28 Lipca 2008

Mieszkania tanieją. Kto by się spodziewał…

autor: Asia, dział: Obrazki, godz. 15:57

Proszę proszę. Jeszcze nie tak dawno przedstawiciele deweloperów z ręką na sercu zapewniali, że nie ma żadnego załamania, co najwyżej można mówić o drobnej korekcie.
Po kilku miesiącach rura chłopakom zmiękła. Dziś na stronach gazety mamy tekst o tym, że we Wrocławiu pojawił się problem ze zbyciem nowych mieszkań. I nagle magiczną „korektę” zastąpiło słowo „załamanie rynku”, a przedstawiciele deweloperów przyznają w rozmowie z redaktorami, że da się stargować cenę niższą o 15-20 proc. od oferowanej.

Wieść gminna niesie, że podobna sytuacja ma miejsce na rynku wtórnym. Ponieważ oferty tematyczne przeglądam regularnie od pewnego czasu (a wymarzonego mieszkania jak nie było, tak nie ma) to widzę kilka prawidłowości. W ogłoszeniach ceny faktycznie poszły w dół, w porównaniu do kosmicznych kwot sprzed roku, mieszkania nie sprzedają się na pniu, bowiem konkretne lokalizacje pojawiają się i po kilka razy. Pod ogłoszeniem na stałe już chyba pojawiła się urocza formułka „cena do negocjacji”. Fajnie. O tym że ceny – nie tylko nieruchomości – są do negocjacji wiem doskonale, w tradycyjnym sklepie można wywalczyć sobie rabat, takoż w sieciowych placówkach, a jeśli sprzedawca od razu na wstępie informuje mnie, że skłonny jest cenę obniżyć, to jest to dla mnie tylko dodatkowy dowód na to iż ma nóż na gardle. I wcale nie spinam się i nie chwytam za telefon, żeby tylko mi taaaaka okazja z ręki się nie wymknęła.

Sprzedawcy zaczęli też reagować nerwowo na rezygnację klienta z walki o mieszkanie. Standardowym zagraniem jest oczywiście przedstawianie bliżej nieokreślonego klienta, który też ma chęć na pożądany przez nas produkt. Agenci nieruchomości robią zaiste świetne miny gdy człowiek na wieść o tym, że mają na to mieszkanie jednego chętnego, prawie zdecydowanego, który tylko musi coś tam załatwić w banku zamiast rzec „po moim trupie dostanie on to mieszkanie” spokojnie stwierdza „ok, to my z tego mieszkania rezygnujemy…”.
Zbaraniały wzrok, nerwowy trzepot rzęs i kilkakrotne wydzwanianie z namawianiem, czy jednak nie zmienimy decyzji i czy nie zainteresujemy się ponownie tymże mieszkaniem jest reakcją typową.

Teraz czekam aż rura zmięknie bankom, bowiem z przyczyn dla mnie nie do końca jasnych pewniejszym klientem byłam gdy pracowałam na etacie i spokojnie mieściłam się w pierwszym progu podatkowym, niż jako osoba na działalności gospodarczej mieszcząca się w wyższych średnich progu drugiego (Boże błogosław podatek liniowy).

Relacje z frontu walki o mieszkanie naturalnie podeślę.
Wasz korespondent wojenny.

2 komentarzy »

  1. komentarz: by mi:) 04.08.2008 11:16  

    w wakacje zawsze jest przestuj w nieruchmosciach. rynek moim zdaniem się jeszcze nie zalamał tyle tylko (a moze az!) przestał wariować. developerem owszem sprzedaje sie trudniej, ale wlasnie przez banki, bo kredyty zamiast taniec drozeją i coraz bardziej obawiam się sytuacji, ze nie na mieszkania ludzi nie badzie stac. a na kredyty własnie. i swiety Boze nie pomoze, bo przeciez zaden developer nie sprzeda ponizej kosztow wykonania i chocby marnego zysku. nie znam sytuacji we Wroclawiu, ale Warszawie ceny mieszkan po czesci ksztaltuja szalenczo drogie grunty. a to juz zupełnie trzecia bajka:)

  2. komentarz: by Asia 07.08.2008 23:12  

    oj tak, grunty to osobny poemat…
    No nic, mieszkania i tak nie kupię z dnia na dzień więc jeszcze trochę czasu na obserwację rozwoju sytuacji mamy :)

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>