż, w jednostce elektrycznej złożonej wyłącznie z wagonów klasy drugiej był klop dla niepełnosprawnych. Obszerny, z podpórką ułatwiającą przemieszczanie się i z przyciskiem “alarm” w strategicznym punkcie. Szczena mi opadła i tak już została.
Szok nr sześć - wszystkie okna się zamykały, otwierały, to samo z drzwiami. Jako że za studenckich czasów najeździłam się jednostkami jest to drobiazg który rzuca się w oczy i który się naprawdę docenia.
Podsumowując - wiatr zmian, o którym tak pięknie śpiewali swego czasu Scorpionsi dotarł i na PKP. Z poślizgiem kilkunastoletnim, ale lepiej późno niż wcale. Podróż nie była taka zła, Szkodnik pełna wrażeń padła wieczorem i śni - mam nadzieję o pociągach - więc jeśli przed Wami wakacyjna wyprawa, a zastanawiacie się nad środkiem transportu, to kolejom można spokojnie dać szansę.
Komentarz: autor anoriell 20.07.2008 23:54
Tak, zmiany są pozytywne, a ja może w ramach “czasów studenckich” wybiorę się na wakacje właśnie pociągiem
Komentarz: autor Asia 21.07.2008 00:12
dla nas decydująca jest wygoda, bowiem jak się podróżuje z dzieckiem w wieku wczesnoprzedszkolnym to jednak sentymenty schodzą na plan dalszy. Ale jak gdzieś będę musiała jechać solo, to zapewne w pociąg wskoczę, tym bardziej że wyskakuje się z niego bez charakterystycznego kolejowego smrodku.
No i te czyściutkie szyby… jestem nadal pod wrażeniem
Komentarz: autor Nefretete 21.07.2008 08:36
Szok… po prostu szok!!!
Mimo, iż mieszkam w Stolycy, śmiem twierdzić, że to “Azja”
Moje ostatnie wspomnienia z PKP nie są zbyt miłe:
ot za dużo siły mam
- podróż na trasie Wawa- Ostrów,
- pośpieszny,
- okna co 2 otwierały się, oczywiście w przedziale w którym siedziałam były zepsute, drzwi szczelnie zamknięte, bo przecie starsi ludzie jadą, no i świeże powietrze jest zabójcze a od smrodu nikt nie umarł,
- w przedziale zarezerwowanym dla kobiet w ciąży i matek z dziećmi same staruchy i faceci, mający w nosie to że turla się taka w poszukiwaniu miejsca, a jak już dobiła do “celu” to brak miejsc i jeszcze oczy robią po co się taka pcha…,
- jak już znalazło się miejsce ww przedziale szybko się z niego ewakuowałam na zewnątrz- duszno jak cholera,
- i stałam tak całe 4 godziny z głową wywaloną za okno, bo inaczej nie dało rady wytrzymać jazdy pociągiem,
- w WC ani w 1 ani w 2 klasie nie było wody, kibel jeden zakichany inne oszczane ale papier toaletowy był =) co prawda mydełka i wody niet, ale…
- wysiadając z pociągu byłam cała przesiąknięta smrodem charakterystycznym dla PKP… cud, miód, malina…
- w drodze powrotnej wykupiłam bilet 1 klasy, było ciut lepiej, jeden minus- jak zasłoniłam zasłonkę przed słońcem kij na którym się ona trzyma zleciał na mnie
Zdecydowanie wolę samochód, ew. podróżowanie w 9 miesiącu pociągiem nie jest najlepszym rozwiązaniem
Komentarz: autor mi:) 21.07.2008 11:49
biorąc pod uwage ograniczenia predkosci na drogach szybkiego ruchu, moze lepiej przesiasc sie na PKP? i dla srodowiska o ile zdrowiej!:) kurcze, ale tym WC jestem BARDZO zaskoczona. ostatnią czystą pociagową lazienke widzialam jakis rok temu. w chinskim pociagu:)
Komentarz: autor Asia 28.07.2008 16:03
Nefretete: no tak, wagon z przedziałami ma swoje plusy dodatnie, ale ma też plusy ujemne. Intercity tam gdzieś po drodze nie było? różne babcie na szczęście omijają ten burżujski środek transportu…
Mi
- w temacie trasy Warszawa - Wrocław jak już mówiłam łączę się w bólu, oni chyba faktycznie chcą samochodziarzy namówić na korzystanie z kolei. I jeszcze InterCity ustawiło przy drodze kilka malowniczych billboardów reklamowych z charakterystycznym zdjęciem z fotoradaru…